Jacek Żurawski: Japończycy nie rozmawiają z pracownikami

O zwolnieniach w Sharpie, traktowaniu zatrudnionych przez koncern osób i efektach negocjacji prowadzonych przez związki zawodowe, z Jackiem Żurawskim, przewodniczącym zarządu regionu toruńsko-włocławskiego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Tomasz WięcławskiSytuacja w Sharpie jest napięta. Związki zawodowe walczyły o większe pieniądze dla zwalnianych pracowników. Nie udało się. Jak bardzo jest pan niezadowolony?
Mamy ogromny niedosyt. Oczekiwaliśmy przede wszystkim, że negocjacje będą prowadzone z Japończykami. Zarząd regionu wspierał związki zawodowe działające na terenie Sharpa prawnie w granicach naszych kompetencji. Niestety udało się jedynie podjąć rozmowę z polskimi menadżerami firmy. Propozycja „Solidarności”, żeby zwalniane osoby otrzymały większe odprawy, nie znalazła aprobaty. Udało się natomiast wynegocjować pewne zasady redukcji zatrudnienia. Chronione mają być osoby będące jedynymi żywicielami rodziny. W firmie pracują mieszkańcy okolicznych miejscowości, którzy mogą mieć duży problem ze znalezieniem nowej pracy przy takiej stopie bezrobocia.

Jakie jeszcze deklaracje udało się uzyskać?
Osoby zwalniane dostaną przysługujące im świadczenia socjalne i talon na kwotę do 2000 zł na sprzęt Sharpa. Jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe. Dla ludzi, którzy tracą lub mają za chwile stracić pracę, kupowanie produktów tego rodzaju (dostawanie za darmo) nie ma większego sensu. Firma chce w ten sposób wyczyścić swoje magazyny? Przecież nie tędy droga. Ktoś może powiedzieć, że można taki sprzęt sprzedać. Niby tak, ale nikt nie uzyska za niego wspomnianej wyżej kwoty, a przy takiej ilości zwalnianych osób, trudno byłoby nawet znaleźć potencjalnych nabywców w okolicy.

Są jakieś pozytywy, które można odnaleźć w porozumieniu?
Złożona została przez pracodawcę deklaracja, że w momencie kiedy przyjmowani będą nowi pracownicy, pierwszeństwo będą miały osoby, które teraz pracę tracą. To z naszej perspektywy bardzo ważne i korzystne. Trzeba zauważyć jednak, że sprawa wcale nie jest zakończona. Porozumienie musiało zostać zawarte, żeby dotrzymany został termin 20 dni, który ustawodawca przewidział na tego rodzaju negocjacje. Poprosiłem jednak panią Teresę Kamińską, prezes Pomorskiej Strefy Ekonomicznej, o rozmowę z Japończykami. Wczoraj była ona na terenie zakładu i później rozmawiała ze mną. Nakreśliliśmy strategię dalszych działań, która zakłada, że musi dojść do rozmów z japońskim zarządem firmy. Jako związek zawodowy poinformujemy o tej sytuacji ambasadora „kraju kwitnącej wiśni” w Polsce. Wysłaliśmy już stosowne informacje do związków zawodowych działających na terenie Sharpa w ojczyźnie tej firmy. Traktujemy podpisane porozumienie jako swoiste minimum, które będzie można zwiększyć.

Czuć w pana głosie rozgoryczenie?
Mam ogromny żal do polskich menadżerów, którzy potraktowali zwalniane osoby w sposób niegodny. Kwoty, o które toczyły się negocjacje, czyli faktycznie jedna dodatkowa pensja dla każdej zwalnianej osoby, są śmiesznie niskie. Trzysta czy czterysta tysięcy złotych dla tak ogromnego koncernu to wydatek niewielki. Pomoc publiczna, którą otrzymał Sharp przez pięć lat funkcjonowania w naszym kraju była, nieporównywalnie wyższa. Według mnie żenujące jest odmówienie „Solidarności” zwiększenia odpraw. Pracownicy potraktowani zostali jako zło konieczne, balast, który należy wyrzucić z firmy, gdy zaczynają się kłopoty. Na dodatek nie dając nic w zamian. Zwalniane są osoby, które pracowały w zakładzie kilka lat i były bardzo dobrze oceniane. Pojawił się również w porozumieniu martwy zapis, że trzy odprawy miesięczne należą się osobom pracującym w koncernie od 8 lat. Problem polega jednak na tym, że takich pracowników nie ma, bo firma Sharp działa na naszym terenie siedem lat. Zapracowała sobie w naszym kraju na bardzo złą sławę. Są głosy, że zakład może zostać przeniesiony na południe, a produkcja w Ostaszewie zakończona. Należy jednak pamiętać, że „Solidarność” jest wszędzie, a ten sposób postępowania, z którym mamy do czynienia teraz, nie może nie odbić się echem.

Nie planują państwo radykalnych metod? Może większy skutek przyniósłby strajk?
Bierzemy to pod uwagę i mówiliśmy o tym od dłuższego czasu. Jesteśmy jednak zdecydowani na rozmowę i dialog, bo to w cywilizowanych warunkach powinno przynosić lepszy efekt niż protesty czy manifestacje. Mamy jednak w prawie zapisane takie narzędzie nacisku, z którego w każdej chwili będziemy mogli skorzystać. Mogę zapewnić, że będziemy przy każdej możliwej okazji mówić o złym traktowaniu pracowników przez japońską firmę.

Kiedy może, o ile jest to realne, dojść do kolejnych rokowań? Czy pani prezes PSE ma jakąś wiedzę w tym zakresie?
Na 10 kwietnia planowane jest spotkanie pani prezes z Japończykami. Jako przewodniczący zarządu regionu toruńsko-włocławskiego NSZZ „Solidarność” również mam być na nim obecny. Staramy się jednak nadal doprowadzić do wcześniejszych rokowań zarządu ze związkami działającymi na terenie firmy i zarządem regionu. Mamy nakreśloną dalszą strategię działań. Nie umiem odpowiedzieć dziś na pytanie, co uda się realnie osiągnąć, ale na pewno nie pozostawimy pracowników samych sobie.