Czy rządowi Prawa i Sprawiedliwości uda się zbudować węzeł w Dźwierznie?

Nawet 2500 osób miejsc pracy mógłby zyskać powiat toruński. Gdzie? W Dźwierznie w gminie Chełmża. Nieoficjalnie wiemy, że tereny pod inwestycje oglądali tu tacy potentaci jak Volkswagen czy Amazon. Żaden z nich nie wykorzysta jednak unikalnego na skalę kraju terenu inwestycyjnego, bo brakuje tylko (i aż) węzła autostradowego.

Czemu obszar przy autostradzie A1 w Dźwierznie jest taki szczególny? Chodzi o jego powierzchnię. To blisko 700 ha, na których mogą powstać fabryki, centra logistyczne czy magazyny.

– Gdy inwestor szuka terenu do 200 ha, wybierze okolice Warszawy lub inne aglomeracje. Z nimi nie uda nam się zawalczyć – przyznaje Jacek Czarnecki, wójt gminy Chełmża. – Jeśli jednak potrzebny jest teren ponad trzy razy większy, konkurencję w Polsce można policzyć na palcach jednej ręki.

Ziemię obecnie dzierżawi rolnik i tajemnicą poliszynela jest to, że są chętni, aby kupić ten obszar. Samorząd uparcie od kilkunastu lat nie zmienia studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego dla tego miejsca. Nic w tym dziwnego – zablokowanie sprzedaży to wentyl bezpieczeństwa.

– Wyobraźmy sobie, że powstaje węzeł, a grunt jest w prywatnych rękach – dodaje Jacek Czarnecki. – Wartość ziemi diametralnie by wzrosła, a ja zostałbym oskarżony o narażenie Skarbu Państwa na straty.

Przeszło 20-letnie lobbowanie samorządu na rzecz węzła na razie niewiele dało. Dość powiedzieć, że rzecznicy prasowi instytucji związanych z ewentualną budową węzła nawet nie wiedzą o istnieniu takiego miejsca jak Dźwierzno. Najbliżej pojawienia się w jakichkolwiek rządowych dokumentach inwestycja była dwa lata temu. Zjazd z autostrady znalazł się bowiem w kontrakcie terytorialnym, czyli umowie zarządu województwa z rządem, który to miałby współfinansować projekt. Urząd Marszałkowski poczynił nawet pierwsze, dokumentacyjne wydatki. Węzeł spadł jednak na listę rezerwową, co najprawdopodobniej oddali jego realizację.

Kłopotek, Lenz, Wyrowiński, Achramowicz, Sobecka, Bruski – to tylko część nazwisk polityków i samorządowców z województwa, którzy próbowały coś ugrać dla gminy Chełmża w tej sprawie. Bez skutku. Sprawę poruszyli ponownie Jan Krzysztof Ardanowski, poseł Prawa i Sprawiedliwości oraz powiatowi radni tegoż ugrupowania. Odbyli już spotkania w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa. Wstępnie w Dźwierznie możemy spodziewać się wizyty wiceministra resortu Jerzego Szmita.

– Sprawa jest skomplikowana, ale nie beznadziejna – twierdzi Ardanowski. – Niestety mamy tutaj do czynienia z błędem przeszłości. Ówcześni decydenci nie zadbali o uwzględnienie węzła w projekcie.

Dotychczas jednym z argumentów przeciwko budowie zjazdu była odległość między poszczególnymi węzłami. Jak wskazuje poseł PiS-u, nie ma to już racji bytu. Przykładowo między bramkami w Lubiczu Dolnym a Turznem jest zaledwie 7 kilometrów.

– Minister może w dowolnym czasie wydać GTC (spółka koncesyjna tego odcinka A1, przyp. red.) polecenie dokonania płatnej zmiany na autostradzie, w wyniku której spółka będzie uprawniona do otrzymania odszkodowania – tłumaczy Elżbieta Kisil, rzecznik resortu infrastruktury. – Realizacja omawianej inwestycji może dojść do skutku pod warunkiem, że strona publiczna zapewni jej pełne finansowanie. Minister właściwy ds. transportu jeszcze w okresie poprzedzającym budowę, a także w chwili przystąpienia GTC do budowy odcinka A1 Nowe Marzy – Czerniewice, prowadził korespondencję z przedstawicielami samorządów województwa kujawsko-pomorskiego. Zarządzający drogą wojewódzką nie podjął jednak kroków zmierzających do wprowadzenia zmian w dokumentacji.

