Mennonici wracają nad Wisłę

W Olęderskim Parku Etnograficznym w Wielkiej Nieszawce ostatnie dachy kryją słomą. Ciesielskiej ekipie robota pali się w rękach. Jedyny taki skansen w Polsce zaprosi zwiedzających już wiosną.

To oni zajęli się zagospodarowaniem brzegów Królowej Wisły, ucywilizowaniem jej na odcinku od Żuław po Mazowsze. Niewielka grupa wyznaniowa pochodząca z Holandii, spece o takim wyczuciu rzeki, że współcześni hydrolodzy wiele mogliby się od nich nauczyć. Byli rolnikami ściśle współpracującymi z wylewającą regularnie Wisłą, osuszali tereny dotąd niedostępne. Dziś coraz bardziej się nimi interesujemy. Mennonici wracają.

– Budownictwo olęderskie, które zaprezentujemy w powstającym właśnie skansenie, nie oznacza, że zamieszkiwali je wyłącznie mennonici – zaznacza Ewa Tyczyńska, kierownik działu architektury Muzeum Etnograficznego w Toruniu. – W domach olęderskich mieszkali też Polacy, także katolicy. Ale ten typ zabudowy faktycznie od mennonitów się wywodzi.

Park w Wielkiej Nieszawce powstawać zaczął w 2012 roku. Od tego czasu udało się sprowadzić tu trzy olęderskie domy mieszkalne i kilka budynków gospodarczych.

Za klasyka może uchodzić dom z Niedźwiedzia w gminie Świecie. Tu też stoi na terpie, czyli sztucznym nasypie, chroniącym przed mniejszą powodzią. Ustawiony jest stroną mieszkalną w kierunku rzeki. W tym przypadku w stronę wału przeciwpowodziowego.

– Chodziło o to, by w przypadku wielkiej powodzi, gdy rodzina ewakuuje się łódkami, woda przepływała przez pomieszczenia w odpowiedniej kolejności – tłumaczy Ewa Tyczyńska. – Najpierw przelewała się przez część mieszkalną, w tym przypadku dwa pokoje, potem kuchnię, dalej oborę, a ostatecznie przez stodołę.

Logiczne – chodziło o to, by woda, wypłukując nieczystości z obejścia, nie naniosła… łajna do salonu. Dom z Niedźwiedzia pochodzi z końcówki XVIII wieku. Starszy od niego jest dom z podcieniem, pochodzący z Kaniczek pod Kwidzynem. Wybudowano go w 1757 roku. Muzealnicy poznali szczegóły jego wystroju jeszcze w latach dwudziestych tamtego wieku.

– Odwiedziła nas wnuczka pani Becher, dawnej właścicielki, mennonitki – dodaje Ewa Tyczyńska. – Wiemy nawet, gdzie był kącik melomana i stał radioodbiornik Philips. Najbardziej cieszy nas odkrycie tapety wyprodukowanej w 1910 roku. Jest niebieska. A niebieski i zielony to olęderskie kolory.

W tym przypadku stodoła nie była integralną częścią domu. Muzealnicy, aranżując tę zagrodę, wykorzystali stodołę z Wielkiego Wełcza pod Grudziądzem. Całość uzupełniono spichlerzem z Wielkiego Zajączkowa i domkiem dla robotników z Mątowskich Pastwisk.

Najnowszy jest dom, w którym będzie w przyszłości mieścić się kasa i część administracyjna skansenu. Dom ten pozyskano z Gutowa w gminie Zławieś Wielka. Tu najciekawsze są wymalowane starannie pod sufitem cytaty z Biblii. Dom pochodzi z XIX wieku.

– Przy takiej pracy najważniejsi są fachowcy – dodaje Ewa Tyczyńska. – Mamy mistrzów. To załoga Józefa Stasiaka z Podsarnia koło Rabki. Rozebrać chałupę delikatnie, złożyć ją, uzupełnić zniszczone belki – potrafią naprawdę nieliczni.

Nawet z terenu pobliskiego cmentarza menonickiego na górce nie widać dziś Wisły. Zasłania go wał przeciwpowodziowy. Ale to właśnie z tej strony można w przyszłości oczekiwać wielu zwiedzających. Ludzie Wisły, coraz częściej i liczniej nią pływający, już dziś o skansen w Wielkiej Nieszawce pytają. Warto pomyśleć o nabrzeżnym znaku, informującym wodniaków o tutejszym parku. Zacumują i przyjdą. Bo wiele ich z mennonitami łączy.