Dariusz Meller: Odgrzewane kotlety

Niektórzy, poddawani od lat permanentnej propagandzie tvnowsko-polsatowskiej żyją w wyimaginowanym świecie i nie są w stanie niczego się nauczyć. Pozostaje więc stara, zgrana metoda straszenia PiS-em.

Przeżywamy więc déjà vu z lat 2005-2007. Wyciągane są jakieś pojedyncze negatywne zdarzenia i incydenty, co jest gwałtem na ludzkiej pamięci, jako że w „teoretycznym państwie” PO – PSL patologia była normą. Wiedzą o tym wszyscy oprócz tych biedaków zapatrzonych 24 godziny na dobę w te stacje. Zapytany niedawno aparatczyk z kręgów totalnej opozycji, co takiego strasznego widzi w obecnym rządzie, odpowiedział, że „nie jest pewny następnego dnia” (skąd to znamy?!). Rzekłem mu, że lękać się powinien, jeśli coś przeskrobał i wtedy nie powinien rozstawać się z płaszczem, którym się nakryje, „kiedy przyjdą wyłamać mu drzwi, za którymi mieszka”. Testowane są też nowsze metody obalenia rządu, był epizod z KOD-em, teraz wypuścili hunwejbinów z niejakich Obywateli RP, co pewien czas wymyślają jakieś hucpy, które społeczeństwo ma w nosie, gdyż żyje mu się normalnie i lepiej niż przed 2015 rokiem. Ostatnio celebrycki światek powiązany z totalniakami żyje sprowokowaną awanturą z festiwalem w Opolu.

Natomiast generalną zasadą przyświecającą im wszystkim jest coś w stylu hasła czerwonych z wojny hiszpańskiej: „No pasarán”: żadnych zmian, ma być, jak było, nie wolno ruszyć nas i naszych przywilejów. Ostatnio taki głos (dosłownie – w formie buczenia) wydała „nadzwyczajna kasta ludzi”, która w obronie swojej pozycji potrafi nawet wywrócić na opak istotę trójpodziału władzy. Jeden z kasty stwierdził bowiem tydzień temu, że w demokratycznym państwie prawnym suwerenem nie są wyborcy, tylko „wartości znajdujące się w prawie”, na których straży „stoją niezależne sądy i niezawiśli sędziowie”. Ale jak mówi przysłowie – psy szczekają, karawana idzie dalej.

[fbcomments]