Od policjanta do rzeźbiarza

Anioły, diabły, książęta... To wszystko powstaje w warsztacie pana Andrzeja. (fot. Łukasz Piecyk)

– Na jednym z plenerów wyrzeźbiłem małpę, którą zabejcowałem na niebiesko – wspomina rzeźbiarz. – Na uroczystość przybyła pani wojewoda… cała w niebieskim.

Andrzej Bajkowski z Czernikowa przepracował w Policyjnej Izbie Dziecka kilkadziesiąt lat. W pewnym momencie zaczęło mu czegoś brakować. Jakiegoś wytchnienia, sposobu na odstresowanie. Wydawać by się mogło, że rzeźbiarstwo i inne rękodzieło nie pasują do zawodu twardego policjanta. Nic bardziej mylnego. Nie zdajemy sobie sprawy, ilu mundurowych para się w wolnym czasie „tworzeniem” – w ogólnym tego słowa znaczeniu. Andrzej Bajkowski od dzieciństwa lubił prace manualne. Z zachwytem obserwował dziadka i wujków pracujących w kuźni. Pasja do rzeźbiarstwa dojrzewała w nim bardzo długo. Dopiero z czasem docenił, jak wdzięczne może być drewno, gdy tylko darzy się je odpowiednim szacunkiem.

– Rzeźbiarstwem zacząłem się interesować około 2000 roku. Pierwsze prace były trochę nieforemne, wykonywałem je metodą korzenioplastyki – przyznaje. – Jak już nieco dojrzałem, postanowiłem pokazać moje rzeźby kolegom i podopiecznym z Izby Dziecka. Reakcje? W zasadzie nikt się nie zdziwił. I ja też uważam, że moje rzeźbienie to nic wielkiego. Każdy z nas coś potrafi – pani pisać, pan robić zdjęcia…

Kiedy w 2004 roku przeszedł na emeryturę znalazł więcej czasu na swoje hobby. Często wspomina plenery, na które wyjeżdżał z ramienia Stowarzyszenia Twórców i Sympatyków Kultury z Poznania. Trudno zliczyć ich liczbę. Na jeden, odbywający się dwa lata temu w Łodzi, wyrzeźbił małpę, którą zabejcował na niebiesko.

– Śmiechu było co niemiara, bowiem plener był połączony z rocznicą powstania policji – opowiada. – Na uroczystości pojawiła się pani wojewoda. Była ubrana na niebiesko… W plenerach uczestniczyli przeróżni artyści z różnych stron. Byli i fotografowie, i malarze, i rzeźbiarze. Niektórzy z nich to policjanci na służbie, inni na emeryturze, a jeszcze inni to cywile.

Plenery trwały około 10 dni. Na jednym z nich powstało największe dotychczas dzieło rzeźbiarza – 3-metrowy anioł. By wykonać tak wielką figurę w tak krótkim czasie, trzeba było pracować w pocie czoła. Średni czas pracy nad takim dziełem w warunkach domowych trwa około miesiąca.

– W ten sposób zdobywałem doświadczenie. Nauczyłem się robić duże rzeźby wykonywane nie tylko dłutem, ale i piłą spalinową, czy siekierą. A nie jest łatwo – przede wszystkim trzeba trzymać proporcje – przekonuje. – Ponadto wykonywałem też przeróżne maski. Szczególnie wówczas, gdy pracowałem w piwnicy. Do 2009 roku mieszkaliśmy z rodziną na Rubinkowie. Tam nie mogłem robić dużych rzeźb. Raz skorzystałem z przykościelnej szopki. Tam wyrzeźbiłem bowiem postać Chrystusa dla kościoła.

W międzyczasie wziął udział w plenerze w Toruniu, który organizował Jacek Beszczyński. Powstał na nim anioł z podpartą głową, zadumany. Na innym plenerze powstał anioł z herbem Torunia, który stanął przy Baju Pomorskim. Na niektóre wypady „pod chmurkę” zabierał żonę Krystynę, a ona była zadowolona, że może towarzyszyć mężowi i przy okazji wypocząć.

– Bo nasze wyjazdy były też okazją do zwiedzenia kawałka Polski – wyznają. – Do poznania mnóstwa ludzi i odpoczynku od codzienności.

Zapytana o pasję męża pani Krystyna nie ukrywa, że czasem męczy ją ilość czasu, jaką jej druga połowa spędza w warsztacie.

– Czasami nie ma pomysłu na rzeźbę, ale jak już dopisze mu wena, to siedzi tam całymi godzinami – mówi z uśmiechem. – Mnie jakoś nigdy nie wyrzeźbił. Nie zaproponował tego.

Małżeńska przepychanka słowna (z nieukrywanym humorem w tle) zakończyła się stwierdzeniem, że żona nigdy nie chciała pozować.

Duże rzeźby wykonuje z topoli, lipy, a czasem drzew owocowych. Na pewno musi pracować na drewnie z drzew liściastych, bo jest bardziej trwałe. Czasem materiał podaruje zleceniodawca, np. gmina, a czasem musi je kupić sam. Spod jego rąk wyszło wiele postaci, np. rycerz Wit, Gandalf, Don Kichot, japonki i wspominane już anioły.

Pan Andrzej wracał z plenerów z mnóstwem podziękowań i certyfikatów, a także pracami innych artystów. Pamiątkami dla niego są też liczne fotografie, które chętnie gromadzi. Wśród „zdobyczy” znajduje się także folder „Policja w malarstwie, grafice i rysunku” – jednym z jego bohaterów jest pan Andrzej. Często wraca myślami do swoich wystaw, a tych również było wiele.