Kto śmiertelnie pobił mieszkańca Rogówka?

Mieszkańcy Rogówka w gminie Lubicz odetchnęli z ulgą na wieść o trafieniu Andrzeja P. za kratki. Mają nadzieję, że tam już pozostanie i nie spotka ich los Roberta J. Zabójca terroryzował całą okolicę. Od słów do czynów przeszedł w ruderze zamieszkiwanej przez dwóch alkoholików. Tam gołymi rękoma odebrał życie koledze, a resztę furii skupił na kuzynie, któremu rozkwasił twarz. Dzień wcześniej straszył ich nożem. Miał po dziurki w nosie ciągłej pogardy. 59-letni Romuald P., kuzyn mordercy, wyrzucił bezdomnego z meliny, którą zajął wraz z Robertem J. 28 września w godzinach nocnych Andrzej P. powrócił, by odebrać swoje rzeczy. Krewny odmówił, co dla byłego wojskowego było jak splunięcie w twarz.

– Między 59-letnim mężczyzną a jego 43-letnim krewnym wywiązała się burzliwa kłótnia – informuje Wioletta Dąbrowska, rzecznik prasowy KMP w Toruniu. – W awanturę wtrącił się 40-latek mieszkający w tym samym domu. Wówczas agresor przelał na niego całą złość.

Pięści Andrzeja P. rozbijały się na szczęce, oczach, klatce piersiowej przeciwnika. Stopniowo pokrywały się krwią, aż w końcu bezwładne ciało Roberta J. spadło z betonowych schodów, o które rozbił sobie głowę. Bójka przeniosła się na podwórze.

Owładnięty szałem napastnik nie miał zamiaru kiedykolwiek wysłuchiwać kolejnych obelg z ust swojej ofiary. Skakał po mężczyźnie, aż ten wydał ostatnie tchnienie. Wzrok ofiary zamarł, a zęby pokryła czerwień powstała na skutek krwotoku wewnętrznego. Wtedy agresor z powrotem zajął się kuzynem i bił go do momentu, w którym uświadomił sobie co zrobił. Gdy policja zjawiła się na miejscu zbrodni, już go tam nie było.

W tydzień po zdarzeniu brutalnie pobity Romuald P. ma zalaną krwią całą prawą gałkę oczną, lima pod każdym okiem, rozcięte czoło i wargę. Spod rękawów widać liczne sińce i odrapania. Sprawca tego czynu jest już w rękach funkcjonariuszy i najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie.

– Oskarżonemu zarzuca się morderstwo 40-letniego mężczyzny oraz pobicie swojego kuzyna- informuje prokurator Maciej Rybszleger.

Nie zadziera się z Andrzejem P.
Po trzyletniej służbie wojskowej, w roli komandosa powrócił do rodzinnego Rogówka. Przywieziony z niej bagaż negatywnych doświadczeń kotłował się w nim szukając ujścia. Mieszkańcy wsi określają Andrzeja P. mianem wyobcowanego psychola. Z roku na rok narastała w nim agresja i apatia.

– Nie można było zbyt długo się na niego patrzeć – wspomina Krzysztof S., mieszkaniec Rogówka. – Zaraz groził człowiekowi, że go zatłucze na śmierć. Nie rzucał słów na wiatr…

Matka Andrzeja wylądowała w zakładzie psychiatrycznym, a on na ulicy. Specjalny trening wojskowy nauczył go jednak sztuki przetrwania.

– Nie raz zdarzało się, że spał po kilka dni w lesie mając pod pachą jedynie dwa bochenki chleba – mówi pan Krzysztof. –Nie zdziwiłbym się jakby uciekł z tego więzienia…

Przez dłuższy czas znajdował schronienie w melinie kuzyna, Romualda P. i jego kolegi Roberta J. W zamian za stałą dostawę wódki. Poniżali go i znęcali się nad nim psychicznie, aż któregoś dnia zwyczajnie nie wytrzymał…

Dom nie oferował nic poza dachem nad głową. Jego lokatorzy topiący życie w alkoholu sprzedali nawet grzejniki, by mieć za co się urżnąć. Zarośnięty chwastami na balkonach i zadaszeniu straszy teraz powybijanymi szybami, stosami porozrzucanych po podwórku, obgryzionych przez agresywne psy kośćmi.

– Dwa dni przed tą tragedią wołał po ludziach, że połowę wsi wyrżnie w pień – mówi szwagier ofiary, który ukrywa nazwisko pod pseudonimem „Małpa”.

Z równowagi wytrącały go nawet drobiazgi. Podczas jednej z wiejskich dyskotek wpadł na nią rozwścieczony głośną muzyką i wbił siekierę w stół, przy którym siedzieli ludzie.

Gdy w Rogówku ktoś nie żył w zgodzie z Andrzejem P. musiał co rusz oglądać się za siebie. Sprzedawczyni miejscowego sklepu jest pewna, że kolejną ofiarą byłaby właśnie ona, choć nie chce zdradzić powodów…

– W imieniu wszystkich mieszkańców prosimy, aby ten człowiek już nigdy nie wyszedł na wolność – oświadcza pani Marzena.

Niespodziewany zwrot akcji
Zaraz po dokonaniu morderstwa ukrył się w Grębocinie, w domu swojej siostry Marii. Jednak 29 września o godzinie 7.00 mając we krwi jeszcze promil alkoholu Andrzej P, stawił się na Komisariacie Policji Toruń Rubinkowo i przyznał się do czynów, za które grozi mu teraz dożywocie. Obudziła się w nim resztka sumienia, w którą nie wierzył nikt…