Anachronizm w czystej formie

KOD-u obawiać się nie należy. Jego dni są policzone i to z jednego prozaicznego powodu. Jest to twór anachroniczny z założenia ignorujący 36 lat, które zdążyły upłynąć od 1980 r. Pomijając samą niedorzeczność haseł czy porównań lansowanych przez KOD, to samą nazwą, retoryką i symbolami nawiązuje do czasów sprzed kilkudziesięciu lat: do KOR-u czy choćby do noszenia oporników.

Aż się dziwię, że twórcy KOD-u mogli nie zauważyć takiej oczywistej rzeczy. Młode pokolenia nie pamiętają tamtych czasów, ba, nie wiedzą, o co w nich chodziło i ich nie rozumieją. Sam pamiętam, gdy uczyłem w szkole historii i jak trudno było wytłumaczyć młodzieży czasy stanu wojennego, kolejki, puste półki sklepowe. Na informację o braku towarów w sklepie odpowiadali: to trzeba było pójść do innego sklepu. Łatwiej było im zrozumieć, o dziwo, bitwę pod Grunwaldem czy Powstanie Warszawskie.

Już moje pokolenie (rocznik ’64.) jest praktycznie rocznikiem „granicznym” rozumienia tamtej epoki. Dlatego na marszach KOD-u brakuje młodych ludzi, a wśród starszych nie ma tych, którzy wówczas – tak jak i ja – oddaliby życie za Frasyniuka, Borusewicza czy Wałęsę, a dziś się za nich wstydzą.

KOD, żeby istnieć, pragnie męczeństwa, stąd planowana na 11 listopada prowokacja. Mam nadzieję, że uczestnicząca w Marszu Niepodległości młodzież uzna honorowo, że starszych ludzi (nawet takich) w naszej kulturze się nie tyka i nie da się sprowokować. I 11 listopada będzie łabędzim śpiewem tego wykreowanego w celu obalenia legalnie wybranego polskiego rządu tworu.

Oczywiście, nie ma się co łudzić. Ci obrońcy „demokracji”, rozumianej nie jako rządy większości tylko rządy okrągłostołowego układu, będą próbowali dalej. Na szczęście polskie społeczeństwo potrafiło, w przeciwieństwie do nich, wyciągnąć wnioski z minionych 36 lat.