Mieszkaniec Chełmży złożył doniesienie w sprawie przyjęcia korzyści majątkowej przez urzędnika

Bronisław Kalbarczyk wypowiada wojnę urzędnikom. Jak sam mówi, wiara w ludzkie słowa doprowadziła go do biedy i utraty zdrowia. Teraz chce udowodnić swoje racje przed wymiarem sprawiedliwości. Mieszkaniec Chełmży kilka lat temu prowadził dla uczniów praktyki w swoim warsztacie samochodowym. Zajęcia sfinansować miał Urząd Miasta. Według Bronisława Kalbarczyka Krystyna Lulka, skarbniczka miasta, nie chciała wypłacić mu gotówki.

– Zarobione pieniądze miały zostać przekazane na spłatę mojego zaległego podatku – relacjonuje mechanik. – Potrzebowałem ich realnie, więc uprosiłem o ich wypłacenie, zostawiając w kopercie część z nich dla skarbnik.

W tej sprawie prokuratura rejonowa Toruń Wschód wszczęła śledztwo.

Umowa na gębę
Donos Bronisława Kalbarczyka to pokłosie historii, która swój początek ma we wczesnych latach 90. Na początku tamtej dekady kupił obecną restaurację Mistral. Rekultywował także plażę, nawożąc na nią 50 wywrotek żwiru. Aby rozszerzyć działalność, od miasta miał także dzierżawić plac między restauracją a ulicą Tumską.

– To był czas, gdy Lech Wałęsa mówił, aby brać wszystko w swoje ręce i działać – wspomina Bronisław Kalbarczyk.

Do umowy z magistratem nie doszło, bo na tym terenie znajdował się kiosk, którego właściciel nie chciał pójść na ugodę, aby umożliwić dzierżawę. Bronisław Kalbarczyk w końcem 1992 roku sprzedał swój lokal. Z jego relacji wynika, że zawarł ustną umowę z nieżyjącym już przewodniczącym Rady Miasta Chełmża Adamem Głębockim. Zgodnie z nią gdyby nie doszło do wspomnianej dzierżawy, mieszkaniec Chełmży miał dostać rekompensatę za nawieziony żwir w formie anulowania podatku od prowadzenia warsztatu samochodowego. Rozmowy o tym układzie potwierdza ówczesny burmistrz miasta, Jan Krajewski.

Urząd: Chcieliśmy pomóc
– Była o tym mowa, ale nikt z nas nie był instytucją, która mogłaby coś takiego zagwarantować – wyjaśnia Jan Krajewski.

Bronisław Kalbarczyk uznał te słowa za wiążące i podatku nie płacił. Problem zaczął się, gdy pod koniec lat 90. jego dom oraz warsztat został wpisany na hipotekę przez podatkowe zaległości. Wtedy zaczęły się kłopoty finansowe i zdrowotne. Gdy przyznano mu emeryturę, komornik zaczął ściągać z jego świadczenia pieniądze na poczet niezapłaconych podatków.

– W tym momencie skończyła mi się cierpliwość – tłumaczy mieszkaniec Chełmży. – Poszedłem z tym do sądu, ale prokuratura odrzuciła mój wniosek.

Urząd Miasta także nie zgodził się na umorzenie na warunkach Bronisława Kalbarczyka.

– Proponowaliśmy już wcześniej przykładowo rozłożenie podatku na raty – mówi Jerzy Czerwiński, burmistrz miasta. – Jestem odpowiedzialny za budżet miasta i jego jak najlepszą kondycję, więc nie mogę najzwyczajniej odroczyć tego podatku. Nie ma podstawy prawnej, która by mi na to pozwoliła.

Poparte prawem tłumaczenia Urzędu Miasta nie wystarczają Bronisławowi Kalbarczykowi. Sprawę zgłosił do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Ta instytucja odesłała wniosek o umorzenie podatku ponownie do rozpatrzenia przez Urząd Miasta.

Finał na wokandzie?
O sprawie hipoteki i ustnej umowy powiadomił także prokuraturę. Ten wniosek został odrzucony. W toku natomiast pozostaje prokuratorskie śledztwo w sprawie przyjęcia korzyści majątkowej.

– Z uwagi na dobro śledztwa nie jest możliwe na obecnym etapie poinformowanie o dokonanych ustaleniach, ani podjętych działaniach – wyjaśnia Maciej Rybszleger, prokurator rejonowy.

Urząd Miasta do sprawy podchodzi spokojnie.

– Jestem na 99% pewny, że prokuratura umorzy postępowanie – uspokaja Janusz Wilczyński, sekretarz miasta. – Prowadzący sprawę są zobowiązani do działania, gdyż prokuratura musi reagować na każdy sygnał. W naszej ocenie skończy się to pomyślnie dla pracownika urzędu.

Sama zainteresowana nie chciała z nami rozmawiać.