2 czerwca załogi walczyły o Puchar Wisły w Regatach Długodystansowych Włocławek-Toruń-Solec-Bydgoszcz

Chełmżyńska załoga pod białą figurą Chrystusa stojącą na tarasie widokowym im. Michała Kokota w miejscowości Łęg-Osiek w gminie Obrowo. Z tego miejsca roztacza się zapierający dech w piersiach widok na Wisłę. (fot. autor)

Zaczęło się w 1936 roku, gdy pierwszy raz żeglarze zmierzyli się na trasie Toruń-Bydgoszcz. Z przerwami impreza przetrwała do dziś. Jest najstarszą tego typu w kraju. Po raz drugi trasę wydłużono do Włocławka. I właśnie ten najdłuższy, 55-kilometrowy, odcinek okazał się najbardziej emocjonujący. 

W piątek 2 czerwca we Włocławku wiało z północnego-zachodu. 31 startujących na tym etapie załóg czekało więc ostre halsowanie pod wiatr. Jak to robić na wąskim torze wodnym, gdzie jedynie zachowane są głębokości żeglugowe? Raczej się nie da. To przecież nie rekreacyjny spływ, tylko walka o puchar, jakiego wcześniej nie było.

– Liga Morska i Rzeczna postanowiła w Roku Rzeki Wisły 2017 ufundować Puchar Wisły. Zdobędzie go najszybszy na całej trasie regat – oświadczył Andrzej Królikowski, prezes Ligi.

Pierwsze jednostki wpadały na wyłaniające się z wody łachy już zaraz za Włocławkiem. Są tam również groźniejsze przeszkody – rafy kamienne. Motorówki WOPR-owskie i policyjne często ściągały łódki z przeszkód.

Każda załoga dostała instrukcję korzystania z rzeki na tym odcinku, gdzie zaznaczono precyzyjnie najważniejsze przeszkody, ale w ferworze walki niektóre załogi zapomniały o jej studiowaniu.

Pierwsza w Toruniu metę na wysokości punktu widokowego minęła „Hasta la Vista”, łódka typu Sigma Active. Załoga: Mateusz Gołąb i Jakub Teuschner wyprzedziła o 18 minut drugą na mecie Omegę z Chełmży.

– Wisły się dopiero uczymy. Nasza łódka ma miecz balastowy, kocha wielkie akweny, ale jak miecz podciągnąć o 3/4, to da się nią, jak widać, na Wiśle nieco poszaleć, nawet mieliśmy wywrotkę – powiedzieli na mecie.

W drugim etapie z Torunia do Solca warunki się jednak zmieniły. Wiało słabo, Sigma nie była w stanie wykorzystać swojego największego atutu – wielkiego czarnego genakera, żagla do zadań specjalnych. Wygrywać zaczęły więc Omegi. W Solcu załoga z Włocławka, a na ostatnim etapie załoga bydgoska.

Na etapie do Solca ścigali się w swoje klasie samorządowcy. By szanse były równe płynęli na łódkach jednego typu – Puckach, jakimi dysponuje toruński MOSiR, który wypożycza je wszystkim chętnym zaznania przyjemności żeglowania po Wiśle. W klasie tej startował prezydent Torunia Michał Zaleski, który od lat uczestniczy w imprezie.

– Zaświadczam, Wisłą można pływać – powiedział dziennikarzom chwilę przed startem z toruńskiej mariny. – Gdy woda jest wysoka, jest to łatwiejsze, przy niskiej, mamy więcej… niespodzianek.

Prezydent klasę samorządową wygrał. Na metę uczestnicy regat wpłynęli w kulminacyjnym momencie, obchodzonych na nadwiślańskim nabrzeżu, Dni Solca Kujawskiego. Ze sceny, gdzie dekorowano najlepszych, padły słowa o integrującej roli rzeki.

– Tylu gości przybyłych rzeką dawno u nas nie było – żartowała burmistrz Solca, Teresa Substyk. – Obiecuję w przyszłym roku wystartować w regatach także.

– Trzymam za słowo – zareagował prezydent Torunia.

Etap do Brdyujścia, najkrótszy, bo zaledwie dziewięciokilometrowy upłynął w atmosferze ucieczki przed burzą. Łódki płynęły majestatycznie, a załoganci wiosłami i bosakami odchylali żagle, by złapać choć jedno dmuchnięcie wiatru. W którymś momencie umilkły nawet rozmowy, jakby nie wypadało naruszać tej magicznej ciszy przed burzą.

Burzy jednak do samej mety nie było. Rozpadało się dopiero podczas uroczystego zakończenia regat w marinie Yacht Clubu Polskiego Bydgoszcz. Puchar Wisły wywalczyła poznańska załoga Sigmy Active. Przewaga z pierwszego etapu przeważyła, mimo, że na dwóch kolejnych nie szło już tak dobrze. Na równym, wysokim, poziomie popłynęła załoga Omegi z Chełmży w składzie: Lech Matecki, Mariusz Kostusiak i Maciej Sobczak. Wygrała swoją, najliczniejszą na Wiśle, klasę. W przyszłym roku liczyłbym na nich najbardziej.