Dwukrotny mistrz Polski w kickboxingu: Zaciskam zęby i do przodu

O różnicach między karate, kickboxingiem i boksem oraz o tym, co kręci w sztukach walki z Jakubem Dąbrowskim z Brzeźna, uczniem klasy paramilitarnej z Liceum Ogólnokształcącego w Gronowie, dwukrotnym mistrzem Polski w kickboxingu, rozmawia Monika Olender.Boisz się, kiedy wchodzisz na ring?
Nie mam czasu na strach. Od razu muszę się koncentrować. Gdzieś tam strach pojawił się tylko raz: podczas mojej pierwszej walki. Stoczyłem ją z mistrzem świata w K–1.

Jak poszło?
No, ciężko było. Wtedy nauczyłem się, na czym dokładnie ten sport polega. O żadnej taryfie ulgowej nie ma w nim mowy. Trzeba zacisnąć mocno zęby i do przodu…

Rok trenujesz, a masz już na koncie sukcesy wielkiego kalibru. Jak to możliwe?
Trenuję od ósmego roku życia. Wcześniej postawiłem jednak na karate. Na treningi dojeżdżałem do Torunia. Zrezygnowałem dopiero w pierwszej klasie gimnazjum. Potem przez dwa lata nic nie robiłem, chodziłem tylko na siłownię. Jeśli chodzi o kickboxing, to zawsze mi się ten sport podobał. Mój wujek polecił mi klub w Obrowie. Poszedłem tam w styczniu ubiegłego roku i zostałem.

A dlaczego zrezygnowałeś z karate?
Po pierwsze, mam za ciężką rękę. Poza tym myślę, że karate to zwykła walka punktowana na zasadach szermierki. Zaboli cię paluszek, walka jest przerywana. W kickboxingu tak nie ma. Tam krew leci ci z nosa, a ty wstajesz i walczysz dalej. I to jest prawdziwa walka. Niezależnie od tego czy się wygra, czy przegra, jest zadowolenie z tego, że dało się z siebie wszystko.

To może boks?
W boksie nogi za bardzo korcą.

Wracając do kickboxingu: gwarancją sukcesu jest trening i dieta?
Najważniejszy jest trening. Bez niego nic nie ma. Na specjalnej diecie byłem w wakacje, kiedy przygotowywałem się do Mistrzostw Świata Juniorów i Kadetów WAKO, które odbyły się we wrześniu w Bratysławie. Dzisiaj, z perspektywy czasu, myślę, że zrobiłem straszną głupotę. W ciągu dwóch miesięcy, i to przed samą walką, zgubiłem aż 15 kilogramów – zdecydowanie za dużo. Byłem mocno osłabiony.

Masz jakiś dzień bez treningu?
Codziennie trzeba trenować we własnym zakresie. W sali w Obrowie spotykamy się dwa razy w tygodniu na około półtorej godziny. Wtedy kto chce, to przychodzi na trening. Nie ma żadnych ograniczeń czy podziałów na grupy.

A obawa przed porażką może sparaliżować?
Mam zasadę: wychodzę i walczę. Robię to, co każe trener. To, co założyliśmy przed walką. Staram się nie myśleć o rywalu. Zamiast myśleć o tym, z kim się biję, myślę o tym, co robię. Nigdy nie wiadomo, co stanie się na ringu. Może przyjechać na zawody ktoś lepszy. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie można ciągle wygrywać, bo wtedy jest się zbyt pewnym siebie. A przecież przegrana jest najlepszą lekcją pokory…

Mistrzem kickboxingu według Jakuba Dąbrowskiego jest…
Marek Piotrowski – dziewięciokrotny mistrz świata, jednocześnie mało znany w Polsce. Jeszcze nie miałem okazji się z nim spotkać.

Ten sport to pasja na całe życie?
Mam nadzieję. Wiadomo, że nie wiem, jak mi się to życie ułoży. Teraz jestem w liceum, ale niedługo matura. Nie mam pojęcia, gdzie pójdę na studia. Nie we wszystkich miastach są kluby, w których można trenować. Zrobię wszystko, abym mógł walczyć. Najwyżej będę trenował we własnym zakresie. Myślę, że tak naprawdę to czas pokaże, w jakim stopniu zwiążę się z tym sportem. Teraz zamierzam poświęcić cały wolny czas na przygotowywanie się do Mistrzostw Europy, które odbędą się we wrześniu w Krynicy Zdrój. Tym razem trzeba wygrać…

A na ulicy też wygrywasz?
Wiadomo, że w młodości bywały jakieś tam uliczne incydenty. Jak mnie już ktoś zaczepił, to się nie patyczkowałem. Ale to była zawsze forma samoobrony.