Lubicka „Żelazna para”

Małżeństwo ze Złotori świętowało 65-lecie małżeństwa (Fot. Łukasz Piecyk)

Były gratulacje, kwiaty i życzenia– państwo Anusiakowie 27 września obchodzili Żelazne Gody. Z tej okazji w domu odwiedził ich wójt gminy Marek Olszewski oraz przewodnicząca rady gminy Hanna Anzel. Przy wspaniałym torcie była także okazja do wspomnień.

Oboje pochodzą ze Złotori. Tu się wychowali, kształcili i właśnie w tej małej wiosce nieopodal Torunia po raz pierwszy spojrzeli sobie w oczy. Piękna dziewczyna miała wielu adoratorów. Gospodarzy jednak nie chciała.

– Wiedziałam, że nie dam rady ciężko pracować, a właśnie taka wtedy była praca w gospodarstwie – wspomina Halina Anusiak. – Wychodzić za kogoś za mąż i go zawieść? A do ślubu mi się nie spieszyło. Pewnego dnia w progu stanął Kaziu. Na ślubnym kobiercu stanęłam przy nim w 1952 roku.

W sobotę przysięgę złożyli w istniejącym jeszcze w Złotori Urzędzie Stanu Cywilnego, w niedzielę – ona w białej sukni, on w czarnym garniturze – ślubowali miłość, wierność i uczciwość małżeńską w kościele.

Już rok później na świat przyszedł ich pierwszy syn. Następnie urodziły się dwie córki. Małżeństwo przeprowadziło się do Torunia, gdzie pan Kazimierz podjął pracę i opiekował się chorującą żoną.

– Dziś jest odwrotnie – śmieje się córka Anna. – To mama, która wszędzie pędzi jak wiatr, opiekuje się tatą. Widać, że się bardzo mocno kochają.

Ona miłością obdarzyła również ogród – ten w Toruniu, który doglądała, gdy mieszkali w kamienicy na Bydgoskim Przedmieściu oraz obecny w Złotori. Mężowi towarzyszyła podczas jego pasji – wędkarstwa.

– Gdy mama wyławiała więcej, niż tata, bardzo się denerwował – śmieje się córka Barbara. – Absorbowała go do zakładania na haczyk robaków, a gdy już zanurzyła spławik, od razu wyciągała rybę,

Pięknych wspomnień państwo Anusiakowie mają wiele. Dziś, mieszkając w Złotori, tworzą je obecne przy nich dzieci. Pochwalić się mogą jedenaściorgiem wnuków i dziesięciorgiem prawnuków, którzy zawsze o dziadkach pamiętają.

– Kiedy przybiegają do nas prawnuczki, od razu lecą do dziadka – dodaje Halina Anusiak. – Ściągają buty i wskakują na jego łóżko. I na wszystko im pozwala. Maluchy i te starsze są naprawdę kochani. I znam wszystkie imiona, które bez wahania mogę wymienić nawet w środku nocy.

Pan Kazimierz zaskakuje zaś ciągłym uśmiechem i żartem.

– Czy się kłócimy? Bicie jest! – śmieje się dziewięćdziesięciolatek. – Kochamy się tak, jak sprzed 65-laty.

I potwierdzają to córki. Na „dzień dobry” ich rodzice czule dadzą sobie buziaka, na „dobranoc” się przytulą.

– Rozmawiają ze sobą zdrobnieniami – dodają córki. – Tata jest pieszczoch, zawsze radosny. I gdy tak na nich patrzymy, widzimy w nich szczerość. Najpiękniejszą prawdę, którą można sobie tylko wymarzyć.