Co roku w naszym regionie przybywa osób, które twierdzą, że widziały UFO. Ich obserwacje mrożą krew w żyłach

Wylatowo jest najbardziej znaną w naszym województwie miejscowością, która kojarzy się ze śladami kosmitów. W powiecie toruńskim i bydgoskim nie brakuje jednak miejsc, w których miały pojawiać się latające statki, świetliste kule, piktogramy w zbożu, a także dochodziło do bliskich spotkań III stopnia.

Fenomen UFO nie został wyjaśniony. Są jednak osoby, które nie tylko wierzą w ich istnienie, ale twierdzą, że o nich wiedzą.

– Od dawien dawna powszechne jest stygmatyzowanie tego tematu – mówi Leszek Ostoja-Owsiany, toruński tatuażysta, ufolog. – Odbiór społeczny jest celowo kreowany w taki sposób, żeby odrzucać możliwość zaistnienia tego rodzaju fenomenów. Ludzie boją się opowiadać o tym prasie, telewizji czy radiostacjom, żeby nie zostać wziętymi za świrów, wariatów, którzy postradali zmysły. A tak naprawdę cała reszta żyje w błogiej nieświadomości.

Z Leszkiem Ostoją-Owsianym można rozmawiać o UFO godzinami. Jego zbiór filmów, zdjęć i doniesień ludzi o niezidentyfikowanych zjawiskach jest ogromny. Zgłaszają się do niego ludzie z całego kraju. Nowe doniesienia pojawiają się co tydzień. Czego dotyczą?

Straszy na zamku?

– W Zamku Bierzgłowskim od dłuższego czasu odnotowywane są różnego rodzaju fenomeny świetle – wskazuje znany w całej Polsce badacz UFO i zjawisk paranormalnych. – Ostatnie doniesienie z tego miejsca pochodzi z 2012 roku. Mieszkańcy obserwowali tam kiedyś płonącego paralotniarza, który spadał z nieba. Długo szukano ciała i szczątków maszyny. Nic nie znaleziono. Tak, jakby człowiek wleciał w ziemię. To częsty przypadek. Piętnaście lat temu cały kraj obiegła informacja, że w Pigży ukazały się znaki w zbożu. To były pierwsze udokumentowane piktogramy w naszym kraju. Żadna „podróba”, bo ułożenie kłosów w taflę było tak idealne, że człowiek by tego nie zrobił. Do tego były one zgięte, a nie złamane.

Do kręgów ufolodzy podchodzą jednak ze sporym sceptycyzmem. Większość z nich jest dziełem ludzi, ale część nie. Nie udokumentowano tworzenia ich przez istoty pozaziemskie, ale często dzieją się w nich dziwne rzeczy – rozładowują się telefony komórkowe, psuje się sprzęt dziennikarzy telewizyjnych, a także ludzie doświadczają negatywnego wpływu na zdrowie. Obcy oddziałują? Przekonany jest o tym Rafał, toruński przedsiębiorca, który doświadczył niespełna dwa lata temu niewyjaśnionego zjawiska w Kamionkach Małych.

Kilkunastometrowy spodek

– Wyjechałem do domku nad jezioro, żeby napisać pracę dyplomową – opowiada Rafał, który chce zachować anonimowość. – Położyłem się wcześniej spać, ale po kilku godzinach się przebudziłem. Zobaczyłem na ścianie czerwono-niebieskie światła, jakby pliki. Potrząsnąłem głową, żeby się przebudzić. Na początku pomyślałem, że może policja przyjechała na sygnale. Podszedłem jednak do okna i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Musiałem się uszczypnąć. Po niebie przemieszczał się spodek, który świecił różnymi kolorami. Miał średnicę 15-17 metrów. W pewnym momencie przekręcił się na drugą stronę, która była zupełnie czarna i odleciał. Czułem, że w mojej głowie pojawiają się dziwne informacje – nie moje myśli. Bałem się o tym powiedzieć rodzinie. Później znalazłem panią, która była tego dnia w domku obok. Nie zapytałem jej wprost, żeby na nic jej nie naprowadzić. Widziała jednak to samo. Opowiedziała mi o tym. Dwie osoby nie mogły śnić.

Zdjęć dziwnych obiektów – małych i większych kul, które przemieszczają się bądź wiszą w jednym miejscu, jest z Torunia i Bydgoszczy mnóstwo.

– Jedno z ostatnich doniesień pochodzi z maja – mówi Robert Bernatowicz, założyciel fundacji Nautilus zajmującej się paranormalnymi zjawiskami. – Mężczyzna robił zdjęcia samolotowi podczas ćwiczeń polsko-amerykańskich. Gdy w domu przeglądał fotografie zauważył obok aeroplanu dziwny obiekt. Nie był to dron. Bez wątpienia UFO śledziło samolot. Doniesień spod Bydgoszczy mamy mnóstwo.

Oni wybierają nas

Ludzie deklarują, że widzieli czerwone kule, że posiadają na nagraniach z monitoringu niewyjaśnione fenomeny świetlne, a także przesyłają zdjęcia, na których uwiecznili różnego rodzaju kręgi.

– W lesie na obrzeżach miast pojawił się kilka lat temu zdumiewający krąg – opowiada Bernatowicz. – Mój znajomy wchodził do niego i doświadczał pogorszenia stanu zdrowia. Byliśmy tam ze sprzętem. Nie stwierdziliśmy promieniowania.

Niewyjaśnionych zjawisk jest całe mnóstwo.

– Spod Wylatowa znam relację grupki znajomych, którzy wracali z Niemiec do Torunia – mówi Leszek Ostoja-Owsiany. – Jeden z nich zobaczył nad lasem łunę, a potem oddalającą się kule. Elektryczność w samochodzie zwariowała. Wszystko włączyło się w jednym momencie, a potem zupełnie padło. Ojciec kierowcy musiał przyjechać z liną holowniczą. Cała „elektryka” została usmażona.

Sam badacz niewyjaśnionych zjawisk też widział UFO.

– Nie jestem w stanie racjonalnie wyjaśnić sobie pewnych obserwacji, chociaż wielokrotnie próbowałem – mówi Leszek Ostoja-Owsiany. – Kobieta z Włocławka rozmawiając ze mną opowiadała, że po nocy pojawiły się na jej ciele dziwne ślady. Wieczorem ich nie było. Ingerencja „obcych” w nasze ciała i umysły jest faktem. Zapis, który pozostawiają, jest jednak tak skonstruowany, żebyśmy wypierali to z siebie. Rządy wielu państw posiadają niezliczone ilości informacji o tym fenomenie, ale boją się je ujawnić. Lepiej kieruje się bowiem głupim stadem. Może jednak kiedyś nastąpi przełom?

Są miejsca, w których obserwacje dokonywane są częściej. Nikt do końca nie wie dlaczego. Miejscowości Wylatowo, Chabsko i Wydartowo tworzą na mapie trójkąt równoramienny.

– To taki trójkąt bermudzki w naszym regionie – dodaje Leszek Ostoja-Owsiany. – Ilość zdarzeń z tamtego terenu jest ogromna. Ale Zamek Bierzgłowski, Pigża, Kamionki czy Chełmża wcale nie ustępują mu? pod tym względem. Póki co, to „obcy” wybierają swoje cele. Nie można ich „zamówić”, chociaż jestem otwarty na taką ich ingerencję. Nie mam w sobie lęku.