Kierowała ZS w Chełmży przez 25 lat. Janina Nowacka wspomina swoją nauczycielską ścieżkę

Janina Nowacka przez 25 lat była dyrektorem ZS w Chełmży. O szkole mówi, że to jej drugi dom, a nauczanie to podróż pełna zachwytów, zaskoczeń, potknięć i łez. Tych ze wzruszenia i ze szczęścia.

Gdy 1 września w szkołach rozbrzmiały dzwonki, Janina Nowacka pierwszy raz od 38 lat nie przeszła się ich korytarzem, odpowiadając odświętnie ubranym uczniom „dzień dobry”. Właśnie te z pozoru błahe spotkania, krótkie wymiany zdań i uśmiechy wspomina dziś z największą czułością.

Nie zapomniała jednak o nich. W liście, odczytanym na rozpoczęciu roku szkolnego, napisała: „Jest koniec sierpnia, przechadzam się pustymi korytarzami naszej szkoły. Was tutaj nie ma, ale wakacje to pracowity czas. Trzeba wszystko przygotować na wasze powitanie – naprawić, odświeżyć, wyczyścić. Dla mnie to 25. takie wakacje […] moje ostatnie spotkanie z tym miejscem. […] Czy wiecie, że możecie wszystko? Zapamiętajcie to. Tak, jak ja zapamiętam was.”

Setki uczniów przez ten czas odebrało w szkole pierwsze lekcje życia. Trudno kogokolwiek wymienić. Jednych była dyrektor pamięta za osiągnięcia w nauce, innych za urok i niezwykłe pasje. Wystarczy przejrzeć zdjęcia z ćwierćwiecza i porozmawiać z byłymi uczniami, by zobaczyć, jak wiele się zmieniło, zaczynając od PRL-owskiego obiektu, który dziś jest zarządzany nowocześnie, zadbany i bezpieczny, wciąż rozwijający się – już pod nadzorem Katarzyny Komakowskiej.

– Nie stoję w miejscu – mówi Janina Nowacka. – Doszlifuję język angielski, chciałabym przekazywać swoją wiedzę na temat chemii w Londynie. Języka uczę się dopiero od czterech lat, ale mobilizację mam ogromną. Pewien rozdział zamknęłam, ale rozpoczyna się inny.

Janina Nowacka wspomina, że nie można przestać być dyrektorem, gdy opuszcza się mury szkoły. Może się też wydawać, że to stanowisko, w którym funkcjonuje się w świecie ważnych spotkań i dokumentów, ale to nie jest cała prawda. To codzienne rozmowy, małe i duże sukcesy uczniów, ich rozterki, porażki, wspólne wigilie, studniówki czy szkolne uroczystości. Zwycięstwa w zawodach sportowych, rozwijające się talenty, marzenia, każdy uśmiech wymieniony na korytarzu, wspomnienia – to właśnie kwintesencja szkoły.

– To był dla mnie drugi dom – mówi Janina Nowacka. – Nauczanie to pasja, a cała szkolna społeczność to moje dzieci. Tak traktowałam tę sprawę. Mój syn właściwie wychowywał się w szkole, bo wiele godzin każdego dnia spędzałam właśnie tam. Nie mogłam zostawić go w domu, więc często bawił się pod czujnym okiem pracowników biurowych albo pań sprzątaczek.

Kiedy Janina Nowacka zaczęła uczyć, była niewiele starsza od swoich licznych podopiecznych.

– Pani dyrektor może nie pamięta, ale kiedyś byłam jej uczennicą w SP nr 2 – mówi Elżbieta van Dillen, prezes Stowarzyszenia Sympatyków Zespołu Szkół w Chełmży. – Burza loków, wskaźnik w ręku, spódniczka, chodząca energia – taką pamiętam ją do dziś. Z chemii miałam czwórkę, wykutą, ale uczciwą.

Od zawsze duży nacisk Janina Nowacka kładła na kulturę i dobre wychowanie uczniów.

– Kiedy byłam małą dziewczynką marzyłam o odgrywaniu roli nauczycielki – wspomina. – Na studiach wybrałam więc taki kierunek. Z uczniami rozmawiałam szczerze, o wielu sprawach i umiałam doprowadzić do tego, żeby byli otwarci. Żeby wymagać od kogokolwiek – ucznia, nauczyciela, innego pracownika czy rodzica – najpierw to ja musiałam być pewnym wzorem. Uczyliśmy się też wielu rzeczy wzajemnie.

Właśnie od nich dostała 2 września taką kartkę: „Za to, że mogliśmy się od pani uczyć odwagi, klasy i mądrości w działaniu, […] za to, że była pani nie tylko dyrektorem, ale wychowawcą młodzieży, prawdziwym autorytetem – dziękujemy! Obiecujemy, że wszystkie lekcje życia, jakich nam pani udzieliła, zabierzemy ze sobą w świat.”

I prawdą jest, że są to najpiękniejsze lekcje, jakie nauczyciel może przekazać uczniowi.