Mieszkanka Lubicza pokonała chorobę, dziś rozwija swoją wielką pasję

Fot. Łukasz Piecyk

W małej miejscowości dziewczyna z łysą głową przyciągała wiele spojrzeń. Walkę z nowotworem wygrała i, jak podkreśla, rozpoczęła nowe życie – to nudne zostawiła za sobą. Teraz obserwuje świat przez obiektyw aparatu. Żyje miłością i uwiecznia każdą chwilę spędzoną na żużlowych stadionach.

Diagnoza była wyrokiem – nowotwór złośliwy kości udowej. Dominika Lipińska miała czternaście lat, gdy rozpoczęła najważniejszą walkę w swoim życiu. Wygrała dzięki wierze w to, że wszystko będzie dobrze. Gdy wszyscy w koło się załamali, to ona była dla nich wsparciem.

– Pierwszym symptomem choroby było pobolewające kolano – wspomina siedemnastolatka. – Po badaniach wszystko poszło lawinowo. Trafiłam do Warszawy, gdzie przypuszczenia lekarzy ostatecznie potwierdziła biopsja. Jedno zdanie – kostniakomięsak kości udowej prawej z przerzutami do płuc – w pierwszym momencie zburzyło cały mój świat.

Czas spędzony w szpitalu zaowocował w wiele znajomości i wydarzeń. Dzięki Fundacji Spełnionych Marzeń wzięła udział w prestiżowym pokazie mody, zorganizowanym w Pałacu Kultury i Nauki. Specjalnie na tę okazję sama mogła zaprojektować swoją sukienkę. Miała również okazję uczestniczyć w OnkoOlimpiadzie, gdzie zdobyła srebrny i złoty medal w tenisie stołowym. Te radosne wydarzenia były przykryciem ciężkich chwil, zarówno dla niej, przyjaciół dziewczyny, jak i rodziców, którzy nie odpuszczali jej nawet na chwilę.

– Żyłam z dnia na dzień, na upust emocjom pozwalałam sobie dopiero w domu – wspomina Marta Lipińska, mama nastolatki. – Pamiętam, jak myłam okna i zwyczajnie płakałam. Córka kryzys miała dopiero w chwili operacji na płuco. To, co było w tym wszystkim piękne to pojawienie się w trakcie choroby w życiu Dominiki wielu naprawdę wspaniałych ludzi.

Wśród nich znalazł się żużlowiec Robert Kościecha, którego spotkała podczas zorganizowanego dla niej turnieju zumby w Toruniu. Sportowiec ofiarował Dominice swój kask. Później zadzwonił i powiedział, że zorganizuje zbiórkę środków na rehabilitację. Kontakt z nastolatką utrzymuje do dziś, wspierając jej wielką „czarną” pasję, którą sam ją zaraził.

– Dominika jest niezwykle ambitna i bardzo silna – podkreśla Robert Kościecha. – Jest rówieśniczką mojego syna, dzięki temu miałem okazję ją lepiej poznać, a później pomóc. Chęć walki z chorobą rozpalała się w niej z każdym dniem. Cieszę się, że w tłumie kibiców mogę zobaczyć tę cały czas uśmiechniętą blondynę z aparatem.

Mimo endoprotezy kości udowej stara się żyć jakby jej nie było. Jedyne ograniczenie jakie odczuwa przy wykonywaniu fotografii jest takie, że nie ma pełnego zgięcia w kolanie, co za tym idzie nie może kucać, aby wykonać zdjęcie z innej perspektywy. Nie może spełnić kilku swoich marzeń, lecz już się z tym pogodziła i przyjęła z uśmiechem. Jednym z nich był MotoCross lub pit bike, dlatego też rekompensując sobie niemoc w aktywnym uczestniczeniu, bierze udział w zawodach jako fotograf.

Wizjer stał się jej oknem na świat. Obecnie siedemnastolatka kształci się w technikum na kierunku fototechnik. Największym obiektem jej zainteresowania jest żużel i, jak podkreśla jej mama, nie zna osoby, która na swoim komputerze miałaby tyle zdjęć z czarnego sportu. Wykonuje je w różnych miastach w Polsce, głównie na zawodach juniorskich.

– Mam przyjemność współpracować z moim przyjacielem Marcinem Turowskim, oraz kilkoma innymi zawodnikami. Daje mi to wiele motywacji. Każde pozytywne słowo lub propozycja współpracy jest wspaniałym uczuciem, które daje siłę do działania dalej i nie poddawania się w tym, co robię. Moim marzeniem związanym z fotografią sportową jest móc w przyszłości zająć się nią zawodowo, aby była moją pracą, która daje wiele satysfakcji.

Mimo nowego życia nie zapomniała o chorobie. Na co dzień działa w kilku zaprzyjaźnionych fundacjach – Darcy’ego Warda oraz Herosi w Warszawie. Pomagać innym zaczęła jeszcze w gimnazjum, odwiedzając pacjentów hospicjum.

– Onkologicznie jest dobrze – mówi uśmiechnięta dziewczyna. – Ryzyko nawrotu choroby jest zawsze, jednak póki nic niepokojącego się nie dzieje, nie ma czym się stresować. Co trzy miesiące jeździmy na kontrole, by twardo móc stąpać po ziemi.

Po wyjściu ze szpitala jej życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. I ma z kim je dzielić. Na jednym z żużlowych treningów poznała pochodzącego z Gniezna Mateusza, który w świecie żużlowym jest mechanikiem.

– Poznaliśmy się na pierwszym sparingu Grudziądza w Toruniu, na przełomie marca i kwietnia – wspomina chłopak. – Nie patrzymy w przeszłość. Cieszymy się każdym dniem i podzielamy swoje pasje.

Dominika wciąż chodzi na rehabilitację. W chwilach zwątpienia wspiera ją sam Kościecha.

– Kiedy mam kryzys powtarza mi „wiesz ile ja ćwiczyłem?” – śmieje się nastolatka. – I wtedy wszystko jest jakieś takie… prostsze. Motywacja wtedy jest ogromna.

Choroba bez wątpienia ją zmieniła. Stała się odważniejsza, bardziej otwarta do ludzi. I jak sama podkreśla, w życiu najważniejsze jest pozytywne nastawienie – im więcej się uśmiechasz, tym lepiej się czujesz. A włosy? Przecież one odrosną.