O PiS-ie, co to Niemca nie chciał [felieton]

Przemysław Termiński, Senator RP (Fot. Łukasz Piecyk)

Pamiętają Państwo starą legendę o Wandzie, córce Kraka i polskiej księżniczce, która nie zgodziła się na małżeństwo z księciem niemieckim? Urażony książę najechał ze swoimi wojskami ziemie polskie. Armia pod dowództwem Wandy zdołała odeprzeć atak. Wanda jednak zdecydowała się na samobójstwo, rzucając się w nurt Wisły, aby nie prowokować kolejnych napaści.  

Wyp
isz, wymaluj – mamy powtórkę tej legendy, jeśli chodzi o nasze obecne władze, no może zakończenie jest mniej tragiczne. Bo oto od początku swoich rządów PiS i naczelnik Kaczyński „nie chcieli Niemca”, a konkretnie Angeli Merkel. Do tego stopnia, że obrażali się na naszych zachodnich sąsiadów, boczyli się, udawali, że niemiecka gospodarka wcale nie jest największa, a niemiecki wkład w unijny budżet jest znikomy. Polska dyplomacja robiła wszystko, żeby podkreślać naszą niezależność i zamiast Berlinem premier Szydło i minister Waszczykowski zawiązywali strategiczne sojusze z Węgrami, Czechami, Bułgarami i Wielką Brytanią. Niestety dla nich kilku rzeczy nie przewidzieli. Po pierwsze mniejsi sojusznicy z Europy Wschodniej bardziej nad sojusze z nami cenili dobre relacje z Niemcami. Po drugie zdarzył się Brexit i Wielka Brytania z kompana Polski w europejskich wojenkach stała się outsiderem z własnymi problemami. Na domiar złego wszystkie wybory wewnętrzne we Francji czy Holandii z kretesem przegrały partie nacjonalistyczne i antyeuropejskie, które mogłyby być sojusznikiem PiS-u. 

Nie trzeba być geniuszem dyplomacji
, żeby stwierdzić, że Polska znalazła się na dyplomatycznej bezludnej wyspie. Wszystkie ważne decyzje zapadały między najbardziej zintegrowanymi ze sobą członkami UE, oczywiście z Niemcami w roli głównej. My machaliśmy szabelką, wstawaliśmy z kolan, szukaliśmy alternatyw i… sami siebie zepchnęliśmy w niebyt.  

Prezes Kaczyński, nie w ciemię bity, też to chyba zauważył. Może szybciej zauważył to nowy 
premier Mateusz Morawiecki. Zdali sobie panowie sprawę, że jeżeli nie przestaniemy dąsać się na Niemców, to przegramy wszystko, łącznie z szansą na dobre rozdanie kasy w nowym budżecie UE. Dlatego postanowili Beatę Szydło i ministra Waszczykowskiego wrzucić w toń Wisły, by już nie drażnili Niemców.