Maciej Kot: Priorytetem jest konkurs drużynowy

Z Maciejem Kotem o rajdach samochodowych, planach na przyszłość, Igrzyskach Olimpijskich w 2014 roku i Pucharze Świata w Zakopanem rozmawia Marcin Lewicki.

Podobno jest Pan fanem rajdów samochodowych?
Zdecydowanie tak. Jestem wielkim pasjonatem motoryzacji, uważam samochody za swoje hobby, któremu poświęcam dużo czasu. Bardzo lubię oglądać zarówno wyścigi Formuły 1 jak i zmagania w terenie.

Myśli Pan, żeby iść w ślady Adama Małysza?
Po zakończeniu kariery skoczka narciarskiego bardzo chciałbym rozpocząć rywalizację w sportach motoryzacyjnych. W przeciwieństwie do Adama bardziej widzę siebie za kierownicą bolidu F1 niż na ciężkich trasach Rajdu Dakar.

Póki co jednak sezon skoków narciarskich trwa w pełni. Przed nami kolejne konkursy Pucharu Świata a wielkimi krokami zbliżają się Mistrzostwa Świata w Val di Fiemme. Jakie cele stawia Pan sobie na największą imprezą narciarską roku?
Priorytetem jest konkurs drużynowy. W ostatnich zawodach pokazywaliśmy, że jako drużyna jesteśmy bardzo mocni. Nie ukrywam, że celujemy w medal. Oczywiście specyfika rywalizacji drużynowej polega na tym, że wszyscy musimy skakać na wysokim poziomie, ale dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że stać nas na sukces. Inną sprawą jest rywalizacja indywidualna – moim celem jest czołowa dziesiątka zawodów, zarówno na skoczni średniej jak i dużej. Szczególnie duże nadzieję, wiąże z średnim obiektem, gdyż moim zdaniem mam tam większe szanse na sukces.

W przyszłym roku czekają nas również Igrzyska Olimpijskie…
Jest to nasz cel główny, nadrzędny. Oczywiście nikt w trakcie bieżącego sezonu nie myśli o rywalizacji w Soczi, ale w przygotowaniach przedsezonowych temat Igrzysk pojawiał się wielokrotnie. Ogólny trening fizyczny odbywamy zdecydowanie pod kątem olimpiady. Myślimy już nad przygotowaniem reżimu treningowego na nadchodzące lato, więc możemy być dobrej myśli.

Na treningach używa Pan innych strojów niż na konkursach. Takie zmiany pomagają w przygotowaniach do zawodów?
Niestety, częste zmiany kombinezonów nie pomagają a wręcz przeszkadzają w przygotowaniach, ze względu na to, że w każdym stroju jest inne czucie powietrza. Rotacja kombinezonów spowodowana jest oszczędnością, gdyż w ich przypadku odstajemy od reszty świata, nie mamy tego sprzętu dużo. Musimy bardzo uważać, bo nie wszystkie nasze stroje są dobrej, jakości więc jak trafimy na ten „jedyny” staramy się go oszczędzać.

Nie oszczędzaliście się jednak w czasie polskich zawodów. Jak oceni Pan atmosferę tegorocznych konkursów Pucharu Świata w Zakopanem?
Piątkowe, drużynowe zawody nie przyciągnęły na skocznię kompletu publiczności i byłem zawiedziony. Bardzo miłym zaskoczeniem był jednak konkurs sobotni, który skompletował publiczność. Jestem zdania, że ludzie, którzy przychodzą na skocznie to najlepsi kibice na świecie i potrafią stworzyć niepowtarzalną atmosferę. Bardzo fajne jest to, że wielu kibiców traktuje wyjazd do Zakopanego jak tradycję. Pamiętam oczywiście czasy Adama Małysza, kiedy ludzie walczyli o bilety a jego sukcesy łączyły cały naród. Muszę jednak zaznaczyć, że organizacja Pucharu Świata w Zakopanem jest coraz lepsza a my – skoczkowie – mamy nadzieję, że dostosujemy się do poziomu naszych fantastycznych fanów.