Mirosław Graczyk: „Jak coś się zaczyna, to chciałoby się to skończyć”

Mirosław Graczyk, kandydat do rady powiatu toruńskiego, fot. Łukasz Piecyk

– Powód, dla którego kandyduję, jest prosty: jak coś się zaczyna, to chciałoby się to skończyć – mówi starosta toruński Mirosław Graczyk w rozmowie z Robertem Kamińskim.

Dlaczego zdecydował się pan kandydować na kolejną kadencję?

– W samorządzie powiatowym pracuję 20 lat, mam duże doświadczenie. Po drugie jako samorząd mamy szereg inwestycji przygotowanych do wykonania albo takich, które są w trakcie realizacji. Więc pewnie czuję tak jak każdy – że jak coś się zaczyna, to chciałoby się to skończyć.

Jeśli chodzi o oświatę w naszym powiecie, to z czego jest pan szczególnie zadowolony, jeśli chodzi o ostatnie lata?

– Z przygotowania bazy dla szkół. Środki unijne bardzo nam w tym względzie pomogły. Generalnie w ostatnim czasie koncentrujemy się na kształceniu zawodowym. Stąd powstają nowe kierunki kształcenia i nowe pracownie, dające możliwość kształcenia uczniów w nowych zawodach w Gronowie i Chełmży. Realizujemy trzy duże edukacyjne projekty unijne w tej kadencji: jeden już zakończyliśmy, dwa są w trakcie realizacji. I te właśnie chcielibyśmy w najbliższej perspektywie dokończyć.

A jak wygląda w ostatnich latach rozwój infrastruktury drogowej w powiecie?

– Pracujemy tu w dwóch obszarach: powiatowych dróg publicznych oraz tras rowerowych i tzw. ciągów pieszo-rowerowych. W przypadku dróg rowerowych mamy wynegocjowany pakiet, który jest w powiecie realizowany z perspektywy unijnej. Prowadzimy tu cztery zadania. Jedno już zostało zrealizowane, pozostałe trzy są na etapie wyboru wykonawcy. Będziemy oczywiście realizowali kolejne przetargi – to znów zadanie na kolejną kadencję. Jeśli chodzi o drogi publiczne, które były zaplanowane na obecną kadencję, to tu udało nam się zrealizować nasze zamierzenia z nawiązką. W tym roku wyremontowaliśmy trzy drogi, na które udało się nam pozyskać środki z Narodowego Programu Przebudowy Dróg Lokalnych. W tej kadencji wykonaliśmy w sumie 87 km dróg ze 198 km zrobionych dotąd od początku istnienia powiatu, czyli w czasie piątej kadencji wyremontowaliśmy 40 proc. z nich. Takie osiągnięcie to ewenement w skali kraju.

Czy nie uważa pan, że istnieje realne zagrożenie, że w związku z brakiem wykonawców środki unijne mogą nie zostać przez nas należycie skonsumowane?

– Rzeczywiście rynek budowlany jest obecnie bardzo mocno rozchwiany. Może dojść do szeregu bankructw, ponieważ firmy mają poważne problemy z naborem pracowników. Skumulowały się nam postępowania przetargowe związane z zamówieniami publicznymi, te unijne i te pochodzące z budżetu państwa. Taka sytuacja powoduje, że na rynku jest zbyt dużo zleceń i firmy po prostu się nie wyrabiają. Nie mogą rozwinąć swojej działalności, ani tym bardziej jej poszerzyć, ponieważ jest to dla nich niebezpieczne. Front robót i zdolność do przerobu jest obecnie bardzo ograniczona. Nie można zdolności produkcyjnej firm w nieskończoność zwiększać. I stąd się biorą te problemy.

Nie boi się pan, że zaplanuje różne inwestycje, otrzyma na nie środki, ale nie będzie miał kto ich wykonać?

– Istnieje taka obawa. Jednak okres unijny jest jeszcze przed nami dość długi. Mamy możliwość wydatkowania środków do roku 2022. Wydaje się zatem, że jeszcze mamy sporo czasu. Jednak każdego roku mamy pewne limity wydatkowania i z nich musimy się rozliczać. I tu mogą rzeczywiście pojawić się pewne problemy. Nie wiem, jak sobie z tym problemem poradzimy jako Polska czy województwo. Mam nadzieję, że to tylko tzw. zadyszka związana z wyborami. Zawsze tak było, że rok wyborczy powodował zwiększenie zamówień, a teraz nałożył się na to dynamiczny wzrost zamówień z Unii Europejskiej. Jestem jednak dobrej myśli. Wierzę, że to wszystko – mówiąc językiem ludzi młodych – da się ogarnąć. Przed nami kolejne wyzwania. Nie ograniczam się tylko do realizacji przygotowanych projektów, ale planuję inwestowanie w nowe obszary. Mam głowę pełną pomysłów, a ich akceptacja, ewentualnie weryfikacja, czeka na nową radę powiatu.