Na Święto Niepodległości

Odzyskanie przez Polskę niepodległości w 1918 r. po blisko 150 latach nieistnienia państwa było prawdziwym darem od Boga w postaci klęski wszystkich państw zaborczych. Gdyby jednak wcześniej Polacy o odzyskanie niepodległości nie walczyli, zadowalając się rosyjską, pruską czy austriacką „ciepłą wodą w kranie”, to dziś Narodowego Święta Niepodległości raczej byśmy nie obchodzili.

Drugą sprzyjającą okolicznością był niezwykły „urodzaj” na wybitne postacie, polityków, dowódców i generalnie wielkich patriotów (Piłsudski, Dmowski, Paderewski, Haller itd.), którzy potrafili się ze sobą porozumieć w imię nadrzędnego celu – odrodzenia Polski. I ta powstała i obroniona przed hordami bolszewickiej dziczy w 1920 r. II Rzeczpospolita mimo trudności gospodarczych dokonała niebywałego rozwoju, a co najważniejsze wychowała nowe pokolenia, które wkrótce, w okresie II wojny oraz okupacji hitlerowskiej i komunistycznej, potrafiły „zachować się jak trzeba” Polakowi, katolikowi, człowiekowi. Drugi taki historyczny prezent dostaliśmy w 1989 r. Cieszyliśmy się z niego bardzo, choć może nie aż tak jak w 1918 r., a w kolejnych latach, gdy wychodziły na jaw okoliczności odzyskania tej drugiej niepodległości, nasza euforia stygła coraz bardziej.

Bawiąc się w „historię alternatywną”, wyobraźmy sobie, jak wyglądałaby II Rzeczpospolita i jej spuścizna, gdyby w 1918 r. Dmowski i Piłsudski „żarli się jak psy”, gdyby Piłsudski uznał za ludzi honoru Dzierżyńskiego i Marchlewskiego, gdyby w latach 30. Dmowski stosował „totalną opozycję” wobec sanacji (choć miałby większe prawo, gdyż doszła ona do władzy w wyniku zamachu stanu) i donosił na polski rząd do Berlina i Ligi Narodów. Może wówczas nie byłoby 1939 r., okupacji, hekatomby krwi, ale czy wtedy możliwy byłby rok 1989, czy bylibyśmy z takiego przebiegu sytuacji dumni i przede wszystkim czy jeszcze bylibyśmy Polakami?!