Paweł Fajdek: Mistrzostwo Świata to fantastyczna sprawa

Paweł Fajdek o złotym medalu na Mistrzostwach Świata w Lekkoatletyce w Moskwie, niepowodzeniach, Igrzyskach Olimpijskich w Londynie i rywalizacji z Szymonem Ziółkowskim, w rozmowie z Marcinem Lewickim.
Pasmo niepowodzeń zakończone, teraz czas na świętowanie. Jak to jest być mistrzem świata?

Fantastyczna sprawa. Wiedziałem, że pierwszy rzut załatwił te zawody, widziałem minę rywali. To było to, na co czekałem. Taki rzut musiał dać złoty medal, nie było wyjścia.

Przed zawodami w Moskwie nie był Pan w dobrym nastroju. Na Mistrzostwach Polski w Toruniu nie wyszło. Niezadowolenie z trzeciego miejsca było duże?
Oczywiście, jechałem tam po złoto. Chciałem obronić tytuł, ale dyspozycja dnia i słabe samopoczucie nie pozwoliły mi na walkę o więcej niż brązowy medal.

Przygotowanie do zawodów było jednak dobre, co potwierdziły mistrzostwa w Moskwie.
Cały czas byłem w ciężkim reżimie treningowym. Bardzo dużo rzucałem, trening z ciężkim sprzętem miał przynieść efekty. Na mistrzostwa w Toruniu nie zdążyłem wypocząć, ale Toruń był tylko przystankiem w głównym celu, czyli w zdobyciu złotego krążka w Moskwie. Jak widać – udało się.

Przed Mistrzostwami Świata celem był rzut powyżej 80 metrów. O medalu nie chciał Pan mówić. Krążek to zaskoczenie?
Nie chciałem zapeszać. Wiadomo, że człowiek wstawał rano i mówił sobie – będziesz zwycięzcą. Nie to jest jednak najważniejsze. Moim celem zawsze będzie oddawanie dobrych rzutów. Nie mogę skupiać się na lokatach.

Wraca Pan jeszcze myślami do nieudanych Igrzysk Olimpijskich w Londynie?
Czasami wracam. Nie robi to już jednak na mnie szczególnie wielkiego wrażenia. Teraz są nowe zawody, nowy sezon. Życie toczy się dalej. Trzeba myśleć o przyszłości, a z przeszłości wyciągać odpowiednie wnioski.

Co tam nie wypaliło?
Wiele osób twierdzi, że spaliłem się psychicznie. To nieprawda. Pod względem mentalnym byłem przygotowany znakomicie – rzucałem na pełnym luzie. Popełniłem niestety parę technicznych błędów, które miały wpływ na spalone próby. Trzeba się uczyć na błędach.

Rywalizacja z Szymonem Ziółkowskim przyczynia się do popularności rzutu młotem w kraju? Widzi Pan już kolejnych konkurentów?
Poziom wzrósł zdecydowanie. W Toruniu rzuciłem 75 metrów, co dało dopiero trzecią lokatę. To duże zaskoczenie. Poziom tamtego konkursu był bardzo wysoki, ale to dobrze wpływa zarówno na samą konkurencję rzutu młotem, jak i całą lekkoatletykę. Rywalizacja z Szymonem to inna bajka. „Walczymy” ze sobą już kilka lat. Raz wygrywam ja – raz wygrywa on. Mam nadzieję, że za rok znowu ja będę górą, ale życzę Szymonowi wszystkiego najlepszego. Jeżeli obydwaj będziemy zdrowi i w pełni formy, to nieraz pokażemy, na co nas stać.