Dariusz Meller: Po wyborach w USA

To, że „murowany” kandydat nie przejechał ciężarnej zakonnicy na pasach i przegrał wybory, to w Polsce jeszcze zrozumiałe, wiadomo, zacofany, katolicki kraj, gdzieś tam na wschodzie, ale żeby w Stanach Zjednoczonych?! Nie, to się nie mieści wprost w głowie ! Hillary, coś ty uczyniła biednemu lewactwu! Tak się nie godzi!

Najbardziej klęskę wyborczą demokratów przeżywały pewne środowiska w Polsce, środowiska mające swe tuby propagandowe w TVN i „Gazecie Wyborczej”. Nie oglądam, nie czytam, ale przelatując klawisze pilota coś tam mi się o uszy obiło. Takich bzdur dawno nie słyszałem. To były tak głupie wypowiedzi, że aż mi było wstyd. A teraz na poważnie.

Wartością dodaną wygranej Trumpa i republikanów jest to, że każdy rozsądnie myślący człowiek może naocznie dostrzec co warty jest histeryczny krzyk o braku demokracji w Polsce po zwycięstwie PiS. Bo to samo krzyczą teraz o USA po zwycięstwie Trumpa ! A chyba nikt normalny nie wierzy, że w Stanach zjednoczonych nie ma demokracji. I właśnie demokracja tam, podobnie jak rok wcześniej w Polsce odniosła triumf. Zwykły, normalny Amerykanin z Teksasu czy Oklahomy pokazał gest Kozakiewicza butnemu, panoszącemu się lewactwu ze wschodniego i zachodniego wybrzeża. Identycznie jak normalny, polski Nowak czy Kowalski pokazali ten sam gest z „elytom” z Warszawki i Krakówka.

A z czego ta „elitarność” wynikała widzimy po ich histerii, gdy państwowa dojna krowa odjęła cycek. Jednym spada nakład, inni nie mogą teatru utrzymać. A teatr powinien się utrzymać z repertuaru i gry aktorskiej, gazeta zaś z poziomu zamieszczanych artykułów. I deja vu: podobnie jak o polskich, czytamy teraz o masowych protestach w Ameryce. Tylko jak się obejrzy filmy z tych manifestacji to rzeczywistość skrzeczy: zamiast ćwierć miliona widzimy garstkę.