Autostrada i upadek strefy w Ostaszewie dobija biznesy przy dawnej „jedynce”

Obecnie to droga krajowa nr 91. Ruch na niej jest znacznie mniejszy niż kiedyś. Podróżujący tą trasą do Chełmży i Chełmna nie narzekają, bo można płynniej jechać. Restauratorom i prywatnym przedsiębiorcom do śmiechu jednak nie jest.

Planowany niegdyś strajk w strefie ekonomicznej blokowałby ruch w całym regionie. Te czasy odeszły w zapomnienie.

– Kiedyś u nas wszystko świeżutkie było i na pniu schodziło – mówi właścicielka jednego z lokali przy DK 91. – Teraz są takie dni, że przez wiele godzin nikt nie przychodzi. Ratują nas imprezy okolicznościowe, ale tak jak kiedyś, gdy Japończycy całą salę zamawiali na niedzielę i wydawali dużo pieniędzy, raczej już nie będzie. Człowiek zainwestował, to musi się kolebać z tym biznesem, ale kokosów nie ma się co spodziewać.

Droga krajowa nr 91 (dawna nr 1) w momencie, gdy wspomniane biznesy przy niej powstawały, miała znaczenie strategiczne. Łączyła nasz region z morzem, więc musiał tędy przebiegać zarówno ruch osobowy, jak i tranzyt. Tam, gdzie samochody, musi też być infrastruktura.

– Mam swoją działalność przy tej trasie od kilkunastu lat – mówi starszy mężczyzna, który nie chce zdradzać swojej tożsamości, bo mogłoby to jeszcze bardziej odbić się na jego zarobkach. – Jakich cudów, gdy powstawała strefa ekonomiczna w Ostaszewie mi nie obiecywano… Przez kilka lat sprzedałem trochę towaru i niejeden człowiek się u mnie zatrzymał. Część wraca, bo docenia mój asortyment, ale klient bogatszy mnie interesował, a biznesmenów coraz mniej w tej okolicy.

O tym, że trasa nie generuje już takich przychodów dla przedsiębiorców wiedzą włodarze ościennych gmin.

– Rozmawiam z mieszkańcami, więc wiem, jak wygląda sytuacja – mówi Piotr Kowal, wójt gminy Łysomice. – Autostrada była i nadal jest ogromną szansą na rozwój naszego regionu. Źle zaprojektowane węzły i brak bezpośredniego połączenia A1 ze strefą w Łysomicach wydatnie wpłynęły na jej los.

Przedsiębiorcy od kilku lat wiedzieli, że sprawy nie układają się dla nich różowo.

– Małych i średnich przedsiębiorców nasze państwo nie szanuje – mówi restauratorka mająca lokal przy tej trasie. – Ulg podatkowych żadnych nie dostałam, czy to w okresie prosperity czy teraz, gdy wiedzie mi się gorzej. „Skarbówka” i ZUS co miesiąc czekają na pieniądze. Zostało mi jeszcze jednak parę lat do emerytury, więc jakoś się doczłapię. Szkoda młodszych, bo teraz otwieranie biznesu na tym terenie skazane byłoby na niepowodzenie.

Kelner w jednej z restauracji nie owija w bawełnę.

– Bal już się skończył, więc teraz pozostaje szara codzienność – uśmiecha się, nieco przez łzy, młody mężczyzna. – Jakoś trzeba sobie radzić, chociaż czasami przez wiele godzin człowiek podpiera rękami głowę na barze. Trzeba pozyskiwać okolicznych klientów, bo na biznes międzynarodowy nie ma się co już oglądać.

Autostrada i inwestycje z nią powiązane nie są nowym problemem w powiecie toruńskim. Problem z gruntami inwestycyjnymi, tym razem wokół autostrady, jest w gminie Chełmża.

– Nie wiem, czy doczekam węzła w Dźwierznie – mówi Jacek Czarnecki, wójt gminy Chełmża. – W tym miejscu dawno można było zagospodarować istniejące setki hektarów ziemi. Bez zjazdu z autostrady nie skorzysta nikt – ani samorząd, ani biznes. A w planach województwa sprawa pojawia się do realizacji i znika. Ostatnio znów zniknęła.