Pierwszoligowy gwizdek

Jego praca to ciężki kawałek chleba. Najczęściej to właśnie arbitra bierze się pod lupę, analizując piłkarskie pojedynki. Mimo to sędzia Rasmus lubi swoją pracę, nawet po sytuacji, gdy musiał go chronić kordon policji…  
 
Sylwester Rasmus, podobnie jak większość osób związanych ze środowiskiem sędziowskim, zaczynał po drugiej stronie barykady jako zawodnik. Niestety z powodu kontuzji mięśnia czworogłowego uda w wieku 26 lat był zmuszony zakończyć swoją karierę. Jak się później okazało, nie był to koniec przygody z piłką nożną.  

Mój kolega zapisał się na kurs sędziowski, ale nie chciał iść tam sam. W końcu udało mu się namówić mnie – opowiada Sylwester Rasmus. – Nie byłem tym szczególnie zachwycony, ale z czasem podobało mi się coraz bardziej. Po piętnastu latach mogę już z całą pewnością stwierdzić, że wciągnęło mnie to na dobre. 

Wraz ze zmianą roli na boisku, zmieniło się też podejście Sylwestra Rasmusa do pracy arbitra. 

Nie ukrywam, kiedy jeszcze kopałem piłkę, zdarzało mi się oszukiwać sędziów – mówi. To naturalna postawa zawodników. Gdy zobaczyłem, jak to wygląda z perspektywy oceniającego, moje poglądy radykalnie uległy zmianie. Chyba mogę stwierdzić, że sędziowanie promuje uczciwość. Bycie piłkarzem niekoniecznie – śmieje się Sylwester Rasmus.  
Zanim mieszkaniec Kończewic zaczął rozstrzygać spotkania na szczeblu centralnym, musiał przejść długą drogę, sędziując spotkania lig okręgowych. Zdaniem rozjemców to właśnie tam przechodzi się prawdziwą szkołę arbitrażu. 

Najbardziej zapadła mi w pamięci sytuacja z Rypina – opowiada Sylwester Rasmus. – Po zakończeniu meczu w asyście policji przez godzinę czekaliśmy na środku boiska, bo kilkuset kibiców niezadowolonych z mojej pracy czekało, by samodzielnie wymierzyć sprawiedliwość. Na nic były komendy nawołujące do rozejścia, więc musieliśmy czekać, aż po prostu im się znudzi.  

Praca sędziego to nie tylko dziewięćdziesiąt minut spotkania. Sędziowie, podobnie jak piłkarze, również muszą regularnie trenować, a dodatkowo czeka ich wiele szkoleń i pracy papierkowej. 

– Po każdym meczu spisujemy raport, analizujemy swoją postawę na powtórkach, później przesyłamy je do osób nadzorujących naszą pracę – wylicza Sylwester Rasmus. Przepisy gry w piłkę się nie zmieniają, jednak ich interpretacja już tak. Na bieżąco i w jak najkrótszym czasie musimy je przyswoić. Podobnie jak główni aktorzy tego widowiska czyli piłkarze, my również dążymy do samodoskonalenia. Niestety nic tak nie uczy jak własne błędy. Robimy wszystko, aby ich nie powtarzać, ale nie ma na świecie ludzi nieomylnych.  

Ciężka i wieloletnia harówka Sylwestra Rasmusa przynosi efekty. Sędzia regularnie jest głównie rozstrzygającym na boiskach drugiej ligi, a w ostatnią sobotę poprowadził mecz zaplecza Ekstraklasy pomiędzy Stomilem Olsztyn a GKS-em Tychy. Naturalną koleją rzeczy jest oczekiwanie na debiut na najwyższym szczeblu ligowym w Polsce. 

– Każdy krok do przodu jest coraz trudniejszy – opowiada arbiter. – W Polsce mamy dziesięciu sędziów zawodowych, którzy mają pierwszeństwo, a tylko osiem spotkań Ekstraklasy w kolejce. Ja już pewien bagaż doświadczeń mam, bo byłem na około osiemdziesięciu meczach Ekstraklasy jako sędzia techniczny. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, będę czekał na swoją szansę, a kolejnymi występami chcę udowodnić, że na nią zasługuję.