Michał Kwiatkowski: Dzięki nim wsiadłem na rower

O presji wyników, startach w zawodowym peletonie, szansach w Tour de France i krótkiej dobie, z najlepszym polskim kolarzem zawodowym Michałem Kwiatkowskim rozmawia Tomasz Więcławski.

Przyjazd na imprezę kolarską do Łążyna pozwala odpocząć od codziennej presji? Kalendarz startów masz bowiem bardzo napięty w tym roku.

Nie wiem, czy tak to można nazwać (śmiech). Kosztuje mnie to trochę wysiłku, ale warto. Czuję satysfakcję, że mogę spotkać kibiców i dzieci, które stawiają swoje pierwsze kroki w kolarstwie. Nie jest to jednak typowy wypoczynek. Nie po to zakładałem jednak akademię Copernicus, żeby w niej aktywnie nie działać.

Całe kolarskie środowisko w Polsce spogląda w twoim kierunku. Jadąc na rowerze w największych wyścigach świata dźwigasz spory ciężar.
Presja jest duża, ale trudno, żeby jej nie było na tym poziomie. Robię jednak swoje i chce być coraz lepszy zawodnikiem. Przede mną dużo ciężkiej pracy. Same oczekiwania nie sprawią, że będę wygrywał ważne wyścigi. Idę do przodu.

Lata ciężkich treningów dają efekt. W takiej formie jak w tym sezonie jeszcze nigdy nie byłeś.
Złapałem wysoką dyspozycję. Tegoroczne rezultaty są moimi życiowymi osiągnięciami. Ściganie się w zawodowym peletonie nie jest łatwe. Progres jest widoczny, więc trzeba się z tego cieszyć.

Który rezultat uważasz za najcenniejszy? Zwycięstwo etapowe w wyścigu World Touru jest wisienką na torcie?
To kropka nad „i”. Pierwsze zwycięstwo w „generalce” wyścigu etapowego w zawodowym peletonie w Volta ao Algarve, gdzie wyprzedziłem Alberto Contadora, było dla mnie bardzo ważne. Cenię sobie również pierwsze miejsce w klasyku Strade Bianche. To było niezwykłe przeżycie. Staram się zbierać doświadczenie i wyciągać wnioski z każdego sukcesu i porażki. Obecny sezon dobrze się układa, więc mam nadzieję, że tak będzie nadal.

Jazda w górach wymaga największej poprawy. Nie jesteś klasycznym „góralem”, ale są jeszcze rezerwy w tym elemencie kolarskiego rzemiosła?
Dużo pracy przede mną. Jedni pracują nad jazdą na czas inni nad coraz lepszą dyspozycjach na etapach wysokogórskich. Progres jest jednak widoczny, a to doskonała motywacja do dalszego treningu. Przyjdzie czas, że będę mógł walczyć również na takich etapach, co znacznie zwiększy moje szanse na wysokie miejsca w klasyfikacji generalnej wieloetapowych tourów.

Tour de Francje jest momentem docelowym w tym roku? Jedenaste miejsce w „generalce” w poprzednim roku rozbudziło apetyty.
Stawiam sobie za cel bycie w jak najlepszej dyspozycji w tym wyścigu. Jako drużyna jedziemy tam przede wszystkim zwyciężać na poszczególnych etapach. Są na to szanse, jak ma się w składzie takiego zawodnika jak Mark Cavendish. Mam 24 lata i dopiero drugi raz wystartuję w „Wielkiej Pętli”. Muszę podejść do tego z pokorą i zbierać doświadczenie. Z dnia na dzień będziemy analizowali, jak układa się sytuacja i do niej dobierali strategię na kolejne etapy. Oczywiście, że miejsce na podium byłoby spełnieniem marzeń.

Strategia ma duże znaczenie w zawodowym kolarstwie?
Jest szerokie grono kolarzy, którzy przygotowują się do najważniejszych wyścigów. Każdy musi znać swoją rolę w zespole, bo bez tego trudno o sukces. Chcemy wrócić z Francji zadowoleni jako team. Poświęcamy wiele czasu na analizy przed startem i to procentuje na trasie. Klasyfikacji generalnej nie ułoży się jednak przed startem. Jakby tak było, ściganie się nie miałoby sensu.

Zobaczymy cię podczas wyścigów w naszym kraju?
Planuję pojawić się na starcie Tour de Pologne. Drugi etap startuje z Torunia, więc to dla mnie ważny moment.

Przygotowujesz się także do jesiennych mistrzostw świata?
Ten start jest za kilka miesięcy, więc nie ma co wybiegać tak daleko w przyszłość. Trasa odpowiada moim predyspozycjom. Jak będę w formie i zdrowy, to będę walczył do samego końca.

Masz czas na inne rzeczy niż jazda na rowerze? Nie da się ciągle myśleć i żyć tym samym.
Myślenie o presji i zwyciężaniu jest obciążające dla psychiki. Sama jazda na rowerze jest wspaniałą sprawą. Z wielką chęcią pokonuje kolejne kilometry na treningach. „Kręcenie” na świeżym powietrzu sprawia mi dużą frajdę. Cały czas.

A inne hobby?
Trudno wskazać jedną taką rzecz. Od czasu do czasu lubię zagrać na konsoli, ale nie miałem okazji robić tego od roku (śmiech). Nie zbieram znaczków, niczego innego też nie kolekcjonuje. Dobę mam coraz krótszą.

Polskie kolarstwo się rozwija? Parę lat temu liczyliśmy głównie na Sylwestra Szmyda. Obecnie biało-czerwonych akcentów w zawodowym peletonie jest więcej.
Sam zaczynając swoją karierę podziwiałem Sylwka. Młodzi adepci tej dyscypliny sportu muszą mieć na kim się wzorować. Nic tak nie nakręca koniunktury, jak sukces. Rafał Majka czy Przemek Niemiec osiągają dobre rezultaty, więc miejmy nadzieję, że kolarstwo w naszym kraju będzie się rozwijało. W tym celu założyłem też akademię.

Jesteś fanem i kibicem innych dyscyplin?
Chciałbym, ale nie jestem w stanie robić tego systematycznie.

Jakie cechy charakteru trzeba mieć, żeby osiągnąć sukces w kolarstwie?
Cierpliwość musi być po dwóch stronach – trenera i zawodnika. Niczego nie wypracuje się szybko. Sukces, nawet jak przychodzi, to szybko znika. Trzeba być systematycznym i wytrwałym w tym, co się robi.

Potrafisz wskazać osobę, której w swojej karierze zawdzięczasz najwięcej?
Długo musiałbym wymieniać. Tą pasją zaraził mnie brat Radosław i pierwszy trener – Wiesław Młodziankiewicz. Dzięki nim wsiadłem na rower. Rodzicom zawdzięczam również bardzo wiele. Czternaście lat ścigam się już na trasach i nie sposób wskazać każdego, kto mi pomógł. Wszystkim jestem jednak bardzo wdzięczny i staram się opłacać im tak, jak najlepiej potrafię – wygrywając.