Cztery lata po wprowadzeniu ustawy śmieciowej. Co się zmieniło?

Ilość segregowanych odpadów widocznie wzrosła. (fot. Łukasz Piecyk)

Cztery lata temu nie wszyscy byli zachwyceni pomysłem segregowania śmieci. Tych, którzy robili to od dawna, przekonywać nie było trzeba. Ustawa skierowana była raczej do tych, którym z ekologią było nie po drodze. Odtąd segregować muszą wszyscy. Bez wyjątku. 

Jakkolwiek panuje powszechna zgoda co do tego, że ustawa sprawdza się w praktyce, że w makroskali jest o wiele czyściej, to ciągle jeszcze pobrzmiewają głosy, że na „ostateczne rozwiązanie kwestii śmieciowej” trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Być może nawet jedno, dwa pokolenia.

– Ustawa sprawdziła się tylko częściowo, ponieważ starych nawyków nie wypleniła. Na to trzeba czasu – mówi wójt gminy Łysomice Piotr Kowal. – Potrzeba jeszcze intensywniejszej kampanii uświadamiającej. Trzeba przyznać, że docieranie do ludzi w ostatecznym rozrachunku się opłaca. Wszyscy chcemy mieszkać czyściej.

Najistotniejszą kwestią, z punktu widzenia samej ustawy, są oczywiście jej koszty. Tutaj zdania są już podzielone. Część włodarzy uważa, że nie są to kwoty przesadnie uciążliwe dla gmin, a część przeciwnie: twierdzi, że koszty wzrosły i to znacznie.

– System się bilansuje i mniej więcej się finansuje – mówi wójt gminy Lubicz Marek Olszewski. – Znacznie wzrosła ilość śmieci segregowalnych. Uważam, że ustawa przyniosła dobry skutek. Akurat nasza gmina miała te kwestie uporządkowane, bo wcześniej były umowy z MPO i to działało. Obecnie mieszkańcy już się przyzwyczaili do rytmiczności.

Innego zdania jest gmina Wielka Nieszawka.

– Ustawa utrudniła tylko życie i zwiększyła koszty – uważa z kolei wójt Kazimierz Kaczmarek. – Trzeba było bowiem zatrudnić pracowników do obsługi systemu, którzy muszą robić rozliczenia i prowadzić sprawy windykacyjne. Jeśli idzie o segregację śmieci, niewiele się zmieniło, ponieważ już wcześniej rozdawaliśmy mieszkańcom worki służące do segregacji odpadów. Świadomość na pewno wzrosła wśród młodych. Jeśli chodzi o starszych, to system niewiele zmienił. Największym mankamentem jest to, że samorządy nie mają wpływu na to, gdzie śmieci są wywożone. Płacimy za wywóz i za to, że sami je sortujemy. Z ekonomicznego punktu widzenia gmina nie ma z tego nic.

Nie brakuje i takich, którzy sympatyzują z ustawą od momentu wejścia jej w życie.

– Ustawa działa bardzo dobrze – mówi Jerzy Zająkała, wójt gminy Łubianka. –

Obserwowaliśmy poprawę czystości od samego początku, dosłownie od momentu jej wdrożenia. Dlatego postanowiliśmy działać pryncypialnie w duchu ustawy. Przyjmować wszystkie odpady bez limitów. Firma, która wygrała przetarg na zbiórkę i segregację odpadów, zobowiązana jest zabierać wszystko. Tak restrykcyjne postawienie sprawy spowodowało, że w naszej gminie praktycznie zniknęły wszystkie dzikie wysypiska. Jeśli w innych gminach pozostały, to prawdopodobnie dlatego, że wprowadzono tam pewne limity.

Kwestią, która ciągle wymaga poprawy, są bioodpady. Wydaje się, że kolejne nowelizacje właśnie tę sprawę powinny uregulować.

– Odpady są odbierane raz w miesiącu – dodaje Piotr Kowal. – Największe koszty generują bioodpady. Każdorazowo trzeba wysłać samochód, a wielu wypadkach nie ma to większego sensu, ponieważ często rolnicy używają bioodpadów do kompostu.

Stale do ustawy dodawane są kolejne nowelizacje. Czy rzeczywiście jest to konieczne?

– Jest to dobra ustawa i mam wrażenie, że kolejne próby ulepszeń mogą ją tylko popsuć – mówi Marek Olszewski. – Obawiam się, że jeszcze dokładniejsza segregacja odpadów nie sprzyja sprawie. Powiedzmy sobie szczerze: nie wszyscy mają miejsce, żeby trzymać aż pięć pojemników. Poza tym generuje to kolejne koszty.

Również kwestia uiszczania opłat za wywóz śmieci różnie kształtuje się w różnych gminach. W najlepszej sytuacji są ci, którzy już wcześniej mieli umowy z MPO. W niektórych gminach miało to miejsce aż w 98% przypadków.

Oczywiście najlepszy system to taki, który jest przejrzysty i zrozumiały dla mieszkańca. I najlepiej tani. Ustawa o Utrzymaniu Czystości i Porządku w Gminach, która weszła w życie 1 lipca 2013 r., z pewnością do tanich nie należy. A jednak z wielu wypowiedzi, w sensie ogólnym, bije optymizm.

– Oczywiście, że ekologia generuje koszty. To nieuniknione – podsumowuje Jerzy Zająkała, wójt gminy Łubianka. – Ale korzyści są aż nadto oczywiste. Z radością obserwuję porządek w gminie. Już nie ma niegdysiejszych niekontrolowanych wywozów śmieci. Jest po prostu czysto.