Na Święto Niepodległości [felieton]

Dariusz Meller, Radny Powiatu Toruńskiego (fot. Łukasz Piecyk)

Jutro przypada Narodowe Święto Niepodległości. Za rok zaś będziemy świętować 100. rocznicę tego wiekopomnego wydarzenia, jakim było odrodzenie państw polskiego po 123 latach niewoli.

Oprócz sprzyjających czynników zewnętrznych fenomen 1918 r. polegał na tym, że nasz naród potrafił się zjednoczyć, wznieść ponad partyjne i ideologiczne podziały, wyczuć „dziejowość chwili”. I ci, którzy jak Roman Dmowski czy Ignacy Paderewski „urabiali” sprawę polską na Zachodzie, jak gen. Józef Haller tworzący tam Wojsko Polskie (a Zachód to byli zwycięzcy wielkiej wojny, rozdający karty na arenie europejskiej) umieli dogadać się z Józefem Piłsudskim, który jako były socjalista nie miał dobrej kartoteki politycznej, ale miał to „coś”, tj. charyzmę oraz zdolność do natychmiastowego działania w różnych okolicznościach. W efekcie powstała Polska, II Rzeczpospolita, państwo targane wewnętrznymi napięciami, nie do końca może idealne, ale autentycznie kochane. W czasie jego krótkiego w sumie istnienia konflikty wewnętrzne często przekraczały miarę (teraźniejszą miarę, bo w skali europejskiej nie były niczym wyjątkowym), ale zawsze i wszędzie, czy to w bójkach ulicznych, w niesprawiedliwym procesie brzeskim, w bezpodstawnych zesłaniach do Berezy Kartuskiej nikt nie zapominał, że jest Polakiem i że Polska to dobro najwyższe. „Konsumpcja” takiego podejścia nastąpiła po napaści niemieckiej w 1939 r., kiedy to wszystkie ugrupowania (poza znajdującymi się, podobnie jak w 1918 r., na zupełnym marginesie komunistami), nawet po początkowej krytyce polityki sanacji ponownie połączyło umiłowanie Ojczyzny. Czy, gdy za rok będziemy świętować 100-lecie niepodległości, możliwe jest choćby w części podobne zjednoczenie narodu polskiego? Biorąc pod uwagę stan obecnego zacietrzewienia, raczej w to wątpię. Niektórzy zachowują się tak, jakby od 11 listopada ważniejsza dla nich była data 14 maja (a właściwie 27 kwietnia).