Martin Vaculik: Każdy musi być liderem

O pierwszych treningach w Get Well Toruń, celach na sezon, odczuciach po wypadku Darcy`ego Warda oraz o słowackim żużlu – z Martinem Vaculikiem – rozmawiał Karol Żebrowski.

– Za Tobą pierwsze treningi na Motoarenie w nowych barwach. Jakie są Twoje odczucia?

– Bardzo dobre. Tor na Motoarenie jest bardzo specyficzny. Trzeba na nim bardzo dużo jeździć, aby się wczuć w niego. Ja po każdym kółku czuję się coraz lepiej. Kiedy pojawiłem się na stadionie po raz pierwszy w roku 2010, to poczułem się, jakbym był na Camp Nou (piłkarski stadion Barcelony – przyp. red.). Zawsze byłem bardzo podekscytowany, jeżdżąc tutaj. Chciałbym też pochwalić wszystkich pracowników klubu, od toromistrzów po trenerów i osoby zarządzające, którzy stworzyli nam wspaniałe warunki do treningów. Dla mnie jest to bardzo ważne, widzieć od samego początku, że wszystko tutaj funkcjonuje na najwyższym poziomie.

– Z każdym z nowych kolegów udało Ci się poznać?

– My nie musimy się poznawać. Z Gregiem i Kacprem jeździliśmy już wcześniej w jednych barwach, a pozostałych żużlowców również znam z różnych zawodów. Jednym z motywów mojego przyjścia tutaj był fakt, iż nasza kadra będzie mieszanką dobrze znających się kolegów, a taki teamspirit ma duży wpływ na osiąganie zadowalających wyników.

– Obserwując Twoje profile społecznościowe, dało się zauważyć, że jeszcze na długo przed przyjazdem do Torunia już przygotowywałeś się do sezonu.

– Tak naprawdę to trenuję cały rok. W czasie przerwy między sezonami staram się biegać lub uprawiać inne sporty. Taki aktywny tryb życia bardzo mnie napędza. Długo czekałem, kiedy będę mógł już tutaj pojeździć. Przed rozpoczęciem zeszłego sezonu czułem się mocny i tak jest i teraz.

– Do Torunia przychodzisz jako brązowy medalista mistrzostw Polski. Medal zdobyłeś właśnie na Motoarenie. Dlaczego po sześciu latach zdecydowałeś się opuścić Unię Tarnów?

– To była ciężko decyzja. Tarnów wspominam najlepiej jak potrafię, bez wątpienia przez ten czas to był mój drugi dom. Nie rozważałbym tej decyzji w perspektywie czyjejś winy. Po prostu jestem młodym zawodnikiem, chcę ciągle się rozwijać, a dodatkowo mam bardzo duże ambicje. Po rozmowach z włodarzami z Torunia zauważyłem, że spotkam tutaj osoby z podobnymi celami do moich. Jestem człowiekiem, który chce otaczać się właśnie takimi ludźmi. Kiedy teraz widzę, tutaj na miejscu, jak klub funkcjonuje, to jestem pewien, że dobrze wybrałem i jestem dumny, że mogę być częścią takiej drużyny.

– Tym celem jest złoty medal PGE Ekstraligi?

– Chcemy na pewno pojechać najlepiej jak potrafimy. W każdym meczu będziemy dążyć do odniesienia zwycięstwa. Mamy fantastycznych zawodników, którzy są czołówką światowego żużla. Jeżeli każdy z nas da z siebie więcej niż sto procent, to powinno być dobrze.

– W ubiegłym sezonie piętą achillesową dla toruńskiego zespołu była postawa liderów. Teraz największe oczekiwania będą kierowane wobec Ciebie i Grega Hancocka.

– Nie wiem, czy będę liderem, wiceliderem czy jeszcze kimś innym. Chcę dać z siebie wszystko, być mocnym punktem drużyny i dorzucać ważne punkty. Moim zdaniem, aby osiągnąć satysfakcjonujący wynik, każda osoba z naszego składu musi być liderem i takie jest moje marzenie.

– Po raz pierwszy oficjalnie jako zawodnik Get Well Toruń wystąpisz podczas Meczu Charytatywnego dla Darcy`ego. Pamiętasz swoje odczucia, kiedy dowiedziałeś się o jego wypadku?

– Szczerze mówiąc, to po prostu się rozpłakałem. Dla mnie jest to geniusz żużla, nie wiem, czy znajdzie się jeszcze jakiś zawodnik, który w tak młodym wieku tak dobrze czuł jazdę na motorze. Przez kilka pierwszych dni po wypadku nie mogłem tego zaakceptować, z czasem to powoli do mnie dotarło.

– Nie myślisz czasami o tym, siadając na motor?

– Myślę, że jeżeli tak by było, to musiałbym sobie dać spokój z żużlem. Jeżeli człowiek myśli, że coś mu się zdarzy, to prędzej czy później właśnie tak będzie. Ja o tym nie myślę.

– Kilka dni po Meczu wystąpisz, również na Motoarenie, w pierwszej odsłonie Speedway Best Pairs. Prędzej nie miałeś takiej okazji, gdyż w tych zawodach występowały reprezentacje, a nie drużyny fabryczne, jak ma to miejsce teraz. Jak aktualnie wygląda sytuacja słowackiego żużla?

– Jest zdecydowanie lepiej niż w ubiegłych latach. W Žarnovicy powstał nowy klub, w którym trenuje pięciu lub sześciu zawodników z licencją uprawniającą do występów na arenie międzynarodowej. Potrzeba jeszcze trochę czasu, ale bardzo się cieszę, że nie jestem już sam i będę bardzo kibicował, aby na Słowacji powstawało coraz więcej klubów i stadionów żużlowych. Poniesienie flagi słowackiej podczas Drużynowych Mistrzostw Świata to kolejne z moich marzeń.

– Sezon ligowy rozpoczynacie 10 kwietnia wyjazdowym spotkaniem przeciwko beniaminkowi z Rybnika. Patrząc na składy obu drużyn, nie powinniście mieć problemu z osiągnięciem dobrego rezultatu.

– Uważam, że mamy takie same szanse. Teraz patrząc na tabele, każda drużyna ma zero punktów, czyli stoimy na tym samym poziomie. Pojedziemy tam i damy z siebie wszystko, a zobaczymy, co to nam przyniesie.