Dariusz Meller: Bez urlopu od Polski

(fot. Łukasz Piecyk)

Mimo wakacji dużo się w polityce dzieje. Najpierw spotkały się dwie partie, PiS na Kongresie i PO na Radzie Krajowej. Porównując obydwa, można rzec: różnica klas, postaw, poziomu. Nokaut, miazga w wykonaniu PiS-u. To tak jakby grały PariS Saint Germain z POlonią Warszawa.

W Przysusze poważna rozmowa o Polsce, jej przyszłości, racjonalna ocena, co się zrobiło przez ostatnie dwa lata, śmiałe plany na przyszłość mające na celu dobro Ojczyzny i jej obywateli. A w Warszawie PiSk w wykonaniu sfrustrowanych działaczy PO. Wystąpienia na granicy histerii. Ktoś policzył, że tylko w mianowniku aż 74 razy użyli nazwy PiS. No, ale jak się nie ma nic do zaproponowania, żadnego programu…A tak na marginesie – to już nie jest PiSofobia czy PiSomania, to już kliniczna postać PiSofrenii. Czy licznie obecni w PO lekarze nie mogą nic na to poradzić?

Po niespełna tygodniu wiekopomna wizyta prezydenta USA Donalda Trumpa w Warszawie. Wielki sukces Polski, tłumy ludzi gorąco witające gościa, jego wspaniałe przemówienie (skierowane bardziej do tych, którzy non stop szkodzą Polsce, dobrze, że totalni opozycjoniści go wysłuchali, ale czy to w ich przypadku coś da). Oczywiście nienawidzący Trumpa tak jak Kaczyńskiego (albo odwrotnie), a za nimi papugujące ich lemingi próbują ten ewidentny sukces pomniejszać. 

Bracia Polacy, pewnie wiecie, ale przypomnę: im bardziej coś opozycja i lewactwo krytykuje, im bardziej gul im skacze, to znaczy, że tym większym jest to sukcesem i pozytywem. Drugie porównanie: przyjęcie Trumpa w Polsce i w Niemczech. U nas bardzo gościnne. W Niemczech szalejące bandy zwyrodniałych lewaków wybijających szyby, podpalających samochody, atakujących policjantów. Patrząc na nich, nie miałem wątpliwości, że byliby zdolni do tego samego, co ich dziadkowie. Wszak NSDAP to także była partia socjalistyczna.