I wskrzesił Go z martwych

Moment ukrzyżowania Jezusa Chrystusa w trakcie zeszłoroczne - go Misterium Męki Pańskiej w Grębocinie. (fot. archiwum)

Wielkanoc to najstarsze święto chrześcijańskie. Upamiętnia mękę, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Początkowo obchodzono je jako Wigilię Paschalną. Było to całonocne czuwanie, w czasie którego wierni przeżywali historię Zmartwychwstania. 

Z czasem święto to przeistoczyło się w Triduum Paschalne – trzydniowe uroczystości poprzedzone Wielkim Postem. Jest to czas, według słów św. Jana Pawła II, „podczas którego świętujemy zwycięstwo Chrystusa nad grzechem i śmiercią, dopełnienie w Nim dzieła pierwszego stworzenia i początek ‘nowego stworzenia’”.

W pierwszych latach chrześcijaństwa poważne kontrowersje wzbudzał wśród wiernych problem ustalenia daty Wielkanocy. Konsensus w tej sprawie uzyskano dopiero w roku 325 w czasie pierwszego powszechnego Soboru Nicejskiego. Wówczas to określono ściśle daty kościelnej pełni Księżyca, która, warto to podkreślić, różni się od pełni astronomicznej. Wyznaczono wtedy datę Wielkanocy na pierwszą niedzielę po pierwszej pełni wiosennej, która wypada po 21 marca. W ten sposób określono, że Wielkanoc zawsze będzie obchodzona pomiędzy 22 marca a 25 kwietnia. Tę metodę wyznaczania daty święta stosuje się do dziś.

Pisma Starego Testamentu w ponad 100 fragmentach zapowiadają przyjście Mesjasza. Chrześcijanie wierzą, że spełniło się ono w osobie Jezusa z Nazaretu. Misją, jaką Mesjasz miał wypełnić, było zbawienie ludzkości. Wiódł skromne życie, ale czyny jakich dokonał zmierzały do nieuchronnego: śmierci na krzyżu, a następnie zmartwychwstania. Tak pokonał grzech i powołał do życia Kościół. Zmartwychwstanie Jezusa było zwieńczeniem życia, którego początkiem było Boże Narodzenie.

Z teologicznego zatem punktu widzenia nie ulega wątpliwości, że „ważniejsza” jest Wielkanoc. Jednak równie pewne jest, że „przeciętny” katolik, nie wnikając w zawiłości teologiczne, preferuje Wigilię Bożego Narodzenia. Bardziej ją lubi. Dlaczego?

Powodów jest kilka. Prawdopodobnie najważniejszym jest silnie zakorzenione w naszej świadomości odczuwanie tego szczególnego ciepła, jakie wiąże się z Bożym Narodzeniem.

Kluczową rolę odgrywa tu tradycja. Przez cały rok czekamy na choinkę, kolędy, jasełka, pasterkę. Nie bez znaczenia są też podarki, które każdego roku pod choinką znajdujemy. Przy wigilijnym stole zbiera się cała rodzina. Dzielimy się opłatkiem, składamy życzenia. Wiele sobie wybaczamy. Dla niespodziewanego gościa stawiamy osobny talerzyk. Wszystkie te czynniki razem wzięte powodują, że wokół Wigilii Bożego Narodzenia tworzy się szczególna aura. Wyjątkowości tego święta trudno zaprzeczyć.

Innym ważnym czynnikiem jest okres poprzedzający oba święta. Przed Bożym Narodzeniem jest Adwent. To okres 4 tygodni radosnego oczekiwania narodzin Chrystusa, kończący się w nocy 24 grudnia. Na roraty wierni przynoszą wówczas zapalone lampiony.

Wielkanoc z kolei poprzedza czterdziestodniowy okres Wielkiego Postu. Jest to zapowiedź Męki Pańskiej i Zmartwychwstania. Pierwszeństwo często dajemy temu pierwszemu okresowi przygotowań właśnie ze względu na radość oczekiwania narodzin Chrystusa. Drugi wiąże się z trwogą czekania na mękę i śmierć. Być może i to ma wpływ na fakt, że preferujemy jednak Boże Narodzenie.

Oczywiście wszystko to nie umniejsza wagi Wielkanocy. To czas zadumy i wyciszenia. Okres szczególnie ważny jeśli idzie o namysł nad istotą chrześcijaństwa, której rdzeniem jest właśnie Zmartwychwstanie.