Chełmżanka podzieliła się wrażeniami z pobytu na Jawie

Olivia podczas wyprawy na wulkan Bromo na wschodniej Jawie. (fot. archiwum prywatne)

Sama o sobie mówi, trochę żartem, że po powrocie z Jawy czuje się ambasadorem Indonezji w Polsce. A serio: chce propagować wiedzę o tym egzotycznym zakątku świata. 

Na ostatnim roku studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim Olivia Drost otrzymała roczne stypendium rządowe Ministerstwa Edukacji i Kultury Indonezji (Darmasiswa). Każdego roku podobne wyróżnienie przyznawane jest ok. 30 Polakom.

– Wiedziałam, że to wspaniała okazja, by poznać język, kulturę i zwyczaje egzotycznego, z punktu widzenia Europejczyka, kraju. Indonezja leży pomiędzy Pacyfikiem a Oceanem Indyjskim w Azji Południowo-Wschodniej oraz w Oceanii. To ogromny kraj z 17 tysiącami wysp. Miałam do wyboru kilka miejsc, w których mogłam mieszkać. Na przykład rajską wyspę Bali czy należącą do Archipelagu Malajskiego malowniczą Sumatrę. Wybrałam jednak Dżakartę – stolicę Indonezji. Chciałam poznać życie w jednej z największych stolic świata. I okazało się ono naprawdę fascynujące.

Sama Dżakarta liczy obecnie ok. 8,5 mln mieszkańców. Natomiast cała aglomeracja miejska ponad 30 mln ludzi. Miasto rozciąga się na powierzchni ponad 661 tys. km2.

Wybór na stolicę padł przede wszystkim dlatego, że miał posłużyć Olivii jako etap w rozwoju ścieżki zawodowej.

-Po kilku miesiącach, gdy nauczyłam się języka, wysłałam swoje CV do kilku redakcji, w tym anglojęzycznych. Jako pierwsza odpowiedziała szefowa CNN Indonesia, zapraszając mnie na rozmowę rekrutacyjną. Zostałam przyjęta. To bezcenne zawodowo doświadczenie. Jedna z największych stacji telewizyjnych świata w jednej z największych stolic. Poznałam dziennikarstwo na najwyższym poziomie. Pracowałam w redakcji internetowej. Co ciekawe, w Indonezji internet jest już o wiele popularniejszy niż telewizja. Wielu ludzi nie ma telewizora, a smartfon ma każdy. Pracowałam również jako videographer, videoreporter i montażysta. Naprawdę nauczyłam się wiele.

Polka mieszkała w dzielnicy muzułmańskiej. To również było doświadczenie niezwykle kształcące.

– Poznanie obcej kultury „od kuchni” jest czymś niebywałym. Wiele stereotypów i wyobrażeń, które miałam, upadło. Zrozumiałam, że jako Europejczycy panicznie obawiamy się islamu, bardzo często utożsamiając go z terroryzmem. To oczywiście mit. Wystarczyło pomieszkać trochę wśród tych ludzi, by się przekonać, że są bardzo otwarci i tolerancyjni. I że z żadnym terroryzmem nie mają nic wspólnego. Oczywiście, ludzie są różni. Jak wszędzie. Ale stawianie znaku równości pomiędzy wyznawcami islamu a terroryzmem to jak mówienie, że wszyscy Polacy to przestępcy. Przecież to nie ma najmniejszego sensu.

W rzeczywistości Indonezja okazała się krajem wielkiej tolerancji religijnej. Współistnieje tam obok siebie sześć oficjalnych religii: protestantyzm, katolicyzm, islam, konfucjanizm, hinduizm, buddyzm. Chrześcijan jest tylko 8,8%, muzułmanów natomiast – 87%.

– Tak wiele oficjalnych religii skutkuje tym, że mnóstwo dni jest wolnych od pracy z powodu państwowych świąt religijnych. Miałam wrażenie, że ciągle mamy wolne. Ale również i to świadczy o wielkiej tolerancji religijnej tego kraju. Chrześcijanin szanuje święto buddysty i odwrotnie.

Chełmżanka nie ograniczała się jedynie do życia w stolicy. Przeciwnie. Każdy weekend poświęcała na zwiedzanie i poznawanie południowo-wschodniej Azji. Odwiedziła Malezję, Tajlandię, Chiny, Singapur. Na Jawie weszła na dwa wulkany: Bromo i Ijen. Przeżyła kilka, na szczęście niegroźnych, trzęsień ziemi. Nurkowała z żółwiami na wyspie Gili Meno.

– Osławione na całym świecie rafy koralowe w Tajlandii nawet nie umywają się do raf w Indonezji – mówi. – To miejsca naprawdę jak z bajki.

Po powrocie do kraju Olivia Drost zamierza opisać swoje indonezyjskie doświadczenia w książce. Będzie o życiu codziennym na Jawie. O ciepłych, serdecznych ludziach. O tolerancji dla innych wyznań. O najwyższej wartości Indonezyjczyków, jaką stanowi rodzina. Będzie też o kawie Luwak – najdroższej na świecie, produkowanej z odchodów cywety (250 g tego rarytasu kosztuje kilkaset złotych). Kawie, jak zapewnia Olivia, wartej swojej ceny.

Ale przede wszystkim będzie to książka o ludziach. Ludziach, którzy mają jedną cechę wspólną: nigdy nie narzekają.