Hanna Anzel: Staram się rozwiązywać problemy

O roli kobiet w samorządzie, życiu lokalnej społeczności i rodziny, aktywizacji społecznej osób 50+, projektach wyciągających ludzi z domu, rodzinie, która jest na pierwszym miejscu oraz IV Gminnym Święcie Kobiet, z Hanną Anzel, przewodniczącą Rady Gminy Lubicz, rozmawia Tomasz Więcławski.

Kobiet w samorządzie jest coraz więcej. Pani działa na tym polu od wielu lat. Czuje Pani satysfakcję?
Tu nawet nie o nią chodzi, ale o to, że odzwierciedlony jest normalny przekrój społeczny. Coraz więcej pań rozumie, że warto zaangażować się w działalność publiczną, bo przynosi to wymierne efekty dla najbliższego otoczenia. Naturalnym miejscem rozpoczynania takiej aktywności są rady rodziców w szkołach. Przecież na „wywiadówkach” spotykają sie głównie mamy. Ja też tak zaczynałam i połknęłam bakcyla aktywności. Bo ważne jest nie tylko to, że coraz więcej kobiet jest w samorządzie, ale, że panie czują się reprezentowane.

W Radzie Gminy Lubicz jest przewaga kobiet nad mężczyznami. To więcej niż parytet, o którym tak często się mówi.
Bo nie on jest najważniejszy. Rozwiązania narzucane z góry najczęściej napotykają opór. W wyborach samorządowych w okręgach jednomandatowych każda osoba ma takie same szanse. Wybierane są te, które realnie są związane z lokalną społecznością, małą ojczyzną. Bo ludzie widzą zaangażowanie, poświęcenie, ciężką pracę i troskę. Tej nie może zabraknąć na żadnym szczeblu. Można zażartować, że panie w naszej radzie mogą przegłosować wszystko (śmiech). Szczególnie, że przewodnicząca też jest kobietą. Ale tu nie o to chodzi, tylko o reprezentowanie ludzi i dbanie o rozwój gminy.

Ale aktywnych pań, poza samorządem, w waszej gminie też nie brakuje?
Oczywiście, że nie. Jest wiele społeczniczek, sołtysin, dyrektorek szkół czy innych stojących na czele, niezwykle ważnych instytucji. To środowiska najbliższe mieszkańcom, w których istnieją i działają na co dzień. Bez dobrego kontaktu, zrozumienia w relacjach interpersonalnych oraz empatii, wiele kwestii jest trudniej załatwić. A naprawdę gros problemów można rozwiązać dobrą wolą, po krótkim namyśle.

Kim więc jest przewodnicząca Rady Gminy Lubicz Hanna Anzel?
Mamą i babcią. To przede wszystkim. A poza tym samorządowcem, który stara się rozwiązywać problemy ludzi. Kolejka osób, która ustawia się do mnie w trakcie każdego dyżuru pokazuje, że chyba mam jakieś osiągnięcia na tym polu. W piątki najczęściej opuszczam Urząd Gminy ok. 17.00. Ale nie narzekam, bo każdy uśmiech, miłe słowo, podziękowanie tak człowieka nakręca, że chce dalej zmieniać najbliższe otoczenie.

Wójtami w powiecie toruńskim są mężczyźni. Ale kobiety na eksponowanych stanowiskach to chyba bardzo dobry balans?
Nasz wójt jest znakomicie przygotowany do pełnienia swoich obowiązków. Ale oczywiste jest to, że część osób woli kontakt w różnej sprawie z kobietą. No i wójtowi nie można co chwilę zabierać czasu. To taka relacja, trochę jak w rodzinie, musi być głowa i szyja, która tą głową kręci (śmiech). Współpracujemy z powodzeniem od wielu lat.

Zmienia się chyba także środowisko, w którym kobiety mogą się aktywizować?
Zdecydowanie. Przede wszystkim w ostatnich latach diametralnie zmieniła się oferta dla pań 50+. Na naszym terenie działa kilka klubów seniora, są chóry, koła gospodyń wiejskich, stowarzyszenie oraz zorganizowane wyjazdy. Przecież kto by pomyślał parę lat temu, że możliwe jest, żeby 250 osób z gminy Lubicz jeździło razem do Ciechocinka korzystać z solanek? A udało się to zrobić, wdrożyć w życie. Kolejnych pomysłów również nam nie brakuje. Teraz rozpoczęliśmy akcję wyjazdową do Aquaparku Oleander w Wielkiej Nieszawce, gdzie nasi mieszkańcy korzystają z rowerów wodnych. Sama w tym wszystkim uczestniczę, chociaż czasami się dziwię, skąd ja mam na to tyle siły i czasu.

Ale tego chyba niestety coraz mniej.
Dla mnie doba mogłaby mieć 48 godzin. Nie zapominam jednak o wnukach Olusiu i Stasiu, bo one są dla mnie najważniejsze. Rodzinę zawsze stawiałam na pierwszym miejscu.

Wróćmy do świadomości pań. Ta też na terenach wiejskich ewoluowała?
A nawet się zrewolucjonizowała. Teraz wiele kobiet wie gdzie zgłosić się po poradę prawną, psychologiczną, po pomoc finansową. Ludzie są coraz bardziej świadomi swoich praw. Bo nie ukrywajmy, problemy w rodzinach występowały, występują i występować będą. Trzeba je zażegnywać, minimalizować skutki i działać profilaktycznie. A programów pomocowych, edukacyjnych i informacyjnych na naszym terenie jest multum. Spotykamy się z policją, odpowiedzialnymi za nasze bezpieczeństwo, z żywymi świadkami historii, osobami, które same przeszły ludzkie dramaty. Dzieje się.

Koła gospodyń wiejskich znów urozmaicają krajobraz polskiej wsi.
Bardzo się z tego powodu cieszę, bo był okres, że ta forma zorganizowania podupadała wyraźnie. Jestem mieszkanką Grębocina i tam KGW działa od 80 lat. To piękny wiek.

Przed nami IV Gminne Święto Kobiet. Impreza roku?
Organizujemy wiele ciekawych wydarzeń, ale rzeczywiście, wiele pań w jednym miejscu 5 marca jest sporym osiągnięciem. Wójt Gminy zaprasza po raz kolejny panie w każdym wieku. W tym roku gwiazdą będzie Eleni, która zaśpiewa swoje największe przeboje. Wystąpi także Jacek Beszczyński – z zespołem, a także, chociaż to miała być niespodzianka, z nami, radnymi. Znów sala gimnastyczna Zespołu Szkół w Lubiczu Górnym będzie pękała w szwach. I dobrze, bo paniom się coś należy od życia. Nie tylko obowiązki, ale i przyjemności.