Dariusz Meller: Ostatnie konwulsje III RP

(fot. Łukasz Piecyk)

Tak na gorąco, to źle się stało, że prezydent zawetował dwie ustawy, które miały uzdrowić sądownictwo i tym samym wreszcie zakończyć komunizm w Polsce. Szanuję jednak jego decyzję, bo to mój prezydent, podobnie jak był nim Lech Kaczyński.

Ale uważam, że sprawę należało załatwić, nie przejmując się totalną opozycją, która ma tylko jeden cel – obalić rząd, aby było, jak było, żeby Polska nadal była postkolonialnym państewkiem, a oni mogli się paść. Manifestacje były niewielkie (na pewno zaoponuje naczelny rachmistrz PO, który ma taki dar, w sam raz do teleturnieju, że staje w środku zbiegowiska i na poczekaniu może podać jego liczebność), porównywalne z liczbą uczestników koncertu zespołu Weekend podczas Dni Chełmży, zobaczcie zdjęcia z drona. Na początku gromadziły stałych oszołomów, którzy po głosowaniu w Sejmie – mówiąc po chełmżyńsku – łobalili sie na plechy ji walili girami w barierki. Śmiesznie to wyglądało. A jak zobaczyłem Rulewskiego w więziennym drelichu, to o mało nie pękłem ze śmiechu.

Co do zachowania totalniaków, to po doświadczeniach z Samoobroną sądziłem, że to szczyt chamstwa. Przy ich zachowaniu tamto to „Wersal”. Później dzięki nachalnej propagandzie przyciągnięto nieco innych tzw. obrońców demokracji, których ocena może być jedna: jeśli ktoś broni „demokracji” firmowanej przez takie indywidua jak Michnik, Balcerowicz, Celiński, Schetyna czy Petru, to… No comment. Ale przyleźli, dostali nalepki, znicze (teraz nagle znicz jest trendy), na konkretne pytanie odpowiedzi udzielić nie potrafili. Z apatii wyrywały ich ryki, jak ten Stalińskiej.

W Chełmży bawiliśmy się na Dniach Chełmży, ale i na nich pojawili się intruzi z KOD-u. Ale mile pobytu w Chełmży raczej nie będą wspominać. Ich „taktowność” słusznie ocenili mieszkańcy, którzy wręczane bzdety natychmiast wyrzucali do kosza.