Ola z Brąchnowa mierzy się z nieuleczalną chorobą

Po czterech latach ponownie odwiedziliśmy małą mieszkankę Brąchnowa (fot. Łukasz Piecyk)

Dziewięcioletnia Ola od urodzenia mierzy się z nieuleczalną chorobą. Lekarze, podejmując się wielu operacji i zabiegów, próbują zniwelować deformację jej twarzoczaszki i wytrzeszcz oka, a rehabilitacją poprawić jej stan zdrowia. I każdy najmniejszy postęp jest dla rodziców, państwa Brzosków, wielką radością.

Z Olą po raz pierwszy spotkaliśmy się w 2013 r. Już wtedy dziewczynka była po pierwszych operacjach. W warszawskim Centrum Zdrowia Dziecka nie widzieli dla ówczesnej pięciolatki kolejnych możliwości pomocy. I choć słowa te brzmiały jak wyrok, jej rodzice się nie poddali. Dziś z uśmiechem mówią o postępach w leczeniu.

– W listopadzie córka będzie miała usuwane dystraktory, czyli urządzenia do leczenia wad zgryzu – mówi tata, Andrzej Brzoska. – Lekarze podejmą się również wysunięcia przodu jej szczęki. Rekonstrukcji noska podejmą się zaś dopiero w momencie, kiedy nasze dziecko przestanie rosnąć. Wszystko więc posuwa się do przodu, lecz małymi kroczkami.

W trakcie jednej z pierwszych operacji lekarze otworzyli Oli czaszkę. Nastąpił krwotok, lekarze odratowali dziecko w ostatniej chwili. Ze względu na bardzo wysokie ryzyko żaden neurochirurg nie chce ponownie podjąć się tego zadania, aby wyprostować kości płatu czołowego. Jak opisują, kora mózgowa zbyt mocno przylega do kości czaszki.

Państwo Brzoskowie jeżdżą więc z Olą po całej Polsce, odwiedzając szpitale w Olsztynie, Toruniu, Bydgoszczy, Warszawie, Katowicach czy Polanicy Zdrój. Będąc zaś w domu, dziewczynka spędza czas na nauce – uczy się liczyć i rysować, jest także poddawana rehabilitacji.

– Ze względu na założoną rurkę tracheotomiczną i bezpieczeństwo, Ola nie może uczyć się w szkole – tłumaczą rodzice. – Boimy się, aby nie doszło do sytuacji, w której ktoś o to urządzenie zahaczy. Córkę trzeba inhalować i odśluzowywać. Musimy więc stale przy niej być.

I choć dziewięciolatka wciąż walczy z chorobą, jest bardzo radosnym i żywiołowym dzieckiem. Jak podkreślają jej rehabilitanci i nauczyciele, ma swój charakterek. Jeżeli czegoś chce, bardzo o to zabiega.

– Ola uwielbia słuchać muzyki na komputerze czy bawić się telefonem komórkowym – podkreśla mama dziewczynki. – Ma też swoje ulubione zabawki, które świecą i wydają odgłosy. Ze względu na jej słaby wzrok i słuch, migoczące przedmioty sprawiają jej największą radość. W chwili wolnej uwielbia także malować.

Dzielnie znosi również rehabilitację. Zajęcia zaczyna już o godzinie ósmej. Z przerwami trwają one do wieczora.

– Ola ćwiczy w pokoju, na materacu – opisują jej codzienność rodzice. – Marzymy o tym, aby stworzyć dla niej odpowiednie warunki, a być może zaadaptować na taką małą salę gimnastyczną pokój na piętrze.

Wszystkie te działania wiążą się jednak z dużymi kosztami. Dziewczynka wymaga całodobowej kontroli, więc w rodzinie pracuje tylko Andrzej Brzoska. Większość pieniędzy ledwie pokrywa wydatki związane z wyjazdami i operacjami. Ale, jak podkreślają rodzice, wiedzą, że muszą dać radę, bo krótkie słowo „tata”, wypowiedziane przez dziewięciolatkę, jest największą nagrodą za tak wielką, bezinteresowną, rodzicielską miłość.

Państwo Brzoskowie wciąż współpracują z lokalną fundacją, która zbiera środki na rehabilitację i operację Oli. Każdy, kto zechce, może ich wesprzeć. Pomoc kierować można na: Stowarzyszenie „Nasze Szczęścia”, Aleja Jana Pawła II 8, 87-152 Łubianka, nr konta 18 9511 0000 0022 8999 2000 0010 – koniecznie z dopiskiem „na Aleksandrę Brzoskę”.