Kacper zginął 3 lata temu. Sprawca wypadku w Steklinku stanął przed sądem

Stanisław G. w ostatnich latach pokazał, że ma za nic wyroki sądów. (fot. Piotr Lampkowski)

Trzy lata mijają od śmierci 11-letniego Kacpra ze Steklinka w gminie Czernikowo. Sprawca zdarzenia Stanisław G. stanął przed Sądem Rejonowym w Lipnie.

23-letni Stanisław G. jest oskarżony o to, że w lipcu 2015 r. w miejscowości Steklinek potrącił chłopca ze skutkiem śmiertelnym. Auto prowadził pod wpływem alkoholu, mimo że nie miał nawet prawa jazdy. Opel, który zabrał ojcu, nie miał aktualnego badania technicznego. Prokuratura uznała jednak, że nie ma podstaw do aresztowania.

Wtedy też były wakacje. 

11-letni Kacper jechał rowerem po ulicy koło swojego domu. Miał kartę rowerową i – jak twierdzą jego koledzy – niezłe umiejętności. Kilka minut wcześniej zawiózł do domu lody. Zostawił je w lodówce i pojechał pograć w piłkę. Miał je zjeść zaraz po powrocie. Ale nie zjadł, bo do domu już nigdy nie wrócił. 

Wina Stanisława G., zdaniem najbliższych Kacpra, była ewidentna. Odmienne zdanie miała na ten temat Marzena Jesionowska, zastępca prokuratora z Lipna, która sprawę prowadzi. 

– Na miejscu zdarzenia ekipa śledcza przeprowadziła rutynowe czynności operacyjne – mówi prokurator Jesionowska. – Następnie ślady zbadali biegli. Mężczyzna nie został aresztowany, ponieważ nie miał postawionego zarzutu spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Nie można było wykluczyć żadnej wersji wydarzeń. Nawet takiej, że to dziecko było winne tej tragedii. 

Postawienie sprawy w ten sposób wygląda szokująco. Jak to? Pijany kierowca, bez prawa jazdy, niesprawnym technicznie samochodem zabija na wiejskiej drodze dziecko i nawet nie zostaje aresztowany? 

– Rzecz w tym, że nie było całkowitej pewności, kto spowodował wypadek – dodaje prokurator Jesionowska. – Pierwsze ekspertyzy wykazały, że to chłopiec wtargnął pod koła pojazdu. Fakt, że kierowca był pod wpływem alkoholu, nie determinuje jeszcze jego winy. Zresztą, ujmując rzecz precyzyjnie, nie był on pijany. Stwierdzono u niego 0,5 promila. To niedużo, choć oczywiście jest wykroczeniem. Taki stan rzeczy nie przesądza jednak jego winy w sensie spowodowania wypadku. Należy mu ją udowodnić. Trzeba dowieść, że dopuścił się przestępstwa z punktu widzenia techniki jazdy. Przecież jeśli pijanemu kierowcy dziecko rzuci się pod samochód, to nie można mówić o winie prowadzącego, a jedynie o tym, że prowadził pod wpływem. Na to, że dziecko wtargnęło pod koła, mógł nie mieć wpływu, podobnie jak nie ma na to wpływu żaden trzeźwy kierowca. W przypadku zdarzenia w Steklinku prowadzący pojazd jechał z dozwoloną szybkością ok. 60-70 km w miejscu, gdzie dopuszcza się 90 km. Najprawdopodobniej z punktu widzenia przepisów ruchu drogowego nie dopuścił się wykroczenia. 

No to zapytajmy wprost: Czyli co? Niewinny? 

– Po pierwszych opiniach zwróciliśmy się do gdańskiej filii Instytutu Ekspertyz Sądowych prof. Sehna – wyjaśnia prokurator Jesionowska. – Odpowiedź nadeszła dopiero po półtora roku, dlatego trwa to wszystko tak niesłychanie długo. Okazało się, że prowadzący pojazd nie całkiem był bez winy. Według Instytutu jechał środkiem drogi. Gdyby jechał zgodnie z przepisami po prawej stronie jezdni, do wypadku również by doszło, ale skutki nie musiałyby być aż tak dotkliwe. W tej chwili rzecz idzie o to, czy uda się przekonać sąd do takiej wersji wydarzeń. Wszystko w rękach ekspertów, a także świadków, którzy będą przesłuchiwani na rozprawach 24 i 31 sierpnia. 

Stanisław G. przed wypadkiem w Steklinku był dwukrotnie skazany. W 2014 r. za jazdę samochodem bez uprawnień w stanie nietrzeźwości usłyszał wyrok 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. Dodatkowo miał zakaz prowadzenia pojazdów. Złamał go rok później, za co dostał grzywnę. W 2016 r. (po śmierci Kacpra) odbył karę półrocznego pozbawienia wolności w formie dozoru elektronicznego za złamanie sądowego zakazu.