O sporcie, roli odpowiedniego żywienia i aktywności fizycznej w życiu Polaków, z Anną Lewandowską, żoną Roberta, autorką bloga „Healthy plan by Ann” rozmawia Tomasz Więcławski.

W jaki sposób zaplanować ćwiczenia i dietę, żeby mieć szansę na skrupulatność i efekty?
Coraz częściej dostrzega się rolę ćwiczeń w dbaniu o zdrowie. Tego rodzaju spojrzenie staje się modne. To cieszy. Mam nadzieję, że będę jedną z osób, które przyczynią się do upowszechnienia wśród Polaków dobrych nawyków żywieniowych i aktywności fizycznej. Poprzez ruch możemy zapobiegać chorobom cywilizacyjnym – cukrzycy czy chorobom wieńcowym. Ja trenuję od 15 lat. Sport jest dla mnie pasją, a nawet uzależnieniem. Zawsze powtarzam jednak innym, że ruch pozwala uniknąć bardzo przykrych dolegliwości – wysokiego ciśnienia, chorób sercowo-naczyniowych czy podwyższonego cholesterolu. Po treningu człowiek ma również zdecydowanie lepsze samopoczucie.

Jak wiele wyrzeczeń żywieniowych niesie za sobą kariera zawodowego sportowca?
Trzeba pamiętać, że obie rzeczy, o których rozmawiamy, idą ze sobą w parze. Dieta jest połową sukcesu w odchudzaniu, ale aktywność stanowi drugą połówkę. Zawodowstwo, tak jak w przypadku moim i mojego męża, wymaga starannie zaplanowanej regeneracji. Obciążenia treningowe są bowiem na tyle duże, że „byle jaka” dieta nie pozwalałaby wrócić na najwyższe obroty. Organizm wypomniałby wszystko. Osoby rozpoczynające swoją przygodę z jakąkolwiek dyscypliną, pozbawione są, z racji wieku, zapasu substancji energetycznych. Dziecko, które idzie na trening musi być odpowiednio nawodnione i odżywione.

Czy na zmianę nawyków żywieniowych jest w którymś momencie za późno? Jaką rolę odgrywa edukacja najmłodszych?
Trzeba pamiętać o właściwej edukacji młodych ludzi, ale w parze z tym musi iść również większy poziom świadomości rodziców. Na swoim blogu napisałam niedawno o nawykach żywieniowych najmłodszych, które biorą się z niedbałości ich opiekunów. Motywowanie nagrodami z McDonald’sa jest mi kompletnie obce. To wyraz lenistwa i niedbalstwa ze strony dorosłych. Nie da się uciec od odpowiedzialności i zwalić wszystkiego na geny. Mamy wiele nawyków wyciągniętych z domu, z którymi trzeba walczyć. Mama i tata mogą spowodować, że ich pociecha ma uczulenie na gluten czy nabiał. Trzeba do wychowania podchodzić z głową. Ja też chcę mieć w przyszłości dzieci i wiem, jakie to ważne.

Dzieci nie mają często wpływu na swoje żywienie.
Właśnie dlatego trzeba rozmawiać z rodzicami. Wiele osób mówi często, że ich pociechy nie lubią czegoś jeść. Kubki smakowe wymieniają się u człowieka w ciągu 10 dni. To, na coś dziś kręcimy nosem, za dwa tygodnie okazuje się przysmakiem. Moim celem, jako doświadczonego sportowca, dodatkowo utytułowanego, z wykształceniem w tym kierunku, jest bycie motorem napędowym dla innych. Czuję misję przekazania tego, co wiem i co otrzymałam od specjalistów – lekarzy i dietetyków.

Jak udaje się pani pogodzić starty w zawodach z aktywnością na polu upowszechniania zdrowego żywienia i aktywności fizycznej?
Sport wychowuje. Ja jestem zdyscyplinowaną i ambitną osobą. Postawiłam sobie jakiś cel i chcę dążyć do jego realizacji. Otrzymuję tyle wiadomości, że czasami nie jestem już w stanie na wszystkie odpowiadać. Dlatego też staram się organizować spotkania z dietetykami czy wspólne treningi ze mną. Ja, wraz z Adrianną Palką, która na co dzień pracuje jako trener personalny, tworzymy program friend’s training. żeby pokazać, że warto ćwiczyć razem. Może to robić mama z córką, żona z mężem czy przyjaciółka z przyjacielem. To zwiększa znacznie motywację każdej osoby. Głupio jest odmówić koleżance. Czyjaś obecność jest dodatkowym bodźcem do pracy.

Czy rozpoznawalność pomaga w realizacji inicjatyw prospołecznych?
Nie wykorzystuję tego w złej wierze. Mogę jej użyć tylko wtedy, kiedy może to komuś pomóc. Z mężem chcielibyśmy, aby zmienił się poziom aktywności Polaków. Jesteśmy w trakcie zakładania fundacji, która będzie zajmowała się takimi sprawami. Kto jak nie my ma być przykładem? Jest w Polsce wiele do zrobienia. To jest po prostu dobra inicjatywa. Mój trener odżywia się w ten sam sposób co ja. Jego czteroletni syn potrafi odróżnić mleko kozie od krowiego. Ten przykład pokazuje, że się da. W Polsce jest wielu „hejterów”, ale chętnie ich przekonam, że warto wstać sprzed komputera i zrobić coś pożytecznego dla siebie.

Komentarze

komentarzy