Jerzy Engel: moimi faworytami są Niemcy i Brazylia

O święcie futbolu, wynikach fazy grupowej mistrzostw świata i „czarnych koniach” turnieju, z Jerzym Engelem, byłym selekcjonerem polskiej reprezentacji w piłce nożnej, rozmawia Tomasz Więcławski.

Mistrzostwa Świata w Brazylii są turniejem napastników. Dawno nie widzieliśmy na imprezie tej rangi takiej liczby goli.

Piłka nożna idzie w kierunku gry ofensywnej, takiej, która podoba się kibicom i ściąga na trybuny i przed ekrany telewizorów miliony ludzi. Gra defensywna i wymiana tysięcy podań w środku pola przestawała ludzi bawić. Futbol błyskawiczny, szybki, który obserwujemy, oparty na ekspresji i wspaniałym tempie akcji powoduje, że kibice są usatysfakcjonowani widowiskami.

Jest Pan zaskoczony, że wiele drużyn europejskich, jak Hiszpania, Anglia czy Włochy, nie poradziło sobie w tym turnieju? Odmienny klimat odgrywa taką dużą rolę?
Strefy klimatyczna i czasowa mają duży wpływ na dyspozycję poszczególnych ekip. Jeżeli ktokolwiek myślał, że proste jest przeniesienie się z zespołem do Azji czy Ameryki Południowej i zaprezentowanie tam najwyższych umiejętności, to był w błędzie. To szalenie skomplikowana operacja. Te kwestie dają pewien handicap reprezentacjom z Ameryki Południowej, ale trzeba uczciwie przyznać, że są one doskonale przygotowane do mistrzostw.

Belgowie mieli być „czarnym koniem” mundialu.
Wielu tak twierdziło kilka tygodni temu. Raczej będzie to drużyna z innego kontynentu.

Chile, które pokonało Hiszpanię – mistrzów świata i Europy?
Możliwe. Są jednak także Kolumbia, Kostaryka czy Urugwaj. Nie wolno też zapominać o gospodarzach i Argentynie – zespołach, które są faworytem każdego turnieju i, szczególnie Brazylia, prezentują ciekawy futbol.

Zatrzymajmy się przy reprezentacji Holandii. Zespół ten znów świetnie zaczął ważny turniej. Zazwyczaj było jednak tak, że później psuła się atmosfera w drużynie i marzenia o mistrzostwie świata pryskały. Louis van Gaal poukładał ten, młody przecież, zespół. Został jego jedynym szefem.
To doskonały trener z dużym doświadczeniem. Wiedział, że w przeszłości ta drużyna nie wytrzymywała miesięcznego mieszkania razem i powstawały niesnaski. Zrobił ciekawy manewr, chcąc panować nad zespołem, i postawił na młodych zawodników, dla których taki turniej jest czymś absolutnie specjalnym. Są jednak liderzy, jak Robben czy van Persie, od których młodzież może się uczyć. Selekcjoner „Oranje” jest także elastyczny i dobiera taktykę pod poszczególnych rywali, co daje, póki co, wyśmienity efekt.

Hiszpania też będzie musiała pójść taką drogą. Pokolenie Xaviego, Iniesty i Casillasa wygrało wszystko, co mogło. Teraz pora ustąpić miejsca młodszym?
Z pewnością. Kraj ten ma generację zawodników, która zapisała się na zawsze w historii futbolu. Powolutku, krok po kroku, trzeba wprowadzać kolejnych zawodników, którzy, pomimo młodego wieku, mają już na swoim koncie wiele osiągnięć. Idzie czas Juana Maty, Javiego Martineza czy Adriana Lopeza. Trzeba na nich stawiać, bo wielcy mogą już nie mieć takiej motywacji, jak dotychczas.

Każdy duży turniej jest przeglądem nowinek taktycznych. Co zapamiętamy z mundialu w Brazylii?
Kto nie śledzi piłki nożnej na bieżąco, nie jest w stanie przewidzieć, jak będą wyglądały kolejne turnieje. To co pokazali Włosi podczas Euro 2012 w Polsce, czyli granie piątką w obronie, co było dużym zaskoczeniem, teraz staje się normą. Nawet, zazwyczaj ultraofensywni Holendrzy, zagrali już takim systemem na mistrzostwach. Każda impreza przynosi coś nowego i trzeba umieć szybko zareagować i odpowiedzieć sobie na pytanie czy jest to stały trend czy chwilowa nowinka.

Pokusiłby się pan o obstawienie w tym momencie, kto zagra w wielkim finale?
Przed rozpoczęciem mistrzostw miałem trzech faworytów. Hiszpania już odpadła (śmiech). Niemcy i Brazylia nadal walczą.

Taki finał byłby podszyty piękną historią futbolu.
Anglicy, Włosi i Hiszpania, to nie mniejszy kawałek historii naszej dyscypliny. A zespoły te jadą do domu. Przeszłość nie przekłada się na wyniki obecnych spotkań. Trzeba patrzeć na dzisiejsze możliwości poszczególnych ekip.

Brak udziału w takiej imprezie oddala nas jeszcze bardziej od wielkiej piłki. Dystans się stale powiększa.
Jest tak, jak pan mówi. Wreszcie rozumiemy, co znaczy udział w takiej imprezie. Oglądając wiele spotkań można dojść do wniosku, że nie stać nas na to, żeby odgrywać w takim turnieju wiodące role. Ale absencja jest znacznie bardziej dotkliwa. Nie zbieramy doświadczeń i nie możemy nawet mierzyć się z najlepszymi, nie mówiąc o ich pokonaniu, co udało się podczas MŚ 2002 i 2006 w meczach z USA i Kostaryką. Kiedy awansowałem z kadrą na mundial w Korei i Japonii po 16 latach przerwy, liczyłem, że na dłużej wrócimy na piłkarskie salony. Rzeczywistość okazała się jednak mniej optymistyczna. Cierpimy, że nas tam nie ma.