Kamila Lićwinko: Kibice nas niosą

O sezonie halowym, celach na Halowe Mistrzostwa Europy w LA w Pradze i marzeniach z Kamilą Lićwinko, mistrzynią świata w skoku wzwyż, rozmawia Tomasz Więcławski.

Zacznijmy od zdrowia, bo z problemami zdrowotnymi borykała się pani pod koniec ubiegłorocznego sezonu. Udało się dobrze przepracować okres przygotowawczy?
Tak, dziękuję. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty. Oczywiście, muszę dbać o moją nogę i ją oszczędzać, bo do Igrzysk Olimpijskich pozostało półtora roku, a to one są głównym celem i najbliższą metą, do której zmierzam. Będę więc dozowała starty, żeby nie przesadzić.

Mistrzostwa Polski w Toruniu i ME w Pradze to dwa najważniejsze starty w sezonie halowym?
Zdecydowanie. Pod występ na championacie Starego Kontynentu jest wszystko przygotowywane. Start w Toruniu będzie doskonałym przetarciem przed ME. Nie widziałam hali na żywo, ale zdjęcia robią spore wrażenie.

W naszym mieście organizowano wiele imprez lekkoatletycznych na stadionie, ale nowa hala stwarza zupełnie inne możliwości.
To bardzo ważne, że takie obiekty powstają. W tamtym roku mistrzostwa kraju i świata odbywały się w Sopocie. Teraz będzie to Toruń. To duże urozmaicenie, bo już się przyzwyczajałam do trenowania i startów jedynie w Spale. Nie mamy wielu obiektów umożliwiających rozgrywanie zawodów w naszej dyscyplinie, a już na pewno nie w tylu konkurencjach. Oby tak dalej, bo dzięki temu będziemy mogli organizować kolejne mityngi najwyższej rangi.

W hali przy ul. Bema może zasiąść kilka tysięcy osób. To jej dodatkowy atut.
Starty na obiektach, które wypełnione są publiką, to zupełnie inne przeżycie niż rywalizacja przy niewielkiej liczbie osób. Kibice niosą nas do góry. Pozwalają skakać wyżej, biegać szybciej i rzucać dalej. To piękne.

Stawia sobie pani konkretny cel na mistrzostwa Europy w Pradze?
Nie podchodzę tak do rywalizacji. Chciałabym skakać jak najwyżej, na miarę swoich możliwości. Oby udało się ustabilizować dyspozycję na poziomie dwóch metrów, tak jak w ubiegłym roku. Taki rezultat pozwala liczyć się w stawce najlepszych zawodniczek. A o tym, że poziom naszej konkurencji rośnie, nie trzeba nikogo przekonywać. Podczas ME w Zurychu w tamtym sezonie Justyna Kasprzycka skoczyła 1,99 m. i nie zdobyła medalu. Trzeba skakać „dwójkę”, żeby stawać na podium.

Rywalizacja z Justyną napędza panią do ciężkiej pracy? Im więcej dobrych zawodniczek w danej konkurencji, tym wyższy poziom.
Podchodzę do tego na luzie. Nie trenuję ciężej w obawie przed tym, że Justyna skoczy wyżej (śmiech). Życzę jej jak najlepiej. Na skoczni jesteśmy rywalkami, a w życiu osobistym koleżankami. Spotykamy się na wielu obozach, ale też często plotkujemy przy kawie. Nie ma między nami chorej rywalizacji.

Które zawodniczki powinny być najmocniejsze w tym sezonie?
Wraca mistrzyni świata z Moskwy Svetlana Skolina. Rosjanki zawsze są mocne i dobrze przygotowane do najważniejszych zawodów. Nie można lekceważyć także Hiszpanki Ruth Beitii, która zawsze potrafi spłatać figla rywalkom. Dobrych dziewczyn jest sporo, a poziom bardzo wyrównany. Zobaczymy…

Marzeniem jest medal IO w Rio de Janeiro?
Nie musi pan pytać. To byłoby zwieńczenie wielu lat ciężkiej pracy, najlepsza nagroda dla każdego sportowca. Słucham rad Jacka Wszoły i Artura Partyki, mistrzów sprzed lat. Mam nadzieję, że będę gotowa do tego pewnie najważniejszego startu w moim życiu.