Dzień z życia leminga [felieton]

Dariusz Meller, Radny Powiatu Toruńskiego (fot. Łukasz Piecyk)

Leming obudził się późno, gdyż było święto i nie szedł do pracy. Wyjrzał przez okno i z odrazą spojrzał na wywieszone biało-czerwone flagi. Brrr… – wstrząsnął się, znowu te PiS-owskie symbole, żadnej porządnej flagi unijnej czy tęczowej.

Z nostalgią wspomniał dawne 1-majowe święta z lasem czerwonych sztandarów. To już 200 lat od urodzin Marksa, westchnął. Zjadł śniadanie i wyszedł na piwo. Niestety w barze nie było żadnego leminga, nie było więc z kim wymienić ostatnich rewelacji TVN-u. Wrócił do domu. Nudził się jak mops. Po książkę nie sięgał od czasów studiów. Rozleniwił się w ostatnich latach, kiedy to w kranie zawsze miał ciepłą wodę i nic nie musiał robić. Zresztą po co wysilać umysł, skoro wszystko miał podane na tacy z telewizora, wyłożone jak kawa na ławę, wiedział, co myśleć. Nawet na żużel już nie jeździł jak dawniej. Wolał obejrzeć mecz w telewizji z kumplami lemingami. Mecz i ein (zwei, drei, vier) sznaps und bier. Piłki nożnej nie lubił, nawet na mecze lokalnej drużyny nie chodził, zresztą w telewizji mówili, że kibole trzymają z PiS-em. Widział zresztą tego sadystę, który skatował psa, w kurtce jednego z klubów. W bluzie patriotycznej zresztą też, co dowodzi, że polscy patrioci to sadyści. Nie ma się więc co dziwić, że wydawali i prześladowali Żydów w czasie wojny. A teraz zamiast się do tego przyznać, PiS-owski rząd mówi o jakichś sprawiedliwych. Ale nie, niedawno się zmobilizował i pojechał do Torunia protestować przeciwko Rydzykowi. Przypomniał sobie hasła, które tam były, szczególnie jedno mu się podobało, to o szariacie i episkopacie. W tym momencie jego umysł podążył w niedozwolone rejony, bo pomyślał, że z tym szariatem to nie taki zły pomysł, bo nie musiałby się w ogóle bać żony, która mu truje i truje, a i teptuchem, czyli po polsku ścierą potrafi zdzielić. Jo, ale żeby to było, to najpierw trzeba by choć trochę imigrantów przyjąć. A ten PiS-owski rząd ich nie chce.