Barbara Zalewska: „Zmiana nie musi oznaczać rewolucji”

fot. nadesłane

– Myślę, że nasza gmina zasługuje na to, żeby tchnąć w nią życie, młodość, wiedzę, kompetencję i chęć zmiany na lepsze. Mój komitet i ja chcemy, żeby nam wszystkim – mieszkańcom gminy – żyło się tu po prostu dobrze – mówi Barbara Zalewska, kandydatka na wójta gminy Łubianka w rozmowie z Wojciechem Giedrysem.

Czy decyzja o kandydowaniu na urząd wójta była dla pani trudna?

– Tę decyzję pomógł mi podjąć sam pan wójt Jerzy Zająkała. Kiedy dwa lata temu wójt stracił większość w radzie gminy i zostałam przewodniczącą komisji rewizyjnej, doszły mnie słuchy, że pewnie szykuję się na jego stanowisko. W ogóle tego nie brałam pod uwagę. Ale skoro tak, ziarno zostało zasiane. I powiedziałam sobie, dlaczego nie. Jestem nie tylko gminną radną, ale przede wszystkim sołtysem Zamku Bierzgłowskiego. W trakcie trwania mojej kadencji radnej/sołtysa dużo zobaczyłam. Od podszewki i od samego dołu mogłam przekonać się, co mi się nie podoba, źle działa i co można by zmienić, gdyby była inna postawa wójta.

Co według pani jest największym problemem w gminie Łubianka?

– Woda, a przede wszystkim jej jakość. Co gorsze, bywa, że jej w ogóle nie ma, kiedy jest większe jej zużycie podczas letnich miesięcy. Jako przewodnicząca komisji rewizyjnej kontrolowałam jakość wody, która niestety pozostawia wiele do życzenia. Musimy to zmienić i postawić na czystość i jakość wody, która trafia do naszych kranów. Woda to życie i bez niej żyć się nie da.Mieszkańcy się na to skarżą. Ponadto brak sieci kanalizacyjnej. W nowej kadencji będzie to poważne wyzwane ale jakże istotne z punku jakości życia.. Poza tym cywilizowana gmina musi mieć sieć kanalizacji – jest to podstawa.

Jak rozwiązać ten problem? Czy ma pani jakąś propozycję?

– Myślę, że najprościej to po prostu wymiana filtrów w przepompowniach wody na terenie gminy Łubianka. Wszystko należy wykonać kompleksowo, a następnie przepłukać całą sieć wodociągową. Kolejnym etapem powinna być budowa nowych studni głębinowych.

Łubianka tak jak inne gminy boryka się także z remontami i modernizacją dróg?

– Pod tym względem nie jesteśmy wyjątkiem. Gmina Łubianka szczyci się budową dróg. Ale jak na razie najwięcej dzieje się na trasach należących do powiatu toruńskiego lub województwa. Wiele naszych dróg gminnych od lat jest w opłakanym stanie. W Zamku Bierzgłowskim od 2010 r. zrobiono tylko 1,5 km asfaltu i wygruzowano 2,8 km. Teraz kilka dróg połatali. Są jednak sołectwa, gdzie nie można przy większych opadach lub podczas suszy przejechać, bo albo grzęźnie się w błocisku, albo wzbija się kurzawa. Z kimkolwiek nie rozmawiam, słyszę: „chciałbym mieć porządną drogę”. Powinniśmy się skupić na drobnych inwestycjach – głównie polegających na zapewnieniu dojazdu dla mieszkańców do istniejących i nowych posesji – a nie na projektach z kosmosu. Jest wciąż wiele miejsc, do których nie może dotrzeć w czasie roztopów,deszczu np. karetką. Zmusiliśmy wójta w ostatnim czasie, żeby stworzył plan, w jakim sołectwie, ile kilometrów dróg gminnych jest zrobionych, a gdzie nie. Jest kilka sołectw, gdzie drogi gminne są wybudowane. Głównie tam, gdzie są wyborcy wójta. Są jednak sołectwa, gdzie wyremontowanych lub wybudowanych dróg gminnych nie ma prawie wcale, np. w sołectwach Zamek Bierzgłowski, Pigża i Łubianka. Tam jest najgorzej.

Jak wyremontować te drogi, skoro gmina Łubianka jest bardzo zadłużona?

