Alicja Majewska: Opole sobie wyśniłam

Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz współpracują ze sobą już czterdzieści lat (fot. Oficjalna strona artystki)

– Czasami tak sobie myślę, że po czterdziestu latach pracy jestem w najlepszym momencie mojej artystycznej drogi – mówi Alicja Majewska, która w 2015 roku wraz z Włodzimierzem Korczem świętowała 40-lecie wspólnej pracy artystycznej. O nowej płycie, największych przebojach i ich przyjaźni rozmawiał z muzykami Michał Ciechowski

Musiało narodzić się nowe pokolenie, abyśmy ponownie mogli chwycić do ręki państwa nową płytę.
Alicja Majewska:
 Ja cały czas śpiewam i nie mam na nic czasu. Znalazłam go dopiero po dziewiętnastu latach, ale będąc w trasie koncertowej i widząc reakcję widowni, myślę, że naprawdę warto było poczekać.
Włodzimierz Korcz: Koncertujemy niezmiennie od czterdziestu lat i, choć obecnie ze sceny można usłyszeć utwory z najnowszej płyty Alicji „Piosenki, z których się żyje”, to jesteśmy świadomi, że publiczność domaga się jej największych przebojów.

Po dziewiętnastu latach udało się państwu stworzyć takie „kamienie milowe” jak chociażby „Być kobietą”?
AM:
 Jestem szczęśliwa, że te przeboje są w moim repertuarze i publiczność na nie czeka. Mogłabym mieć przecież pięć oktaw głosowych, a gdybym wyszła na scenę i nie zaśpiewała „Jeszcze się tam żagiel bieli”, to wiele osób wyszłoby z niedosytem. Znana piosenka powoduje, że publiczność ożywa, zaczyna spontanicznie klaskać i to dla nas także jest miłe.

Mówiąc o oklaskach, przypomniało mi się Opole’75, kiedy publiczność wywoływała panią na scenę kilka razy.
AM:
 Dla uczestniczki konkursu debiutów, która występowała wtedy z nikomu nieznaną piosenką, było to ogromne zaskoczenie i wyróżnienie. Pamiętam, że przed festiwalem śniłam o występie, po którym bisami nie chciano mnie wypuścić ze sceny. I chyba to sobie wyśniłam.

Tam zaśpiewała pani „Bywają takie dni”. Ale na swoim koncie mają państwo wiele inspirujących utworów. Czy konkretne piosenki kojarzą się wam z danym etapem w życiu?
AM:
 „Być kobietą” powstała w 1978 roku. Utwór znajdował się w scenariuszu napisanym dla Teatru Muzycznego na Targówku, obecnie Rampa, z okazji Dnia Kobiet. Postać, którą grałam w tym spektaklu, miała do zaśpiewania trzy piosenki, wśród których była też ona. Miałam nosa, że będzie to w przyszłości dla mnie bardzo ważny tekst.
WK: Inspirację czerpiemy z tego, co aktualnie dzieje się na świecie. Nie bez powodu nasze teksty dotykają wielu, być może ukrytych, wspomnień i pragnień.

Czy płyta „Piosenki, z których się żyje” ma dziś jakieś przesłanie?
AM:
 Autorem tytułowej piosenki jest śp. Wojciech Młynarski. To takie credo estradowca, do którego także się stosuję i czerpię wielką satysfakcję. Płyta dla każdego może mieć inne przesłanie, wszystko zależy od tego, co siedzi w naszych głowach.


Na scenie są państwo razem od czterdziestu lat. Kawał czasu. Jak wyjść z takiej współpracy cało?
AM: 
Dla początkującej wokalistki szczęściem było, że na progu kariery stanął tak wybitny kompozytor, którym jest Włodek. Niosę jego obraz muzyki do dziś. Przy tej współpracy potrzeba również podobnej oceny świata, ludzi, podobnego stosunku do pieniędzy, bo honorarium nie zawsze jest najważniejsze. Nasze spotkanie to najlepsza rzecz, która nam się zdarzyła. A jeżeli dzięki temu, co oddajemy światu, komuś zakręci się w oku łza, będziemy pewni, że jesteśmy coś warci.
WK:
 Spędziliśmy ze sobą tysiące godzin w samochodach, samolotach – jest to rodzaj pasującej do siebie kultury bycia. Wspólnie wytrzymujemy sytuacje stresowe. Choć w tym wszystkim są także konflikty, ponieważ życie daje nam ich całą masę, potrafimy wszystko zażegnać i bardzo się lubić.

Tworzy pan dla Alicji Majewskiej od lat. Jaką melodią dziś by ją pan opisał?
WK:
 Dla każdego artysty tworzę indywidualnie. Alicję poznałem lepiej od innych, ponieważ długo już razem występujemy. Siedzę z boku i słucham, co robi dobrze, ale także co robi źle. I wiem, jakiego typu przekazuje emocje. A jaką melodią bym ją opisał? Taką, którą kiedyś dla niej napiszę.
AM:
 Piosenki Włodzimierza Korcza zawsze były pisane pod dany projekt, nigdy do szuflady lub na zaś. Podobnie było z płytą. Szukaliśmy inspiracji, tego, co zaskoczy, zaszokuje słuchaczy. W piosence najważniejszy jest tekst, a muzyka nieść ma jego przesłanie.

Koncertując, niosą ją państwo po całym świecie.
AM:
 W ostatnim czasie tyle się dzieje, że mam wrażenie, że jestem unikatem polskiej sceny. Wciąż mnie zapraszają do wspólnych występów czy do zaśpiewania kilku koncertów w jednym czasie. A na wydarzenia te przychodzą tłumy. Obecnie przede mną kolejne płyty, ponieważ kontrakt podpisałam aż na trzy. Czasami tak sobie myślę, że po czterdziestu latach pracy jestem w najlepszym momencie mojej artystycznej drogi.