Artysta z Zakrzewka tworzy szklane arcydzieła

Żartobliwie można by powiedzieć, że robota pali mu się w rękach. I choć praca z rozgrzanym do tysiąca trzystu stopni Celsjusza szkłem nie jest prosta, stała się nie tylko pasją, ale także od kilku lat sposobem na życie. W swoim małym warsztacie w Zakrzewku Adam Nowak tworzy szklane arcydzieła.

Wszystko zaczyna się pod koniec lat dziewięćdziesiątych w toruńskiej Krzywej Wieży, gdzie na parterze swoją galerię ze szklanymi pamiątkami ma lokalny twórca Janusz Bogacki. Adam Nowak pracuje wówczas na pierwszym piętrze w kawiarni. Codzienne spotkania i długie rozmowy z artystą owocują pierwszą próbą chwycenia za palnik. Kilka cennych wskazówek mistrza rozpala w przyszłym mieszkańcu Zakrzewka pasję, która trwa do dziś.

– Pierwszą rzeczą, którą wykonałem był szklany słonik – wspomina Adam Nowak. – I to dzięki niemu uwierzyłem, że jednak dam radę. Prace ręczne dają przedmiotom niepowtarzalność, ponieważ żadna z nich nie będzie wyglądała identycznie. Osobiście nie posługuję się gotowymi formami, wszystko wyrabiam ręcznie, korzystając ze zrodzonych w głowie pomysłów.

Mały warsztat mieszczący się przy domu ma swój klimat. Nad stanowiskiem pracy, wyposażonym w palnik, dwie butle gazowe, szklane pręty i narzędzia, na długich sznurkach wiszą piękne anioły i wyjątkowe lampiony. Obok zaś bacznie spogląda ażurowy żubr stojący na szlifowanym kamieniu. W tym choć prostym, to bardzo niezwykłym miejscu, piękna nie trzeba długo szukać.

– Całą pracę rozpoczynamy od nagrzania do temperatury tysiąca trzystu stopni szklanych prętów, które można później plastycznie formować – opisuje swoją pracę artysta. – Szkło pod wpływem tak wysokiej temperatury mięknie, kształtować je więc możemy szczypcami. Jest to bardzo czasochłonne, jednak efekty są niesamowite.

Zdarza się jednak, że wielogodzinna praca w jednym momencie rozpryskuje się w drobny mak. Jak podkreśla jednak Adam Nowak, w profesję tą wliczone jest ryzyko, dlatego z tak delikatnym materiałem obchodzić trzeba się wyjątkowo ostrożnie.

– Pracuję z palnikiem, odpowiedni sprzęt ochronny, taki jak rękawice i specjalne okulary, jest niezbędny – podkreśla mężczyzna. – Niektórzy śmieją się, że robota pali mi się w rękach.

Piękno rękodzieła mieszkańca Zakrzewka zauważyło Ministerstwo Środowiska, które niedawno zamówiło u artysty ponad czterysta szklanych żubrów.

– Było to prawdziwe wyzwanie – śmieje się Adam Nowak. – Podejmując się trudnych zadań sprawdzam swoje możliwości. Z pasją tą od kilku lat próbuję wyjść do mieszkańców regionu.

Często rękodzieło z Zakrzewka można obejrzeć na festynach, jarmarkach czy innych spotkaniach.

– Czy praca ta się opłaca? Na pewno nie jest łatwo – podsumowuje Adam Nowak. – Myślę, że potrzeba jeszcze zmiany mentalności, jeżeli chodzi o postrzeganie rękodzieła. Nie wszędzie praca ta jest doceniana. Aby stworzyć coś wartego uwagi potrzeba trochę czasu. Zdarza się, że mam na pewien czas dosyć tego warsztatu, zabieram na spacer psa i szukam chwili dla siebie. Czasami od tego także trzeba się odciąć, aby po chwili móc zmierzyć się z kolejnymi, świeżymi pomysłami, wszczepiając w szło duszę.