– Trzeba szukać zewnętrznych źródeł finansowania takich zadań. I robić wszystko, żeby do budżetu gminy trafiało jak najwięcej dochodów, choćby z podatków. Należy jednak zmienić podejście do inwestorów. Nie tylko tych z zewnątrz. Niektórym inwestorom działającym od lat w gminie Łubianka blokuje się inwestycje i nie pozwala tworzyć nowych miejsc pracy. Przedsiębiorcy, którzy chcą otwierać tutaj swoje biznesy, są blokowani. Chcą zatrudniać naszych mieszkańców. Nie chcę wymieniać nazw firm, bo przedsiębiorcy się boją. Jeden z nich chciał wybudować pawilon handlowy. Przedsięwzięcie zostało jednak zablokowane. Kolejny przedsiębiorca ma firmę budowlaną i chciał się rozbudować. Usłyszał: „nie, bo nie”. Była szansa na powstanie drugiej myjni samochodowej, ale jak stwierdził wójt podczas jednego ze spotkań wiejskich, jedna myjnia jest i to powinno wystarczyć. Koniec końców do wielu inwestycji nie dochodzi. Inwestorzy rezygnują z nich.

Dlaczego tak się dzieje? Z czego można wynikać takie działanie?

– To pytanie do pana wójta, który pewnie odpowie, że jesteśmy słoneczną i ekologiczną gminą i nie powinno być miejsca u nas na takie inwestycje. Też jestem proekologiczna i nie mam na myśli otwierania się na uciążliwą działalność. Mamy wiele działek, które można by przekształcić na tereny inwestycyjne. I otworzyć gminę dla przedsiębiorców nieuciążliwych dla środowiska i mieszkańców. Bo to oni przyniosą nam wyższe dochody w postaci podatków czy nowe miejsca pracy. Brak planu zagospodarowania przestrzennego obejmującego całą gminę.

W swoim programie wiele mówi pani o konieczności zmian w gospodarce komunalnej gminy. Co kryje się za tym hasłem? Jak powinna być ona zorganizowana?

– Gospodarką komunalną w gminie zajmuje się Wydział Gospodarki Komunalnej w urzędzie gminy. Jest tam kilku pracowników, ale oni zajmują się przede wszystkim tematami związanymi z wodą i kanalizacją. Pozostałe sprawy są najczęściej zlecane spółdzielni socjalnej, która niestety nie spełnia oczekiwań mieszkańców. Został im przekazany cały sprzęt gminny do utrzymania porządku, np. równiarka, na którą swego czasu zrzucały się wszystkie sołectwa. Obecnie , żeby wykosić trawę, uprzątnąć teren lub odśnieżyć, muszę jako sołtys zgłaszać to do spółdzielni. Spółdzielnia wcześniej czy później wykonuje to zlecenie. A czasem wcale tego nie robi. Następnie muszę zapłacić za wykonanie tej usługi z niewielkiego funduszu sołeckiego, mimo że te tereny należą do gminy i powinno to być finansowane z bezpośrednio z budżetu gminy. To powinno wyglądać inaczej. Spółdzielnia i tak jest wspomagana przez gminę, a niestety nie podlega ona bieżącej kontroli. A sołectwa mają co robić i na co wydawać pieniądze. Potrzeb jest mnóstwo. Nie powinno się zrzucać kolejnych obowiązków na sołectwa.

Jak zatem należałoby to zorganizować, żeby sołectwa i gmina na tym nie traciły?

– W programie wyborczym, który został wypracowany wspólnie z kandydatami do rady gminy, proponujemy powołanie gospodarstwa komunalnego. To byłaby komórka, która podlegałaby bezpośrednio pod urząd gminy. Działalność takiego gospodarstwa byłaby przejrzysta dla wszystkich, w odróżnieniu od spółdzielni socjalnej. Jednym z problemów jest efekt „przeciętej wstęgi”. Realizuje się inwestycję, przecina wstęgę, jest super, a potem nie ma kto sprawować opieki np. nad chodnikiem. Jak zrobi się w nim dziura, to nie ma, kto jej naprawić. Powołanie gospodarstwa komunalnego rozwiązałoby ten problem.

Z tego, co pani mówi, to w gminie jest jeszcze wiele zapóźnień cywilizacyjnych.

– Władze gminy – zwłaszcza na zewnątrz – chwalą się realizacją wielu inwestycji. Z zewnątrz może się wydawać, że w gminie Łubianka jest super i tętni ona życiem. Ale większość tych projektów nie udałoby się zrealizować, gdyby nie wsparcie marszałka Piotra Całbeckiego, który łaskawszym okiem na nas patrzy, jako mieszkaniec pochodzący z naszych stron. W gminie Łubianka jest jeszcze wiele do zrobienia. I chodzi nie tylko o projekty twarde, ale również miękkie, skierowane bezpośrednio do ludzi. Jestem nauczycielem i dobro dzieci, młodzieży czy seniorów jest mi bardzo bliskie. Mam pomysły, jak zagospodarować czas wolny dla nich i przede wszystkim nie wymaga to dużych nakładów finansowych.

