Event o śladowym zainteresowaniu [felieton]

Dariusz Meller, Radny Powiatu Toruńskiego (fot. Łukasz Piecyk)

Tydzień temu Grzegorz Schetyna i Kinga Gajewska opuścili na moment „konwój wstydu” i zajrzeli do naszej kochanej Chełmży. Jak zobaczyłem zaproszenie na to spotkanie, gdzie było napisane: „przyjdź, porozmawiajmy o programie”, to o mało z krzesła nie spadłem. TO ONI MAJĄ JAKIŚ PROGRAM?! Toć – mówiąc po naszemu – cały ich program to antyPiS!

No i zwaliły się tłumy. W liczbie 30 osób (plus parę osób, które przyszły dla beki, bo co innego oglądać kabaret w telewizji, a co innego na żywo, choć beka beką, ale i tak gratuluję poświęcenia i samozaparcia). Frekwencję robili lokalni działacze PO plus przyjezdni, jak ta pani, która w imieniu chełmżyniaków pytała o aborcję, bo to przecież najważniejszy problem w Chełmży. A skąd to wiem? Czyżbym uczestniczył w spotkaniu? Bez obaw, nie jestem masochistą, nie wytrzymałbym godziny w oparach takiego absurdu, po prostu Chełmża to małe miasto, tu się wie o wszystkim (o szczegółach słynnego pobytu Tuska kilka lat temu w Chełmży, kiedy to tak „serdecznie” powitali go kibice Legii Chełmża, też wszyscy wiedzieli, a jak jeszcze oglądałem zdjęcia ze spotkania „wewnętrznego” i widziałem te maślane oczy, gdy „Słońce Peru” podawało rączkę, żal).

Wspomniany „konwój wstydu” to kolejna hucpa zorganizowana przez partię bez wstydu. Pomijając fakt, że nagrody zostały zwrócone, osobiście uważam, że się ministrom należały za to, że skutecznie wyciągają nasz kraj z bagna, w jakim pozostawiły go poprzednie rządy, na czele z rządem PO-PSL. Na jakimś forum przeczytałem fajny wpis, że każda władza liźnie coś z plastra miodu, ale jak rządziła PO, to nie liźnięcie, tylko pożarcie całego plastra wraz z ramkami było i za ul się już zabierali. Jeszcze parę lat i my, polskie pszczółki, nie mielibyśmy gdzie mieszkać. Oczywiście po chełmżyńskim nic nieznaczącym spotkaniu, zgodnie ze starą bolszewicką metodą propagandową, podjęto rozpaczliwą próbę nadania mu „znaczenia”.