Mamed Khalidov: Wszyscy wierzymy w jednego Boga

O religii, rodzinie, przyszłości w UFC i granicy brutalności w sportach walki, z Mamedem Khalidovem, najlepszym polskim zawodnikiem MMA, rozmawia Tomasz WięcławskiWalkę z Malvinem Manhoefem traktujesz jako największe wyzwanie w swojej karierze? Przymiarek do zakontraktowania tego pojedynku było kilka. W końcu się udało.
Każdą kolejną walkę traktuję jako najważniejszą. Zawszę chcę wygrywać. Wyzwanie jest duże, bo to bardzo dobry zawodnik. Cieszę się, że mierzę się z przeciwnikami, którzy mają nieprzeciętne umiejętności. To motywuje do pracy. Jeżeli Bóg pozwoli, to znów zejdę z ringu jako zwycięzca.

Często zdarza się tak, że przed galą zmienia się przeciwnik. To kontuzjogenny sport. Łatwo jest się przestawić z jednego rywala na drugiego?
Cykl treningowy wygląda tak, że na początku „robimy” siłę i wytrzymałość. Przychodzi jednak taki moment, że trzeba przygotować taktykę pod kątem umiejętności danego rywala. Każdy wywodzi się z innego stylu. Trzeba dokładnie poznać mocne i słabe strony konkurenta, aby nie dać się zaskoczyć. Zmiany rywali oczywiście tego nie ułatwiają, ale jakoś trzeba sobie radzić.

Czujesz strach przed wyjściem na ring?
Nie może być o tym mowy. Jeżeli bym się bał, nie miałoby to sensu. Po co miałbym w takim wypadku się bić? Obawy dotyczą tylko tego, żeby nie popełnić jakiegoś błędu. Adrenalina jest w tym wszystkim niezwykle pociągająca. Dreszczyk sprawia, że chce się toczyć kolejne boje. Przed walką jestem bardzo skupiony. Mam też w sobie sporo pokory. Trzeba szanować swoich przeciwników.

MMA jest coraz popularniejsze w naszym kraju. Czy ten sport jest brutalny?
Można odwrócić pytanie i zastanowić się, gdzie jest ta brutalność? W którym miejscu należy wyznaczyć w sporcie jej granice. To prawda, w MMA jest znacznie szerszy wachlarz technik, których można użyć. To nie karate, ani nie boks. Tutaj pomieszane są różne style. Ten sport walki ma jednak określone zasady, a na ringu czy w klatce oprócz zawodników jest sędzia. Nie ma więc mowy o brutalności.

Czytaj: Spełniliśmy marzenie Damiana Kwarcianego. Spotkał się z Mamedem Khalidovem

Czemu Polacy zakochali się w tej formule? Do niedawna nie były to walki szczególnie znane szerszej publiczności.
Na całym świecie ta dyscyplina jest dość młoda. Jej popularność sięga maksymalnie 15-20 lat. Dużym zainteresowaniem cieszy się w Rosji, Japonii i coraz większej części świata. Trudno mi określić, co przyciąga ludzi na hale czy przed telewizory. Wydaje mi się, że tym co może powodować rosnącą popularność, jest fakt, że starcia są najbardziej zbliżone do realnej walki. Pojedynki są również bardzo widowiskowe, co ma ogromne znaczenie dla popularyzacji MMA. Większe zainteresowanie sprawia, że poziom jest również coraz wyższy.

Co z UFC? Dużo się o tym mówiło, a teraz temat ucichł.
Jestem zawodnikiem związanym z KSW. W tym momencie realniejsze od UFC jest KFC (śmiech).

W Olsztynie funkcjonuje twój klub szkolący kolejnych adeptów mieszanych sztuk walki. Prężnie działasz na tym polu.
Ciężko pracują moi trenerzy. Klub się rozwija. Młodzież garnie się do tego sportu. Coraz więcej osób do nas przychodzi. Ja działam na wielu polach. Mam swój napój energetyczny, wiele pomysłów i swoich biznesów. Na pewno się nie nudzę. Mam co robić poza walkami.

Wydajesz się człowiekiem niezwykle rodzinnym. To najbliżsi są na pierwszym miejscu?
Liczy się Bóg i rodzina, później jest cała reszta.

W Polsce z dystansem traktuje się muzułmanów. Ciebie Polacy jednak zaakceptowali.
Wszyscy wierzymy w jednego Boga, bez względu na to czy ktoś jest chrześcijaninem, muzułmaninem czy Żydem. Ja w ten sposób nie dzielę ludzi.

Nie spotkałeś się w naszym kraju z wrogością związana z wyznawaną przez ciebie religią?
Nigdy. Bóg stworzył nas wszystkich. Jesteśmy braćmi i siostrami. Pochodzimy od jednego człowieka, Adama, którego powołał do życia Bóg. Nie widzę absolutnie problemu, który mógłby się wiązać z wyznawaniem danej religii. To jest poza mną.