Jakie projekty ma pani na myśli? Jak zagospodarować czas wolny?

– Mamy w Łubiance instytucję o nazwie Biblioteka – Centrum Kultury. Dysponuje ona odnowionym budynkiem z wieloma nowymi pomieszczeniami, które można lepiej wykorzystać, są też świetlice wiejskie. Można tam organizować dodatkowe zajęcia pozalekcyjne. Mamy nowo wyremontowane szkoły w gminie, którymi możemy się szczycić. Są tam odnowione pomieszczenia lekcyjne i sale gimnastyczne, które można by wykorzystać po lekcjach. Wielu nauczycieli i animatorów chętnie poprowadziłaby tam zajęcia pozalekcyjne rozwijające kompetencje kluczowe – obecnie bardzo ważne z punktu widzenia rynku pracy i zdobywania nowych umiejętności. Warto pomyśleć też o niepełnosprawnych z naszej gminy. Dla nich obecnie nic się nie dzieje. Powinniśmy stawiać na ludzi. W tej kampanii spotykam się i rozmawiam z wieloma mieszkańcami gminy. Wielu z nich ma wykształcenie oraz chęci i pomysły na to, żeby włączyć się w życie społeczne w gminie. Trzeba korzystać z tego potencjału. Urząd gminy musi się otworzyć na ludzi. Musi być dla ludzi. Wójt i urzędnicy są dla mieszkańców. Trzeba słuchać ludzi i wsłuchiwać się w ich głosy. A to przecież nic nie kosztuje.

Co jest pani marzeniem związanym z gminą Łubianka?

– Chciałabym bardziej zbliżyć do siebie starych i nowych mieszkańców Łubianki. Powoli stajemy się sypialnią Torunia. Do gminy Łubianka przeprowadza się wielu młodych i dobrze wykształconych ludzi. Trzeba połączyć ze sobą te dwa światy: tych, którzy są tu z dziada pradziada, tych, którzy mają tutaj gospodarstwa i swoje przyzwyczajenia z tymi, którzy tutaj napływają i także mają swoje oczekiwania i wyobrażenia o tym, co chcieliby tutaj mieć. Chciałabym, żeby ci, którzy tutaj się przeprowadzą, nie wysyłali dzieci na zajęcia do Torunia czy Chełmży. Tutaj powinna być dla nich oferta. Na miejscu. Wówczas tacy rodzice i ich dzieci będą bardziej związane z gminą. Będą czuć więź i to, że jest to ich mała ojczyzna. Natomiast „starzy” mieszkańcy nie powinni się czuć oszukani, odtrąceni. Chciałbym, żeby jedni i drudzy potrafili ze sobą współpracować. Wójt bardzo często zachęca do osiedlania się w naszej gminie. Ale w zamian niewiele nowym mieszkańcom proponuje. O kiepskiej wodzie już wspominałam. W gminie nie ma żłobka, a gminne przedszkole czynne jest tylko pięć godzin. W trzech prywatnych placówkach przedszkolnych trudno znaleźć wolne miejsce. A później jest zdziwienie, że nie wszyscy się meldują i np. nie wszystkie podatki do nas spływają.

Dlaczego mieszkańcy gminy mają głosować na panią, a nie na urzędującego wójta?

– Zmiana nie musi oznaczać rewolucji, jednak często niesie ze sobą wiele dobrego. Przyzwyczajenie i rutyna bardzo często gubią. Jeśli się nie rozwijamy to tak naprawdę się cofamy, ponieważ wszystko wokół się zmienia. Dobra atmosfera w pracy, komfort oraz dobre relacje z pracownikami to podstawa dobrze wykonywanych zadań na rzecz mieszkańców. Myślę, że nasza gmina zasługuje na to, żeby tchnąć w nią życie, młodość, wiedzę, kompetencję i chęć zmiany na lepsze. Mój komitet i ja chcemy, żeby nam wszystkim – mieszkańcom gminy – żyło się tu po prostu dobrze. Tutaj mieszkam. Chodzę tu do sklepu, do fryzjera, do kosmetyczki. Rozmawiam z ludźmi. Słyszę, co do mnie mówią. A wszystko, co tu się dzieje, przeżywam na własnej skórze.