Na chełmżyńską porodówkę nie ma mocnych. Rodzą tutaj kobiety z całego województwa

Moment narodzin porusza jak żaden inny w życiu kobiety. Trudno o drugi taki, łączący w sobie jednoczesne uczucie bólu i szczęścia. Z ich opanowaniem rodzicielka sama sobie nie poradzi. Rola położnej rozgrywa się na każdym etapie ciąży, z których najważniejszy to poród. W grę wchodzi ludzkie istnienie, dlatego do jej obsadzenia szuka się kandydatek o gołębim sercu i żelaznych nerwach. Dzięki personelowi spełniającemu te rygorystyczne kryteria Oddział Położniczy Szpitala Powiatowego w Chełmży cieszy się uznaniem na skalę województwa.

Naprzeciwko punktu położniczego wisi zeszyt. Napis na jego okładce zdradza, że docelowo był przeznaczony do zamieszczania uwag pacjentów na temat funkcjonowania oddziału, jednak próżno szukać w nim tego typu komunikatów. Na jego stronach dostrzec można jedynie słowa pochwały dla kadry i podziękowania od świeżo upieczonych rodziców.

– W tym szpitalu urodziłam wczoraj już swoje czwarte dziecko, to chłopczyk o imieniu Gracjan – zdradza Grażyna, która dochodzi do siebie po szczęśliwie zakończonym porodzie synka. – Za każdym razem spotykałam się z życzliwością położnych. Nigdy nie potraktowały mnie przedmiotowo. W pełni mogłam oddać się radości z narodzin Gracjanka i ujrzałam kilka łez na twarzach opiekujących się nami pań…

Etyka pracy położnych zezwala im na emocjonalne związanie się z pacjentkami. Przyszłe mamy czują dzięki temu silne wsparcie. Wiedzą, że zdrowie własne i swojej pociechy oddają w troskliwe ręce. Zdarza się, iż wraz z dzieckiem rodzi się między nimi przyjaźń.

– Ostatnio dostałam kartkę na imieniny od jednej z mam. Poród jej dziecka odbierałam przed paroma laty – uśmiecha się położna Dorota, zawsze w pełnej gotowości do zajęcia się pacjentkami. – Nie potrafię przejść obojętnie obok maleństw spotykanych w mieście. My, położone, zawsze przeżywamy ich narodziny. Jedne skrycie w sobie, inne z łezką w oku. Nawet po godzinach zastanawiamy się czy wszystko z nimi w porządku. Tej pracy nie sposób nie zabierać do domu…

Rozmowę urywamy, bo salowa wzywa położoną do cesarskiego cięcia. W zeszłym roku w chełmżyńskim szpitalu tą metodą odbioru porodu przyszło na świat 25% urodzonych dzieci. Dla personelu jest to chwila pełnego skupienia. W ich rękach spoczywa olbrzymia odpowiedzialność.

– Moment, w którym maleństwo objęło rączką mój palec, wcale nie zdarzał się tak rzadko, choć muszę przyznać, że za każdym razem ogarniało mnie wtedy wzruszenie – opowiada położna Beata.

W takich sytuacjach miękną nawet panowie. Drżącą dłonią przecinają pępowinę. Niekiedy nawet mdleją pod wpływem silnych emocji.

– Jakakolwiek uczuciowa reakcja u tatusiów daje mi pewność, że dobrze wypełnią swoją rolę – wskazuje położna Dorota. – Czasem jednak najpierw muszą dojść do siebie. Jednego pana zdarzyło mi się wozić na wózku kilkakrotnie w przeciągu dyżuru. Biedaczek…

Na chełmżyńskim oddziale położniczym na pomoc mogą więc liczyć także panowie. Placówka cieszy się znakomitą renomą w województwie, a powodów ku temu jest więcej.

– Myślę, że przyszłe mamy wybierają nasz oddział z uwagi na jego kameralność i panujący w nim spokój – tłumaczy dr Maciej Kaatz, z-ca ordynatora Oddziału Ginekologiczno-Położniczego. – Mogą liczyć na indywidualną opiekę. U nas nie nikną w tłumie, dzięki czemu okoliczności porodu są dla nich dużo mniej stresujące.

W minionym roku Oddział Położniczy odwiedziło 1713 pacjentek. Na świat przyszło 569 noworodków. Liczby te są stosunkowo niewielkie – główną tego przyczyną jest wieloletni niż demograficzny w kraju.

– W najlepszych latach w Polsce rodziło się około 800 tys. dzieci rocznie. W tej chwili na świat przychodzi o ponad połowę mniej – informuje Leszek Pluciński, prezes zarządu Szpitala Powiatowego w Chełmży. – W takiej sytuacji pacjentki mogą wybierać, w jakiej placówce chcą urodzić i nie wystarczy już tylko profesjonalny personel. To dopingowało nas, żeby mocno postawić na rozwój Oddziału Położniczego i zaowocowało, m.in. dofinansowaniem z Funduszu Europejskiego w wysokości około 2,3 mln złotych. Dodatkowo sprzyja nam nielimitowana przez NFZ ilość pacjentek tej kategorii.

Doskonałe warunki sprzyjają wręcz wzorowej skuteczności. Czasem jednak i one nie wystarczą do szczęśliwego zakończenia. Położne zostają wtedy poddawane okrutnej próbie.

– W swojej pracy trwającej przeszło 20 lat doświadczyłam pojedynczej sytuacji dramatycznej, z którą długo nie mogłam się pogodzić – zwierza się położna Beata, skrywając jednak szczegóły. – Tu trzeba się liczyć ze zdarzeniami niepożądanymi.

Takowe na chełmżyńskim Oddziale Położniczym nastąpiło tylko jeden raz – w 2013 roku. Śmierć zabrała dziecko. W całej jego historii nigdy nie doszło do zgonu matki.