Jacek Czarnecki: Powoli zostajemy ze wszystkim sami

O paradoksach polskiego prawa, luksusie krowy za oknem i priorytetach budżetowych z Jackiem Czarneckim, wójtem gminy Chełmża, rozmawia Łukasz PiecykIle samorządu jest w samorządzie?
Ciężko planować pracę w gminie przy wszystkich zawirowaniach na wyższych szczeblach władzy. To niestety często pokłosie nieudanego prawodawstwa. Cieszę się z demokracji, ale wciąż musimy się wielu rzeczy nauczyć.

Zarzut adresowany w kierunku ustawy „śmieciowej”? Gmina zagrała odważnie, proponując najniższą stawkę w danym przeliczniku.
Jeżeli wczoraj można było wywozić śmieci za 17 złotych od rodziny, to czemu mamy teraz narzucać duże stawki? Niestety przejmujemy całe administrowanie i to zwiększa koszty. Nie zaniżaliśmy kwoty i mam nadzieję, że się uda. Damy dzięki temu szansę małym firmom. Nie dobijemy rodzin wielodzietnych, bo opłata od osoby byłaby dla nich zbyt dużym obciążeniem.

Kij ma jednak dwa końce.
Niestety, samotni tracą przy takiej opcji. W budżecie emeryta lub rencisty to może wiele znaczyć. Zresztą, tu nie chodzi o przebijanie się na najniższą kwotę, bo trzeba mieszkańcom po prostu umożliwić to, żeby w ogóle byli w stanie zapłacić. Jeśli nie będzie pieniędzy za wywóz śmieci, to wybrana firma będzie je chciała od nas. Ściąganie należności również leży po naszej stronie.

A to tylko wierzchołek góry lodowej.
Tak naprawdę takich zapisów jest sporo. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego nie możemy uregulować prostych rzeczy. Mówimy, żeby społeczeństwo było obywatelskie, aktywne, działało. Przykładowo zakładamy koło gospodyń wiejskich. I już się pojawia problem, bo to tak naprawdę dowolne zgromadzenie bez żadnego statutu. Komu wystawić fakturę za wynajęcie sali? Pod względem prawnym to jest „lewizna”. Loterię fantową dla pogorzelców na dożynkach strach robić, bo postawią nas w jednym szeregu z kasynami. Powinniśmy się rozejść i siedzieć w domu. Jestem jednak optymistą, bo mimo tych niepotrzebnych przeszkód, to można w naszym kraju iść do przodu…

…po nowych drogach i chodnikach. Patrząc na oferowane nam teraz fundusze unijne, to nie ma praktycznie pieniędzy na drogi lokalne.
Zostaliśmy z tym sami. Kiedyś wystarczył ciągnik, żeby po błocie przejechać, a teraz coraz więcej osób ma samochód. Teraz każdy potrzebuje dróg i ja to rozumiem.

Albo kanalizację.
Pomińmy ten temat, bo nie wydaje mi się, żeby to było nośne hasło. To jest tak naprawdę luksus, jeśli nie mamy jeszcze załatwionych dróg. Kto mieszkał latami na wsi bez kanalizacji, ten sobie poradzi. Oczywiście mieszkaniec miasta po przeprowadzce na wieś prawdopodobnie sobie życia bez wodociągów by nie wyobrażał. A o drogę będzie walczył każdy i każdy będzie miał rację w tej sprawie.

Co jest w takim razie kręgosłupem tego budżetu?
Ustawiliśmy się na spijanie ostatnich pieniędzy unijnych, więc siłą rzeczy korzystamy z pieniędzy, których możemy już potem nie dostać. Trudno zrezygnować np. ze sporego dofinansowania do kolektorów słonecznych. Nasz budżet nawet przy stabilnych czasach zostałby uznany za trudny do wykonania.

Wspólnym mianownikiem i tak będą pieniądze. Gmina wykorzystała limit 4 milionów z PROW-u na kanalizację. To przy okazji blokuje rozwój infrastruktury turystycznej nad jeziorem.
Plany na zagospodarowanie są, pieniędzy brakuje, ale o tym mówiliśmy już nie raz. Tak naprawdę na razie możemy się przymierzać do rozwoju w tę stronę. Jezioro jest jednak na drugim miejscu, bo nie wygramy ze znanymi pojezierzami. Niedaleko są przecież Bory Tucholskie czy Pojezierze Brodnickie.

Czyli gmina turystyczna musi na razie zejść na dalszy plan?
Patrząc na mapę, to niewątpliwie naszą siłą są dobre gleby. Rolników jest coraz mniej, ale ziemia będzie cały czas uprawiana. Dochody do budżetu z podatku rolnego to ok. 8%.

Masowa zabudowa w takim razie odpada na takich glebach.
Niektórzy mieliby może mi to za złe, ale nie aspirujemy do tworzenia gminy podmiejskiej, bo tak naprawdę to Obrowo, Lubicz czy Łysomice są tymi „pierwszorzutowymi”. To jednak pełno obowiązków, bo trzeba sprostać wyzwaniom nowych mieszkańców. Ktoś mi kiedyś powiedział, że potrzebna jest i krowa za oknem, i wszystkie miejskie udogodnienia, a tego jeszcze nie możemy zapewnić.