Joanna Kaczmarkiewicz z Czernikowa w talent show

Woli śpiewać niż mówić. Krępują ją publiczne wypowiedzi, ale spontaniczne prośby o wykonanie piosenki – też. Za to na scenie… Na scenie stresu nie odczuwa wcale. Czy to wystarczyło, by zachwycić jurorów telewizyjnego show i pokazać się widzom w całej Polsce? Weszła na tzw. backstage, porozmawiała z Maciejem Rockiem i czekała na występ. Nosiło ją. Gdy wreszcie stanęła przed Adamem Sztabą, Elżbietą Zapendowską, Korą, Łozem i oczywiście publicznością, napięcie opadło. Chyba nawet zapomniała, że podobną szansę dostało jedynie 125 osób z tysięcy, które pojawiły się na precastingach do najchętniej oglądanego talent show w naszym kraju.

– Połowy z tego, co się działo, i tak nie pamiętam – opowiada o swoich wrażeniach z występu w Must Be The Music Joanna Kaczmarkiewicz. – Czułam, jakby to był jeden wielki sen.

Przygodę ze śpiewaniem zaczęła przypadkiem. Jej wychowawczyni z pierwszej klasy podstawówki musiała wybrać reprezentanta na festiwal piosenki w Chełmży. Zaprosiła do sali kilka dziewczynek i zorganizowała miniprzesłuchanie. Na koniec oznajmiła, że na konkurs pojedzie właśnie ona.

– W ogóle nie miałam pojęcia, że mogę śpiewać i że to mi wychodzi – wspomina Asia.

Przyszłościowo, oldskulowo, bez chałtury
Siedmiolatka wróciła wówczas z Chełmży z trzecim miejscem. Zainfekowana muzycznym wirusem. Wkrótce zaczęła jeździć na kolejne festiwale i przeglądy. Talent rozwijała pod okiem nauczycielek muzyki ze szkoły podstawowej i gimnazjum w Czernikowie. Z pomocy tej drugiej korzysta do dzisiaj. A życia bez śpiewania już sobie nie wyobraża.

Przyzwyczaiła się też do tłumaczenia, co to jest kognitywistyka. Bo to właśnie tę multidyscyplinarną naukę zajmującą się badaniem procesów mentalnych i wyjaśnianiem znajdujących się u ich podłoża mechanizmów zdecydowała się studiować. Obecnie jest na drugim roku.

– Miałam plan, żeby iść na akademię muzyczną, ale stwierdziłam, że jednak wolę mieć coś w zapasie – tłumaczy Asia. – Patrząc na wszystkie kierunki na UMK, stwierdziłam, że ten jest najciekawszy. Pomyślałam, że to może być coś przyszłościowego.

W muzyce już tak nowoczesna nie jest. Uwielbia Ettę James i Arethę Franklin, a z polskich piosenkarek – Krystynę Prońko i Grażynę Łobaszewską. Utwory z lat 50. i 60. oraz jazz to bliski jej repertuar. Dopiero po kilku chwilach wygrzebuje z pamięci sympatię dla Kayah, Brodki i Ani Dąbrowskiej. Ceni też Adele czy Beyonce.

I chociaż radia na co dzień nie słucha, współczesne przeboje czasami przyswoić sobie po prostu musi. Obowiązek zawodowy.

– Dorabiam jako oprawa muzyczna na różnych piknikach, festynach, weselach – opowiada Asia. – Nie skupiamy się na typowej muzyce chałturniczej. Wspólnie z chłopakami z ForteBand staramy się od tego odchodzić.

W jej marzeniach tli się posiadanie własnego repertuaru.

– Nie spotkałam jeszcze osoby, z którą mogłabym zacząć współpracę – przyznaje. – Mam nadzieję, że jeśli uda mi się pokazać w telewizji, to znajdę kogoś, kto mi pomoże.

Czekając na telefon, na program, na sukces
Na razie krótkie wideo z Asią w roli głównej zostało zamieszczone na fanpage’u programu Must Be The Music na Facebooku. Filmik nagrany przed jej castingowym występem polubiło 600 osób, ale to nie gwarantuje, że zostanie pokazana w show. Telewizja Polsat takich informacji nie podaje. Uczestnicy muszą więc czekać w napięciu, oglądać każdy odcinek i do czasu wyłonienia półfinalistów zachować dla siebie szczegóły swoich występów.

– Nie było widać rywalizacji, panowała typowo artystyczna atmosfera – zdradza kulisy nagrania Asia.

W 2011 roku próbowała swoich sił w precastingu do innego talent show – X Factora. Tam jej się nie powiodło, ale już wtedy wiedziała, że spróbuje też w Must Be The Music. Przesłuchania w Toruniu 1 grudnia 2012 roku pojawiły się więc jak na zawołanie. Telefon z zaproszeniem na casting główny okazał się zaś przedwczesnym prezentem bożonarodzeniowym – radosna nowina nadeszła 19 grudnia.

– To wielki zaszczyt, że mogłam wystąpić przed takim jury – mówi Asia. – To, że mi się udało, to zaskoczenie, już ogromny sukces i mobilizacja do dalszego działania.

Dopinguje ją rodzina, chłopak, znajomi. Gratulują mieszkańcy Czernikowa. Drobna blondynka o promiennym uśmiechu może zostać chlubą gminy. Bez względu na to, czy zostanie gwiazdą muzyki, zajmie się neuromarketingiem, czy obie te dziedziny połączy.