Artystka z Lulkowa to prawdziwy człowiek renesansu. Maluje, dekoruje i aranżuje wnętrza

Lidia Lankauf jest artystką wielowymiarową. Maluje, wykonuje tkaniny artystyczne, dekoracje ścienne oraz aranżuje wnętrza. Szewc bez butów chodzi, więc własnego mieszkania nie urządziła na lata. W sztuce poszukuje przekazu, a nie tylko formy.

W Toruniu uczęszczała do Liceum Renowacji Zabytków Architektury. Wykształcenie wyższe zdobyła w Poznaniu w Wyższej Szkole Sztuki Stosowanej na wydziale malarstwa. Kierunek studiów? Gobelin – tkanina przestrzenna. Przez kilka lat pracowała jako zdobnik ceramiki. Nawiązała również współpracę z toruńską projektantką wnętrz Ewą Migdał. Tak zaczęła się przygoda z wnętrzem, która trwa do dziś. Zawsze była blisko sztuki, ale ta pochłonęła ją bez reszty, gdy świat wywrócił jej się do góry nogami.

Białaczka przewróciła świat

– Mój 2,5 letni synek zachorował na białaczkę – mówi Lidia Lankauf z Lulkowa. – Wtedy zrozumiałam, że życie ma tyle różnych smaków i kolorów, o których warto mówić przez swoją twórczość, że nie ma na co czekać. Wszystko jest bowiem bardzo ulotne i nie trwa wiecznie.

Artystka z gminy Łysomice najbardziej lubi malować. Najbliższe jej sercu są obrazy olejne na płótnie. Wykonuje jednak również
prace temperą na desce i bezpośrednio na tynku.

– Obraz olejny daje możliwość refleksji nad tym, co tworzymy – Lidia Lankauf opowiada o procesie twórczym. – Długo jest mokry i nad wieloma rzeczami można w skupieniu popracować. Tempera bardzo szybko schnie i kolory mocno się zmieniają. Nie jest to łatwa technika. Farba olejna jest najbardziej plastyczna.

Mieszkanka Lulkowa stara się, żeby jej obrazy coś wnosiły, opowiadały jakąś historię.

– Oczywiście, maluję komercyjnie aniołki i kwiatki, które nie mają żadnego znaczenia – mówi artystka. – Nie jest to jednak istota sztuki i nie to mnie w niej pociąga. Od małego wiedziałam, że będę artystką. Nigdy jednak nie mówią, że mam talent, ale zdolności.

Tak jak kiedyś ona, tak teraz jej córka maluje wszystko i wszędzie. Cały dom jest miejscem prób. Nawet kamienie w ogrodzie zostały zaadaptowane na potrzeby ekspresji artystycznej.

– Widzę w niej siebie sprzed lat – uśmiecha się Lidia Lankauf. – Może też będzie chciała związać swoje życie ze sztuką? Niczego nie będę jej jednak narzucała.

Sens, a nie tylko forma

Nie ma jednej tematyki, w której artystka z Lulkowa czuje się najlepiej. To, o czym jest obraz, zależy od jej stanu emocjonalnego, tego co w niej gra, jak układa się życie rodzinne i co dzieje się na świecie. Inspiracji szuka bowiem wszędzie. Aranżuje wnętrza dla innych, ale w swoim domu zmienia coś bardzo często.

– Nie czułabym się dobrze w zaplanowanym, sztucznym otoczeniu – mówi Lidia Lankauf. – U mnie wszystko może być w każdej chwili przestawione czy przemalowane. Rozumiem jednak potrzebę ludzi – życia w przestrzeni przyjaznej, wyjątkowej, pięknej i funkcjonalnej.

Jako swoich idoli nie wskazuje klasyków malarstwa. Mówi o nieznanym szerzej Andrzeju Kuhnie, Polaku mieszkającym w Anglii, którego dzieła wywarły na niej duże wrażenie. O współczesnej sztuce zachodniej ma jednak złe zdanie.

– Mówiąc oględnie artyści zachodnioeuropejscy poszli na łatwiznę – mówi mieszkanka gminy Łysomice. – Tworzą abstrakcje, które poza formą nie niosą żadnego przekazu. Kultura pop wyparła treść z malarstwa. Na wschodzie jest inaczej. Ostatnio natknęłam się w Internecie na rosyjskiego malarza Walerego Stratovicha. Jego sposób posługiwania się kolorem jest unikalny, a prace przemyślane. Sztuka z głębią najbardziej mnie fascynuje.

Po wygranej syna w walce z chorobą Lidia Lankauf namalowała obraz pt. Czy jeszcze kiedyś zaświeci dla nas Słońce? Patrząc na jej dzieła i podejście do sztuki można śmiało stwierdzić, że świeci ciągle. Czasem jednak, jak to w naturze, zasłonią je na moment chmury.