Co ciekawe, koncepcję połączenia drogi wojewódzkiej nr 551 z autostradą kilka lat temu przygotował już Zenon Ryż, główny projektant trasy A1. Koszty są jednak niebagatelne i mogą sięgać nawet 120 mln zł. Nic dziwnego, że to zadanie dla organów centralnych, bo taka kwota czterokrotnie przewyższa zeszłoroczny budżet gminy Chełmża.

Finałem budowy węzła byłoby przygotowanie terenów pod inwestycje. Tutaj akurat wiele nie trzeba. Obszar ten posiada gazociąg, linię elektryczną czy sieć wodociągową. Dalszym uzbrojeniem mógłby się zająć Urząd Marszałkowski, który korzystałby z pieniędzy europejskich tak, jak zrobił to np. w Brześciu Kujawskim czy Nowych Marzach. Tam swoje miejsce znalazły m. in. ThyssenKrupp Energostal czy Raben. W tej chwili tworzenie kolejnych stref inwestycyjnych jest jednak nie w smak Komisji Europejskiej.

– Tereny w Dźwierznie są faktyczne wyjątkowe, ale mamy ograniczone pole manewru w tworzeniu kolejnych stref – przyznaje Michał Korolko, dyrektor Departamentu Rozwoju Gospodarczego i Współpracy Międzynarodowej w Urzędzie Marszałkowskim. – Póki dotychczasowych stref nie zapełnią inwestorzy, Komisja Europejska nie pozwoli nam na stworzenie kolejnych.

Urzędnik zauważa, że nie warto pokładać wszelkich nadziei w zagranicznym kapitale.

– Przykładowo strefa inwestycyjna, którą udało się wypełnić w 100%, znajduje się w… Rypinie – dodaje Korolko. – Tam rynek zdominowały lokalne firmy związane z tym terenem. Zagraniczny inwestor po wahnięciu na rynku globalnym nie będzie miał takich sentymentów, czego dobitnym przykładem jest strefa w Ostaszewie.

Warto jednak zauważyć, że nie tylko gmina Chełmża jest zainteresowana budową węzła. Swoje poparcie dla tej inwestycji wyrazili także samorządowcy z miasta Chełmży, Łubianki, Kowalewa Pomorskiego i Wąbrzeźna.

 

Komentarz autora

Nie ma chyba w Polsce samorządowca, który nie ucieszyłby się z dużego inwestora na swoim terenie. Takich miejsc dla dużych firm zatrudniających setki czy nawet tysiące osób w gminie Chełmża czy w sąsiednim mieście wiele nie ma. Jest jednak obszar szczególny. Wyjątkowy na skalę kraju. W Dźwierznie. Wydawałoby się, że zjazd z autostrady w tym miejscu powinien być oczywistą oczywistością. Tak nie jest. A przynamniej nie było dobrych kilka lat temu, gdy jeszcze nie było mnie nawet na świecie. Kto wtedy spartolił robotę i nie potrafił zawalczyć o wspólne dobro? Pewnie niezidentyfikowany podmiot zbiorowy. Układ. Iluminaci. Krasnoludki. Przykładowo węzeł w Lisewie powstał też przy terenach, które mogą zająć inwestorzy. Tylko miejsca tam mniej. Ponad 10-krotnie mniej…

Nie dziwię się wójtowi Czarneckiemu i popierającym go samorządowcom. Sprawa jest bardzo istotna, ale nie na ich możliwości. To muszą załatwić możniejsi i ważniejsi w administracyjnej hierarchii. Niestety, żaden z dotychczasowych rządów nie miał worka z dukatami bez dna. Obecny też pewnie takiego nie posiada. Bo do zrobienia jest wiele, chociażby w naszym województwie wciąż na infrastrukturalnej tapecie wiszą trasy S10 i S5 oraz budowana właśnie obwodnica Inowrocławia. Inna sprawa, że wszystkie rządy w ostatnich 20 latach (bo tyle trwa walka o Dźwierzno) mogłyby na pewno część pieniędzy wydatkować lepiej.

Wójta Czarneckiego i mnie łączy jedna rzecz – wiara, że ktoś doprowadzi to do finału. Nieważne kto. Mimo że mieszkam w Toruniu i mógłbym raczej zajmować się brakiem węzła w Czerniewicach, to zjazd w gminie Chełmża szczególnie przykuwa moją uwagę, bo wiem, że to może być ogromne koło zamachowe dla tej okolicy. Tylko ja już wtedy nie będę miał o czym pisać…