Motoryzacja tylko dla facetów? Nie – mówi florystka, która zorganizowała zlot zabytkowych samochodów

Florystyka jest pasją znacznie bardziej pasującą do pań niż motoryzacja. Magdalena Borowska zakochała się jednak równie mocno w swoim mężu, co w jego hobby. Nie przeszkadza jej to, że musi czasami konkurować o poświęcony czas z 34-letnią piaskową syrenką.

Marka posiadana przez mieszkańców Lubicza Górnego jest jedynym w pełni polskim autem. Wszystkie części powstały nad Wisłą. Montaż też był dziełem rodzimych inżynierów. Liczba przekleństw, którymi obrzucili popularne „skarpety” ich użytkownicy, jest większa niż ilość sztuk, które zjechały z taśmy produkcyjnej. A liczba to niebagatelna, bo opiewa na sumę ponad pół miliona egzemplarzy. Dziś posiadanie syreny jest jednak powodem do dumy, a nie łez.

– Zawsze chciałam mieć kwiaciarnię – wspomina Magdalena Borowska, mieszkanka Lubicza Górnego. – Udało mi się zrealizować to marzenie, ale jednocześnie bacznie przyglądałam się pasji męża – miłośnika zabytkowych aut. Udało mu się w końcu „namierzyć” upragnioną syrenę i od tego czasu wyruszyliśmy nią we wspaniałą podróż do przeszłości.

Klimat przyciąga następnych

Najpierw przyszedł jeden zlot posiadaczy zabytkowych aut, potem drugi i następne. Klimat tak wciągnął kobietę, że wraz z mężem wyszukiwała kolejnych punktów na mapie, w których zbierają się zapaleńcy motoryzacji.

– Zafascynowała mnie atmosfera, która panuje na takich imprezach – mówi florystka. – Przekrój wiekowy jest ogromny. Są tam i ludzie bardzo młodzi i równie leciwi co auta będące w ich posiadaniu. Wytwarzają jednak atmosferę olbrzymiej życzliwości i sympatii. Wymiana doświadczeń jest nieustanna. Każdy chce każdemu pomóc, bo wie, ile znaczy dla niego zabytkowe auto.

Na mechanice hobbystka motoryzacji się nie zna. Przygląda się pracy męża, ale w niej nie uczestniczy.

– Zostawiam to jemu, podobnie jak kierowanie pojazdem – śmieje się właścicielka kwiaciarni. – W naszym aucie czuję się jednak doskonale i lubię nim podróżować. Czasami jedziemy nawet ponad 100 km/h, ale wtedy ciężko się rozmawia. Taki urok tego modelu.

Z ziemi polskiej do szwedzkiej

Mąż przyjeżdża autem prosto z garażu. Syrena ma własny, oddzielny dom. Nie może stać pod gołym niebem.

– Pali niedużo, bo 8 do 10 litrów na 100 kilometrów – mówi Ryszard Borowski. – To przyzwoity wynik. Wszystko zależy od wagi stopy kierowcy. Ja staram się nie szaleć, bo to nie auto wyścigowe. Szukam wielu elementów wyposażenia z wielką dokładnością, żeby nasze auto prezentowało się dumnie.

Żona zdradza nam marzenie męża, który chciałby wraz z syreną i wybranką serca popłynąć promem do Szwecji. Tam odbywają się duże „Syreniady”. O tym, że jest to wizja jak najbardziej realna, można przekonać się w każdej chwili rozmowy z Magdaleną Borowską. Kilka miesięcy temu wpadła na pomysł, że w Lubiczu sama zorganizuje zlot zabytkowych aut.

– To był pełen spontan – mówi pasjonatka motoryzacji. – Przekonałam jednak do idei wójta gminy Lubicz i się udało. Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania.

Pasażer z miłości

Do gminy Lubicz przyjechało ponad czterdzieści zabytków motoryzacji. W ogromne zdumienie zebranych wprowadziła biała wołga, bo najczęściej mówi się o czarnym modelu tego, rosyjskiego auta. Na placu przy szkole pojawiły się także zastawy, citroen znany z filmów z Luisem de Funesem i prawdziwy cadillac.

– Właściciel tego ostatniego auta chwalił się, jak często musi tankować – śmieje się Magdalena Borowska. – Jego model pali ponad 30 litrów na 100 kilometrów. Na wakacje najoszczędniej się nim nie jedzie.

Sukces pomysłu rozochocił mieszkankę Lubicza Górnego, która już szykuje się do organizacji kolejnych zlotów w następnych latach. Liczy, że zabytkowych aut przyjedzie jeszcze więcej. Za kierownicą syrenki siada do zdjęcia. Na fotelu kierowcy czuje się dobrze. Gdy trzeba otworzyć maskę, woła jednak męża.

– Każde z nas wie, w czym jest dobre – mówi z rozbrajającą szczerością kobieta. – Lubię być wożona tym autem, a umiem układać kwiaty. Ale motoryzację kocham.