Kulisy tragedii pod Toruniem. Przyjechał na grilla. Zginął w wodach Wisły

Mieszkaniec Łodzi w minioną sobotę wypoczywał z rodziną we Włęczu nad Wisłą. Wskoczył do rzeki, żeby się ochłodzić. Jego zimne ciało wyłowiono trzy dni później. (fot. Sławomir Kowalski)

We Włęczu nad brzegiem Wisły jest przepięknie. Wokół las, śpiewają ptaki, a gdy pachnie grill, do szczęścia brakuje tylko towarzystwa pięknej dziewczyny. Przy niskim stanie wody nurt wydaje się słaby, jakby wcale go nie było. Widać piaszczyste łachy i można pomyśleć, że dno nie jest zbyt głęboko. Ale to Wisła. Potężny żywioł, który życie odbiera w kilka chwil.


W pobliskim Osieku nad Wisłą ludzie od pokoleń wiedzą, że z Wisłą nie ma żartów. Im jest spokojniejsza, tym bardziej niebezpieczna. Im bard
ziej zachęca do kąpieli, tym mocniej trzeba się jej wystrzegać.


– Jak ktoś nurkował tylko w jeziorze albo na basenie, to o pływaniu w rzece nie ma pojęcia – mówią mieszkańcy
Osieka-Łęg
, którzy przyszli w minioną sobotę obserwować akcję poszukiwawczą strażaków. – Tu czasem nie trzeba skurczu, żeby człowiek poszedł na dno jak kamień. Wystarczy porządny wir i najlepszy pływak jest bez szans.


25-latek z Łodzi nad Wisłą się nie wychował. Przyjechał tu tylko wypocząć. Wraz z ojcem i mieszkającą niedaleko rodziną w sobotę rozpalił nad brzegiem grilla.


– Podobno mu mówili, żeby nie skakał do wody – dodają strażacy z OSP w Osieku nad Wisłą, którzy rozpoczęli akcję ratowniczą. – Rodzinę miał stąd, więc wiedzieli, że przy brzegach zdarzają się cofki i wiry. Jakby czuli
, że zaraz będzie nieszczęście…


25-latek przestróg nie posłuchał. Po godz. 14 wskoczył i prawie natychmiast zaczął machać rękoma, a jego głowa raz po raz znikała pod wodą. Na pomoc młodemu mężczyźnie natychmiast rzucił się jego ojciec. Zanim jednak zdoła
ł dopłynąć do syna, było już za późno.

Wezwani na miejsce strażacy natychmiast ruszyli do akcji poszukiwawczej. Płetwonurkowie rozpoczęli przeszukiwanie dna i przybrzeżnych zarośli.


– W takich chwilach ciężko jest rodzinie powiedzieć, żeby nie robiła sobie
nadziei – dodają strażacy z OSP w Osieku. – Każdy ma nadzieję, że stanie się cud, ale Wisła pamięta tylko jeden cud. Ten pod Warszawą…


Doświadczeni poszukiwacze wiślanych topielców wiedzą, co rzeka robi ze zwłokami. Jeśli człowiek zaczepi się ubraniem o z
alegający na dnie konar, może zostać uwięziony na dnie na bardzo długo. Panuje też wśród strażaków opinia, że jeśli ciała nie uda się odnaleźć w ciągu pięciu, sześciu dni, należy się spodziewać, że wypłynie dopiero za kilka miesięcy w okolicach Solca Kujawskiego na zakręcie Wisły.


– We wtorek w okolicach miejsca, gdzie doszło do zdarzenia, odnaleziono ciało – mówi Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Toruniu. – Nie jesteśmy w stanie w stu procentach stwierdzić, czy wyłowione zwłoki
należały do zaginionego w sobotę mężczyzny, choć wydaje się to prawdopodobne. W sprawie trwają obecnie czynności wyjaśniające.


Zdaniem świadków 25-latek z Łodzi mógł być w dniu tragedii pod wpływem alkoholu.


– Nie mogę potwierdzić tej informacji, ponieważ
nie dysponujemy w tym momencie wynikami badań – dodaje Wioletta Dąbrowska z toruńskiej policji. – Jeśli tak było, to niech to będzie przestroga dla innych, aby pod wpływem alkoholu pod żadnym pozorem nie kąpać się.


Dzień po odnalezieniu zwłok 25-latka z Ł
odzi nad brzegiem Wisły znów czuć zapach grilla. Ktoś kąpie się w Wiśle, słychać radosne okrzyki.