Kazimierz Musiałowski z gminy Obrowo przygotowuje się do 150. maratonu

150. maraton Kazimierza Musiałowskiego. Nikt, kto go zna, nie wątpi, że za parę lat pobiegnie maraton nr 200. (fot. Łukasz Piecyk)

Na koncie ma 149 maratonów. Obecnie przygotowuje się do jubileuszowego 150. 69-letni biegacz ze Smogorzewca w gminie Obrowo udowadnia, że kiedy ma się prawdziwą pasję – nie ma rzeczy niemożliwych. 

Przebiegł w swoim życiu ponad 136 tys. km. Napisał kilka książek, zwiedził kawał świata. Ma prawie 70 lat i formę, której może mu pozazdrościć niejeden 40-latek. Człowiek wielu pasji i nieugiętej woli. Jak dochodzi się do takich osiągnięć? Kazimierz Musiałowski odpowiada prosto: Pan Bóg lubi pracowitych.

Kazimierz Musiałowski po raz pierwszy pomyślał na poważnie o bieganiu podczas olimpiady, która odbywała się na… statku. To był rok 1980 – rok letnich igrzysk w Moskwie, jakże dla nas pamiętnych z powodu słynnego później na cały świat gestu Władysława Kozakiewicza. 

Marynarze płynący statkiem w kierunku Japonii postanowili zrobić sobie wówczas własną olimpiadę. Wymyślili kilka konkurencji możliwych do przeprowadzenia na pokładzie, między innymi przeciąganie liny czy bieg na 60 metrów. Ten ostatni wygrał właśnie Kazimierz Musiałowski, młody wówczas marynarz. 

– Pobiegłem najszybciej, ale dostałem sporej zadyszki – wspomina pan Kazimierz. – I wtedy to do mnie dotarło: paliłem 40 papierosów dziennie. W jednej chwili postanowiłem z tym skończyć i wziąć się za bieganie. Rzuciłem palenie 38 lat temu, by nigdy nie zapalić ani jednego papierosa. Kiedy przybiliśmy do brzegów Japonii, byłem człowiekiem wolnym od tego paskudnego nałogu i czułem się już biegaczem. Pierwsze treningi miałem już za sobą, właśnie na pokładzie. 

Swój pierwszy maraton pobiegł w Toruniu w roku 1983. Później były następne. Ponad sto. Kiedy osiągnął liczbę 121, uległ kontuzji. Przeszedł poważną operację kręgosłupa. W jego ciele znalazły się cztery śruby i dwa pręty tytanowe. Lekarze nie widzieli żadnych szans na dalsze bieganie. Ale upór Kazimierza Musiałowskiego okazał się silniejszy niż lekarskie proroctwa. 

– To straszne uczucie, że już nigdy nie będę biegał, było dla mnie nie do zaakceptowania – wspomina Kazimierz Musiałowski. – W 2006 r. czułem coś w rodzaju wstydu. Ludzie patrzyli na mnie i pewnie myśleli sobie: „patrzcie, kiedyś biegał, dzisiaj ledwo chodzi…”. To było dla mnie nie do zniesienia. Stopniowo wdrażałem się w treningi. Pokonałem swoją słabość. Udowodniłem przede wszystkim samemu sobie, że chcieć to móc. 

Sportowiec wrócił do biegania. Startował w coraz dłuższych biegach, by wreszcie znów stanąć na starcie maratonu. I tak „dobiegł” do maratonu numer 149, który ukończył w kwietniu tego roku w Paryżu. Obecnie trenuje do biegu jubileuszowego, który zaplanował w swoich rodzinnych stronach na 9 czerwca. Trasa: Osiek nad Wisłą – Smogorzewiec. 

– Bardzo mi zależy, by ten jubileuszowy maraton pobiec wśród swoich – mówi pan Kazimierz. – Przygotowuję się do niego jak zwykle. Trenuję intensywnie. 

Biegacz ze Smogorzewca jest przekonany, że również ten jubileuszowy bieg ukończy pomyślnie, jak wszystkie inne. Warto bowiem podkreślić, że Kazimierz Musiałowski jak dotąd nie zszedł jeszcze z żadnej trasy. 

– To bardzo twardy facet – mówi Zbigniew Gęsicki, maratończyk z Torunia. – Biegałem z nim przez wiele lat. Ma niezwykłą wolę. Po kontuzji nikt nie dawał mu szans na powrót do biegania. Ale on się zawziął. Znakomity przykład do naśladowania dla młodych. Poza tym trzeba powiedzieć o jego zasługach dla popularyzacji naszego sportu. Organizował przez lata biegi poświęcone Beatlesom. Biegacze startowali w koszulkach z zespołem, a po zawodach były koncerty z piosenkami McCartneya i Lennona. 

Beatlesi to jedna z wielkich pasji pana Kazimierza. Odbył brytyjską „pielgrzymkę” śladami słynnej grupy. Swoje refleksje oraz zdjęcia zawarł w albumie im poświęconym „764 kilometry dla The Beatles”. 

– W 2008 r. miałem możliwość wręczenia albumu do rąk własnych Yoko Ono – wspomina Kazimierz Musiałowski. – Ale wątpię, żebyśmy sobie przypadli do gustu. W książce opisałem i umieściłem na fotografiach zaniedbany grób matki Johna Lennona. Yoko Ono zakazała na ten temat mówić. Zresztą od zawsze było wiadomo wszystkim fanom Beatlesów, że nie miała dobrego wpływu na Johna. Nie puszczała go od siebie na metr… 

Przypomnijmy, że to właśnie z inicjatywy Kazimierza Musiałowskiego w roku 2009 powstała pierwsza w Polsce ul. Beatlesów. Właśnie w Smogorzewcu.