Króliki cierpią w ciszy

Informacje o męczonych królikach docierały do wielu toruńskich instytucji. W wyniku interwencji Stowarzyszenia Pogotowia dla Zwierząt, Azylu dla Królików, policji i weterynarzy, z gospodarstwa agroturystycznego w Brzozie odebrano aż 123 króliki. Obrońcy praw zwierząt złożyli już zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Podobne kroki chce podjąć także… właściciel obiektu.

Na teren, gdzie od szesnastu lat prowadzone jest gospodarstwo, służby interwencyjne weszły w sobotę, 20 sierpnia. Kilka godzin przed akcją wolontariusze spędzili na policji, składając zawiadomienie.

– Sprawę zgłosili nam przedstawiciele stowarzyszenia Pogotowie dla Zwierząt – informuje szt. sierż. Wojciech Chrostowski z Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. – Przyjęliśmy zawiadomienie o podejrzeniu popełniania przestępstwa. Prowadzimy śledztwo, przesłuchujemy świadków. Nikt jeszcze nie otrzymał zarzutów.

O złym traktowaniu królików wolontariusze Azylu dowiedzieli się od osób odwiedzających agroturystykę.

– Do dyspozycji dzieci było 123 uszatych zwierząt – informuje Aleksandra Głowacka, wiceprezes fundacji Azyl dla Królików w Toruniu. – Były one m.in. wożone na taczkach czy zanoszone na trampolinę. Dysponujemy filmem, w którym widać, jak maluch takim królikiem rzuca. W jednej z relacji, matka dziecka opowiada, jak widzieli umierającego królika na rękach innego malca. Po czym królik został wyrzucony za stodołę.

Podczas interwencji obecny był lekarz weterynarii, który zbadał stan zdrowia wszystkich uszatych. To właśnie było podstawą do odebrania ich z gospodarstwa.

– Są to króliki kichające, z silnymi wzdęciami, zarażone kokcydiozą – kontynuuje Głowacka. – Podczas naszej interwencji jeden królik umarł. Nie udało się go odratować. Odbędzie się oczywiście jego sekcja. Nie wspomnę o brudzie i odchodach, w których leżały zwierzęta. Wszystko to zobaczyć można na zdjęciach opublikowanych na stronie Azylu po całej interwencji.

Inne zdanie w tej sprawie ma sam zainteresowany – właściciel agroturystyki w Brzozie.

– Fundacja Azyl dla Królików utrudnia mi życie i dręczy od dwóch miesięcy – komentuje. – W internecie publikują nieprawdziwe informacje, oskarżając mnie o różne rzeczy. Nie zgadzam się z tym, że dzieci męczyły króliki. Przy wybiegu jest zamieszczony regulamin, który jasno wskazuje obowiązek zabawy ze zwierzętami przy nadzorze rodziców lub opiekunów. Nie wolno wynosić królików na trampolinę. Nie jesteśmy w stanie kontrolować jednak każdego ze 123 królików non stop.

Postanowiliśmy skontaktować się z weterynarzem, który nadzorował zwierzęta w ośrodku.

– Kiedy króliki potrzebowały leczenia, właściciele przywozili je do mnie – informuje Cezary Korzeniewski, weterynarz z Ciechocinka. – Wtedy też wydawałem lekarstwa dla pozostałych. Nie byłem jednak bezpośrednio do nich zapraszany. Dopiero się dowiaduję, ile ich w gospodarstwie przebywało. Nie zauważyłem jednak zjawiska, aby zwierzęta miały obrażenia wywołane niewłaściwą opieką.

Podczas rozmowy z przedstawicielką Azylu, dowiedzieliśmy się, że z gospodarstwa już wcześniej odbierali uszate zwierzaki.

– Miały zniekształcone przednie łapy i kokcydiozę – dodaje. – Dla młodych królików jest to choroba śmiertelna. A tych było mnóstwo. Najczęściej oddzielane od matek, aby mogły zostać przeznaczone do zabawy z dziećmi.

Zachowanie interweniujących wolontariuszy zbulwersowało właściciela ośrodka.

– Nikt nie pytał, które malce są od jakich matek – mówi. – Dodali, że ja pewnie też nie wiem. A przecież każdego dnia wracały do nich. Próbując rozmawiać z pracownikami Azylu, chciałem skontaktować ich z lekarzem Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Nie chcieli.

My jednak postanowiliśmy spotkać się z osobą, na którą powołuje się mężczyzna.

– Otrzymaliśmy kilka zgłoszeń od zwiedzających, ze króliki podczas zabawy są źle traktowane – potwierdza Dorota Stankiewicz, Powiatowy Lekarz Weterynarii w Toruniu – W środę, 3 sierpnia, bez zapowiedzi odwiedziliśmy gospodarstwo. W tym dniu dzieci nie było. Jeżeli chodzi o króliki, biorąc pod uwagę normy powierzchniowe, wybiegi, nie było żadnych zastrzeżeń. To także potwierdzają osoby związane z Azylem. Każdego królika nie badaliśmy, natomiast oglądaliśmy warunki przebywania. Upewniliśmy się, ze właściciel zapewnia im opiekę weterynaryjną. Potwierdzili to weterynarze z Ciechocinka i Torunia. Rozmawialiśmy z właścicielem, który przyznał, ze króliki faktycznie były wożone na taczkach. Dla nas jest to niedopuszczalne. Jasno mówiliśmy, że to nie rodzice, lecz właściciele powinni dbać o bezpieczeństwo zwierząt.

Jak zaznaczają, na dzień kontroli nie zauważyli żadnych nieprawidłowości.

– Stowarzyszenie podobno całą akcję organizowało od miesiąca – mówi Wojciech Żełudziewicz, starszy inspektor weterynarii w Toruniu. – Do nas jednak nikt się nie zwrócił o pomoc lub opinię.

Jak donoszą wolontariusze, agroturystyka została czasowo zamknięta. Właściciel jednak nie składa broni.

– Wziąłem prawnika i ich zaskarżę – podsumowuje. – Nie wolno mnie bezpodstawnie oskarżać. Dają zdjęcia, jako dowody złego traktowania królików. Przecież to nie ja królika położyłem na trampolinie. Internet ma dużą siłę, a cała akcja medialna mocno we mnie uderzyła. Z hodowli królików więc rezygnuję.